Data ostatniej aktualizacji: 2009-09-03 14:57 Ten artykuł czytano już: 4000 razy !
Pielęgniarstwo ratunkowe.
Interpelacja
do ministra zdrowia
w sprawie kompetencji dotyczących stwierdzania zgonu pacjenta
Szanowna Pani Minister! Zgodnie z art. 36 pkt 1 ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym zespoły ratownictwa medycznego dzielą się na zespoły podstawowe (P), w skład których wchodzą tylko ratownik medyczny i pielęgniarka, oraz zespoły specjalistyczne (S), w których oprócz ww. personelu medycznego jest również lekarz. O tym, czy do pacjenta pojedzie karetka typu P, czy karetka typu S, decyduje dyspozytor medyczny. Najczęściej do pacjentów kierowane są karetki typu P ze względu na niższe koszty. Ratownik zgodnie ze swoimi uprawnieniami ma prawo podjąć określone czynności ratujące życie pacjenta. Nie może jednak w przypadku śmierci chorego stwierdzić jego zgonu. Tylko lekarz posiada odpowiednie uprawnienia, by stwierdzić zgon pacjenta i wystawić kartę zgonu.
Pani Minister, jak zatem rozwiązać problem, który istnieje i dotyka wielu naszych obywateli, kto powinien stwierdzać zgon pacjenta, skoro w karetce nie ma lekarza, czyli osoby do tego uprawnionej?
Kłopoty z pochówkiem dotknęły niedawno jedną z mieszkanek Jaworzna i ujawniły lukę prawną dotyczącą procedury postępowania dla wydania aktu zgonu, jeśli zgon stwierdził ratownik medyczny, a nie lekarz. Rodzina zmarłej przez dwa dni próbowała uzyskać dokument umożliwiający pochówek, a przedstawiciele wszystkich instytucji służby zdrowia nie czuli się w tym zakresie zobowiązani. Dodatkowo sprawę skomplikował fakt, iż zmarła kobieta nie korzystała z usług lekarza i nigdzie nie złożyła swojej deklaracji. Dopiero nagłośnienie sprawy w lokalnych mediach pozwoliło wymusić wydanie aktu zgonu.
Z poważaniem
Poseł Wojciech Saługa
Warszawa, dnia 16 lipca 2009 r.
Szanowny Panie Marszałku! Odpowiadając na interpelację poselską posła Wojciecha Saługi, przesłaną przy piśmie z dnia 16 lipca 2009 r., w sprawie kompetencji dotyczących stwierdzania zgonu pacjenta, uprzejmie informuję, co następuje.
Rozporządzenie ministra zdrowia i opieki społecznej z dnia 3 sierpnia 1961 r. w sprawie stwierdzenia zgonu i jego przyczyny (Dz. U. Nr 39, poz. 202) nie daje członkom podstawowego zespołu ratownictwa medycznego (ratownikowi medycznemu i pielęgniarce systemu) uprawnień do formalnego stwierdzenia zgonu i wystawienia karty zgonu, pomimo iż w myśl rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 29 grudnia 2006 r. w sprawie szczegółowego zakresu medycznych czynności ratunkowych, które mogą być podejmowane przez ratownika medycznego (Dz. U. z 2007 r. Nr 4, poz. 33) oraz rozporządzenia z dnia 7 listopada 2007 r. w sprawie rodzaju i zakresu świadczeń zapobiegawczych, diagnostycznych, leczniczych i rehabilitacyjnych udzielanych przez pielęgniarkę albo położną samodzielnie bez zlecenia lekarskiego (Dz. U. Nr 210, poz. 1540) ratownik medyczny oraz pielęgniarka systemu mogą odstąpić od medycznych czynności ratunkowych.
Zgodnie z art. 11 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (Dz. U. z 2000 r. Nr 23 poz. 295, z późn. zm.):
„1. Zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego chorego w ostatniej chorobie.
2. W razie niemożności dopełnienia przepisu ust. 1, stwierdzenie zgonu i jego przyczyny powinno nastąpić w drodze oględzin, dokonywanych przez lekarza lub w razie jego braku przez inną osobę, powołaną do tej czynności przez właściwego starostę, przy czym koszty tych oględzin i wystawionego świadectwa nie mogą obciążać rodziny zmarłego.
3. Osoby wymienione w ust. l i 2 stwierdzają zgon i jego przyczyny w wydawanych w tym celu kartach zgonu. Karty zgonu są wydawane w dwóch egzemplarzach.”
W świetle powyższych przepisów w przypadku odstąpienia od bezskutecznej resuscytacji krążeniowo-oddechowej przez podstawowy zespół ratownictwa medycznego stwierdzenie i wypełnienie karty zgonu leży po stronie lekarza bądź innej osoby powołanej do tej czynności przez właściwego starostę.
Jednocześnie na uwagę zasługuje fakt, iż odstąpienie od medycznych czynności ratunkowych i opuszczenie miejsca zgonu przez podstawowy zespół ratownictwa medycznego bez pozostawienia świadkom zdarzenia (rodzinie) pisemnej informacji określającej chwilę odstąpienia od czynności resuscytacyjnych może znacząco utrudnić lekarzowi uprawnionemu do wypełnienia karty zgonu wypełnienie rubryki dotyczącej godziny i minuty zgonu. Stąd, choć nie wynika to z przepisów prawa, członkowie podstawowego zespołu ratownictwa medycznego powinni taką informację pozostawić. W związku z powyższym w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym opracowanym przez powołany zarządzeniem ministra zdrowia zespół do spraw opracowania projektu nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. W projekcie tym znalazł się zapis umożliwiający kierującemu akcją prowadzenia medycznych czynności ratunkowych (ratownik medyczny bądź pielęgniarka systemu będący kierownikiem podstawowego zespołu ratownictwa medycznego) w przypadku akcji prowadzenia medycznych czynności ratunkowych zakończonych decyzją o odstąpieniu od medycznych czynności ratunkowych wydanie dokumentów stanowiących podstawę do stwierdzenia zgonu.
Z poważaniem
Marek Haber - podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia
Zobacz także:
Aktualności według działów - pielęgniarka systemu
Zagadnienia tematyczne według działów - uprawnienia pielęgniarki systemu
Interpelacje poselskie i senatorów według działów - Pielęgniarka systemu / ratunkowa
Nie masz czasu codziennie zaglądać na Portal Pielęgniarek i Położnych
?
Mamy dla Ciebie praktyczne rozwiązanie
!
Zamów teraz wysyłkę najpopularniejszych artykułów na Portalu. Redakcja Portalu będzie Tobie przesyłać poniedziałkowe i środowe oraz w piątek wekendowe wydanie Serwisu Informacyjnego na Twoją skrzynkę pocztową.
Teraz tutaj Zamów



Trwa ładowanie komentarzy ...
Komentarze użytkowników
#1 ~E.L.E Data: 2009-09-07 13:14:40
Czyli pielęgniarkom systemu zostaną ustawą nadane kompetencje do wystawiania dok. będących podstawą stwierdzenia zgonu? Czyli doczekam chwili, kiedy z racji stosownych kompetencji to PIELĘGNIARKA będzie stanowić TRZON każdego zespołu "P", będąc jego KIEROWNIKIEM? Wreszcie dostaniemy to, co należy się nam niejako z urodzenia! Panie Mariuszu, Pan to potrafi dowartościować człowieka! Dziękuję.
#2 ~seni Data: 2009-09-07 14:09:21
buahahaha, tak jest, pielęgniarka będzie jeździła sama w karetce i będzie trzonem trzonu i kierownikiem tych trzonów; plus uprawnienia do angioplastyki w domu pacjenta. apeluję o likwidację zawodów lekarza i ratownika medycznego. gorąco pozdrawiam E.L.E.
#3 ~A Data: 2009-09-07 15:41:41
A mi się nie podoba jak pielęgniarki i ratownicy jeżdżą w karetkach,bo nic innego nie czynią jak tylko transportują pacjenta na IP/tak jest w naszym rejonie/ brakuje lekarza w karetkach,który miał większe uprawnienia/np:recepta/.
#4 ~medyk999 Data: 2009-09-07 18:11:04
Co do wypisywania recept.Istota działania pogotowie ratunkowego na całym świecie jest świadczenie procedur medycznych,a nie wypisywanie recept,tylko w naszym kraju cały czas uważa się nas za przychodnie na kółkach.Od wypisywania recept jest lekarz rodzinny, a nie zespół pogotowie
#5 ~A Data: 2009-09-07 18:42:50
Często są to czynności wyłącznie transportowe,po wypisaniu recepty w IP pacjent ma problem jak dotrzeć do domu,skoro go pogotowie przywiozło!!!
#6 ~medyk999 Data: 2009-09-07 21:09:10
Skoro problemem jest tylko recepta to pacjent sam powinien zgłosić się do szpital czy nocnej pomocy lekarskiej.Pracuje w zespole podstawowym ratownictwa medycznego i jakoś nie zauważyłem ,abyśmy wywożli ludzi do szpitala tylko dlatego żeby lekarz wystawił im receptę na leki.Widocznie gdzie indziej jest inaczej . Może A ma marne zdanie na temat poziomu ludzi pracujących w tamtejszym pogotowiu ratunkowym Skończyłem studia i specjalizację i nie wydaję mi się abym był idiotą , który nie ma pojęcia o niczym. Nawet nie masz pojęcia do czego jeżdzi pogotowie ,do jakich bzdur. Ludzie nie maja chęci iść sami do przychodni ani do szpitala bo przyjedzie darmowa taksówka i zawiezie do szpitala
#7 ~teżmedyk Data: 2009-09-07 21:41:32
Popieram powyższe! Tak rzeczywiście jest, wręcz "na bezczelnego" traktuje się pogotowie jak rodzinne MPO, które ma posprzatać chorego i po chorym. A takie litowanie się nad ludźmi doprowadza do tego, że lekarze POZ wręcz polecają swoim pacjentom telefon do pogotowia zamiast wizyte u niego w przychodni. Tylko pieniędzmi za tego pacjenta podzielić się już nie chcą. A pacjent, najlepiej po najmniejszej linii oporu: " Byłam nieprzytomna, jak do was dzwoniłam, teraz mi przeszło, ale jak już jesteście, to wypiszcie recepty,bo mi się leki skończyły".Człowiek, który dla recepty wzywa karetkę, powinien dostać do jednej ręki receptę, do drugiej rachunek za usługę medyczną i na jego koszt "taxi" do domu.
#8 ~ania Data: 2009-09-09 21:38:56
jeśli dobrze rozumiem, kierujący akcją (czyli kierownik zespołu p, zwany pierwszym) będzie wypełniał dokument, w którym napisze powód, datę, godzinę odstąpienia od resuscytacji. dotyczy to zarówno ratowników medycznych jak i pielęgniarek ratunkowych. Mam pytanie. A jak jest teraz??
#9 ~shire Data: 2009-09-10 17:29:30
E.L.E. ty chyba zapomniałaś, kim naprawdę jesteś. Jesteś pielęgniarką! Pielęgniarka jest przede wszystkim od pielęgnowania. Swoją profesję pomyliłaś chyba z zarządzaniem!
#10 ~EMI Data: 2009-09-22 01:09:48
Ludzie którzy w ten sposób, jak ratownicy "medycy" z pogotowia piszą o swoich pacjentach - rzeczywiście mają kwalifikacje do wykonywania swego zawodu. I rzeczywiście, pogotowie to dla nich dobre miejsce. Należy rozróżnić chęć "bycia ratownikiem", od pragnienia pomagania ludziom. Aby pomagać ludziom, trzeba ich choć trochę lubić, a Wy nie lubicie swoich pacjentów. Świetnie obywacie się bez nich. Są Wam potrzebni tylko jako statyści, do odgrywania waszych ról. Jeśli chcecie mieć prawo stwierdzania zgonu - polecam studia na wydziale lekarskim. Różnica między lekarzem a komandosem medycyny, czyli ratownikiem: Lekarz: sześć lat trudnych studiów, rok stażu, egzamin generalny LEP. Ratownik: dwa lata nauki, w tym 5m-cy stażu, także w jednostkach pozamedycznych.
#11 ~shire Data: 2009-09-23 12:22:34
EMI, Twój komentarz świadczy o wszystkim. Świadczy o totalnej ignorancji. Ratownikiem zostaje się po odbyciu kursu, kwalifikowanej pierwszej pomocy!
#12 ~EMI Data: 2009-09-23 14:11:36
Hmm, bardzo polecam przeczytanie mojego poprzedniego postu - 3 razy ze zrozumieniem. Jest on reakcją na komentarze moich poprzedników, jak rozumiem - ratowników z pogotowia - "medyk999" i "teżmedyk", których opinie o pacjentach mnie sprowokowały do napisania riposty. Określenie "Wy" jest skierowane właśnie do nich. Co się zaś tyczy mojej rzekomej "totalnej ignorancji" - zgadzam się, mimo 20 lat stażu coraz mniej rozumiem z organizacji systemu ochrony zdrowia w RP.
#13 ~EMI Data: 2009-09-23 14:13:43
W kwestii ratowników - aby otrzymać dyplom ratownika medycznego trzeba ukończyć dwuletnią szkołę dla ratowników, do której trafia się po szkole średniej [zaocznie także bez matury]. Nauka odbywa się często w tych samych szkołach, w których ongiś edukowano pielęgniarki po maturze. Po takim przygotowaniu ratownik uzyskuje uprawnienia porównywalne z kwalifikacjami pielęgniarki, przynajmniej w pogotowiu [stąd częsty spór kompetencyjny]. Specyfika zawodu ratownika szczególnie predestynuje go do pracy w pogotowiu i na oddziale SOR. Obecność ratownika w szpitalu na oddziale wewnętrznym ZAMIAST pielęgniarki to spore nieporozumienie. Podobnie jak pielęgniarka ma niewielkie pojęcie o ratownictwie techniczno chemicznym, tak ratownik nie ma żadnego pojęcia np. o profilaktyce antyodleżynowej.
#14 ~EMI Data: 2009-09-23 14:17:00
Każdy z tych zawodów ma swoją odrębną specyfikę i oba zasługują na szacunek. Jednak uprawnienia do stwierdzania zgonu budzą we mnie uzasadnione wątpliwości w obu przypadkach. Podobnie jak uprawnienie do podawania niektórych grup leków. I na koniec: kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy daje uprawnienia co najwyżej ratownika drogowego, nie medycznego. Wiem to NAWET ja, "totalny ignorant".
#15 ~shire Data: 2009-09-23 18:15:49
EMI, coraz bardziej widzę, iż nie masz pojęcia o czym piszesz. Kwalifikacje co do wykonywania medycznych czynności ratunkowych, u ratownika medycznego są większe niż pielęgniarki. Są nawet większe niż pielęgniarki systemu (chyba że zrobi kilka dodatkowych kursów). Odsyłam do odpowiednich przepisów! Zgadzam się z jednym, kompetencje ratownika medycznego i pielęgniarki są zupełnie inne, ale to nie oznacza iż nie można zatrudnić go na oddz. wewnętrznym. On nie ma zajmować miejsca pielęgniarki. Ratownik medyczny, może podejmować inne czynności, które są tożsame z jego tokiem nauczania. Stwierdza to nawet dyrektor departamentu polityki zdrowotnej, notabene pielęgniarka. I na koniec - kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy, nie jest tożsamy z uprawnieniami ratownika medycznego! Ponownie odsyłam do przepisów.
#16 ~shire Data: 2009-09-23 18:21:04
Przepraszam, w moją poprzednią wypowiedź wkradł się błąd. Prawidłowo winno być: "kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy, nie jest tożsamy z uprawnieniami ratownika drogowego.!
#17 ~EMI Data: 2009-09-23 19:44:39
Bardzo dziękuje za wszelkie wyjaśnienia. Zawsze to miło poczytać opinii eksperta. Gratuluje znajomości tekstów. Mnie jednak wydaje się się zupełnie naturalnym fakt, iż uprawnienia ratownika medycznego są szersze niż pielęgniarki, nawet "systemowej", która właśnie zapisała się na kurs. Z drugiej zaś strony wcale nierzadki fakt zastępowania części etatów pielęgniarek na oddziałach - ratownikami - których skąd inąd cenię - budzi moje zniesmaczenie. Bez względu na opinie w tej sprawie pani dyrektor.
#18 ~EMI Data: 2009-09-23 20:30:08
Podobne odczucia towarzyszą mi, kiedy obserwuję coraz częstsze zastępowanie lekarzy z pogotowia - jakże uniwersalnymi ratownikami, i stopniowe poszerzanie ich uprawnień. Nie czepiam się, jeśli ich aktywność dotyczy tylko czynności, do których zostali przygotowani. Z doświadczenia wiem jednak, że jest inaczej, OCZYWIŚCIE wszystko w zgodzie ze świętą Ustawą. Szkoda tylko, że coraz rzadziej zgodnie z interesem pacjenta.
#19 ~teżmedyk Data: 2009-09-25 12:34:41
Ponieważ zostałem niejako "wezwany...", pozwolę sobie na kilka kolejnych zdań: 1. Wmawianie mi, że nie lubię ludzi jest czystą demagogią w dodatku niczym nie popartą. Taką samą jak stwierdzenie, że kocham całą ludzkość. Dlaczego? Ponieważ pogotowia nie wzywają ludzie zdrowi i szczęśliwi, tylko chorzy i nieszczęśliwi. Skoro nie chcem, aby mnie ktoś wzywał /jako zespół karetki oczywiście/, oznacza, że kocham ich i życzę im samego szczęścia i zdrowia. Natomiast podejście do czynnosci zawodowych - teraz trochę poważniej, różni się tym, czym różni się wychowanie dziecka: z uczuciem ale konsekwentne i sprawiedliwe od tzw. "małpiej miłości", czyli dziecku wolno wszystko. Szanowny Pan /chyba Pan/ nie miał nigdy dylematu - użeram się z pijaną rodziną która chce się pozbyć starej matki do szpitala bo renta im potrzebna a powinienem pojechać w drugi koniec rejonu gdzie jest wypadek drogowy?
#20 ~teżmedyk Data: 2009-09-25 12:47:04
2. Szermowanie tzw. "interesem pacjenta" też raczej jest nie na miejscu. Po pierwsze dlatego, że w tak pojętym interesie pacjentowi powinien przysługiwać zespół lekarzy / w tym specjalistów/ oraz pozostałego personelu medycznego "na wyłączność", na każde skinienie palcem, po drugie taka teoria jest raczej dowodem na właśnie nieznajomośc obecnego porządku. Nikt tutaj nie wspomina o tak zwanej "świątecznej i nocnej opiece wyjazdowej i ambulatoryjnej POZ", gdzie akurat wymagany jest lekarz i jego bloczek recept. Inna kwestia to ta, że tą opiekę / co do zasady wymyślonej w NFZ/ pełnią stacje pogotowia oraz ambulatoria przy izbach przyjęć, co jest powodem pomieszania identyfikacji personelu: kogo wezwałem, kto do mnie przyjechał, gdzie mnie zawieźli, do kogo mogę mieć pretensje.
#21 ~teżmedyk Data: 2009-09-25 12:56:54
3. Wmawianie powszechnie wszystkim, że pogotowie bez lekarza / bo np. recepta/ jest bezproduktywne, świadczy także o przestarzałym pojęciu o pogotowiu, jak i o funkcjach pozostałych elementów obecnego systemu ochrony zdrowia. Leczenie ludzi przez pogogotowie jest niczym innym jak postępowaniem kaczki dziwaczki, która pocztowe znaczki chciała kupić u praczki / ten rym to nie ja - to chyba Tuwim?/. Praca w pogotowiu unaoczniła wszystkim, że rzeczywiście lekarz w karetce dobrze wypisuje receptę, ale gdy idzie o ratowanie w bezpośrednim zagrożeniu życia, jest elementem zespołu co najmniej równym klasą ratownikowi / już pielęgniarka go przewyższa/ , za to bardzo drogim. Dla potwierdzenia - proszę się zaznajomić z algorytmami postępowania,a zrozumie Pan, że to, co tam jest do zrobienia - nie musi robić lekarz.
#22 ~teżmedyk Data: 2009-09-25 13:09:10
4. Prosiłbym także o wskazanie, w którym miejscu przepisów prawnych pielęgniarka systemu ma mniejsze uprawnienia od ratownika medycznego. O ile mi wiadomo, uprawnienia pielęgniarki systemu zostały "żywcem" zerżnięte z uprawnień ratowników. Nawiasem mówiąc, przez jakiś czas pielęgniarki mogły podawać dwa leki więcej, niż ratownicy - przez co ci ostatni byli bardzo sfrustrowani. Najważniejsze jest jednak to, że pielęgniarka ma wyznaczoną scieżkę rozwoju i może swoje uprawnienia zwiększyć - a ratownik, choćby pękł, nic więcej nie wydębi. Mam na myśli termin: "ocena stanu ... w celu podjęcia lub odstąpienia od czynności ratunkowych". Ten termin dotyczy obu zawodów. Ale pielęgniarka może się specjalizować i uzyska możliwość wykonania "badania fizykalnego", co jest terminem o wiele szerszym niż powyższa "ocena stanu w celu podjęcia...". Jest jeszcze kilka innych takich "kruczków".
#23 ~teżmedyk Data: 2009-09-25 13:23:28
5. Poniekąd, ja też uważam, że wciskanie uprawnień do stwierdzenia zgonu zespołom pogotowia jest / przepraszam za wyrażenie/ "ucieraniem d... szkłem" przez rząd. Do tego są ustawowo zobligowani lekarze pierwszego kontaktu, ale oni nie chcą być lekarzami "ostatniego" kontaktu. Ponadto, powinien to robić medyk sądowy - na miarę amerykańskiego "koronera" - tylko kto za to zapłaci? A skoro tak, to zespoły pogotowia powinny mieć taką możliwość - zwłaszcza pielęgniarki po specjalizacji /uzasadnienie jw./ . Jak wynika z lektury tekstu autorstwa MZ taka możliwość już istnieje / upoważnienie przez starostę/, tylko ktoś to znowu blokuje. I TAK DALEJ I TAK DALEJ. Zmęczyłem się teraz, jak któś znowu ma coś do mnie, później odpiszę.
#24 ~EMI Data: 2009-09-26 20:38:19
Bardzo dziękuje za wypowiedź i argumenty. Z wieloma z nich trudno się nie zgodzić. Wiele z nich wymaga zastanowienia. W części przypadków mam inne zdanie, ale przecież nigdzie nie napisałem, że jestem przekonany o swojej racji. Pozwalam sobie zabrać głos tylko dlatego, bo mam wątpliwości, poparte wieloletnimi obserwacjami. Moje opinie nie są uniwersalne i dotyczą konkretnego miejsca i środowiska. Nie twierdzę, że sytuacja wygląda tak samo w całej RP. Mam nadzieję, że nie, choć domyślam się, że mogę sie mylić. Znam aż nadto dobrze obecne realia, także od drugiej strony – pacjenta, i dlatego potrafię zrozumieć także i jego argumenty. Wbrew pozorom – czasem słuszne.
#25 ~EMI Data: 2009-09-26 20:43:34
Na tej podstawie sądzę, że spora część naszego społeczeństwa bardzo kiepsko orientuje się w obecnym systemie, i często są naprawdę bezradni w sytuacji awaryjnej. Nawet, jeśli ich POZ funkcjonuje prawidłowo. Oni nie wiedzą, kiedy wypada im wezwać pogotowie, kiedy nie, i czemu ono tak naprawdę służy. Sytuacje komplikują dodatkowe umowy z lekarzami rodzinnymi, które do cna psują system. W tej sytuacji wymaganie od ludzi, by dokładnie orientowali się co do sposobów zachowania, w zależności od pory dnia i tygodnia… jest nieporozumieniem. Minie jeszcze wiele lat, zanim dotrze do ludzi jak to działa, a w tym czasie nastąpią kolejne rewolucje. Przypominam, że większość naszych obywateli kiepsko kojarzy trzy podstawowe numery alarmowe. Oczywiście, że można ich za to winić, ale czy tak do końca? Wcale nie jestem przekonany.
#26 ~EMI Data: 2009-09-26 20:46:47
A przecież pacjent ma prawo źle się poczuć – nawet w środku nocy. Nawet wówczas, jeśli to odczucie pacjenta jest subiektywne [np. tylko zdaje mu się, że ma zawał]. Co więcej, pacjent ma prawo oczekiwać pomocy w takiej sytuacji, możliwości skonsultowania swoich odczuć i związanych z nimi obaw. Nie twierdzę przecież, że ma prawo do wizyty pogotowia! Jednak jeśli jest to jedyny adres, gdzie może zgłosić swój problem, bo np. jego lekarz rodzinny podpisał umowę z pogotowiem na świadczenia med. w nocy i w dni wolne… To naprawdę nie jest winą pacjentów, że instytucja lekarza rodzinnego mająca w założeniach stanowić podstawę systemu ochrony zdrowia – działa na ogół bardzo kiepsko [często - poradnia nieczynna w nocy i w dni wolne, a jej funkcje przejmuje… no właśnie, nie wiadomo kto]. Nie przeczę, w całym tym bałaganie wielu pacjentów z rozmysłem nadużywa usług pogotowia, ale generalizowanie w tym przypadku jest… krzywdzące i nieetyczne!
#27 ~EMI Data: 2009-09-26 20:52:03
W każdy piątek, punktualnie o godzinie 18 sporą część poradni lekarzy rodzinnych zamyka się na głucho, do poniedziałku, do godziny ósmej. Ich funkcje przejmuje np. pogotowie, które jednak bazuje na ratownikach. Nieliczni lekarze obecni na dyżurze często nie mają specjalizacji i jak szczerze przyznają – ŻADNYCH doświadczeń z dziećmi [leki, dawki, standardy]. W tej sytuacji mama małego Bartka, który właśnie zachorował w nocy ma do wyboru: wezwać pogotowie z ratownikami w charakterze taksówki, albo pojechać do szpitala [SOR] we własnym zakresie narażając się na przykre wymówki z powodu braku skierowania [autentyk], lub też skorzystać z usług prywatnej poradni za kasę. Co wybierze? Właśnie o takiej sytuacji myślałem, pisząc o interesie pacjenta, który w tym przypadku został moim skromnym zdaniem dość mocno ograniczony. Jeśli zaś lekarz POZ, poinformowany o sytuacji przez telefon, poleca mamie wezwać pogotowie, „bo jestem sam”, albo „bo mam dużo pacjentów w poradni”, to czyja to jest wina?
#28 ~EMI Data: 2009-09-26 20:57:58
Inny przykład: bóle w kl.p., kobieta lat 60, obciążony wywiad. Lekarz rodzinny – nieczynne. Pogotowie – tylko zespół P, który z niesmakiem przewozi pacjentkę na SOR. Po kilku godzinach pobytu na oddziale SOR, ku wielkiej konsternacji rodziny pacjentka wraca do domu. Z zaleceniem dalszego leczenia, a jakże, które jednak jest powszechnie ignorowane. Czy to naprawdę wina pacjentów, że nie rozumieją, jaką funkcje pełnią oddziały ratunkowe, i że wypisanie z takiego oddziału wcale nie oznacza, że pacjent jest zdrowy? Ile osób orientuje się, ze można trafić do szpitala w sposób planowy, ze skierowaniem od lekarza POZ, wprost na oddział, z pominięciem SOR, celem dalszej planowej diagnostyki i leczenia? Czy to naprawdę takie dziwne, że po takim pobycie na oddziale SOR, niedoinformowana, starsza pacjentka jednak nie idzie następnego dnia do swego lekarza POZ, „bo przecież byłam w szpitalu”??
#29 ~EMI Data: 2009-09-26 21:02:44
Jestem przekonany, że dobrze wyszkolona pielęgniarka z doświadczeniem, podobnie jak ratownik – potrafią stwierdzić kiedy nastąpił zgon pacjenta. Jednak sankcjonowanie takich czynności i włączanie ich do zakresu zadań tychże zawodów budzi moje najgłębsze obawy. Także natury prawnej. Poza wszystkim… Czym innym jest stwierdzenie zgonu starszej osoby, u której objawy są ewidentne, a czym innym odstąpienie od reanimacji sześciomiesięcznego malucha, po 45 minutach reanimacji. Podziwiam każdego, kto odważy się wziąć na siebie taką odpowiedzialność, choć określenie „podziwiam” to w tym wypadku eufemizm.
#30 ~EMI Data: 2009-09-26 21:08:55
Nauczono mnie kiedyś, że dobry medyk jest zawsze po stronie pacjenta. NAWET jeśli ten pacjent nie do końca ma rację. Dziś pewnie jest to bardzo naiwne i infantylne, jednak tego wymaga instytucja zaufania, a medycy to przecież zawody zaufania społecznego. Tymczasem jakże często spotykam się z sytuacjami, kiedy stygmatyzuje się pacjentów. Uprzedmiatawia. Ogranicza i lekceważy ich autonomię. Z dyskusjami, na temat tego, czy pijak to też człowiek. Z sytuacjami, gdzie kontakt z medykami jest odbierany jako wysoce nieprzyjemny i traumatyczny. Z sytuacjami, gdzie pacjenta traktuje się jak… przeciwnika – w nadziei, że jak raz mu pokażemy, to już więcej nie będzie wzywał w nocy [np. wywieziemy w piżamce do szpitala]. I nie jest ważne to, że ja tak to odbieram. Ważne jest to, że potrafię poprzeć to niejednym konkretnym przykładem. Niestety, ratownicy nie są tu bez winy. Ubolewam nad tym, bo cenię ich i szanuje, także za entuzjazm i pasję. Pozdrawiam.
#31 ~teżmedyk Data: 2009-09-27 15:37:26
W pełni zgadzam się z twierdzeniem, że reprezentujemy dwie - jakże różne - strony medalu. Dlatego, o ile przymuję do wiadomości argumenty "z życia wzięte", nie mogę pominąć milczeniem emocjonalnych wtrętów, tym bardziej, że są w swej wymowie pejoratywne. Np.twierdzenie, że zespół P "z niesmakiem" wozi kobiety skarżące się na ból w kl.p.Ja się nigdy z takim czymś nie spotkałem / pracuję w pogotowiu kilkanaście lat/ chyba, że z wywiadu wiadomo, o co tak na prawdę chodzi. A zdaża się, że chodzi właśnie o przyjazd zespołu i zabranie do szpitala. Ależ tak! Są osoby z takim "hobby", że muszą o 4 nad ranem odwiedzić szpital! Po co? One same nie wiedzą - po za tym że nie mogą spać w nocy i szukają zainteresowania dookoła, np u śpiących członków rodziny. Ja też to wiem z doswiadczenia!
#32 ~teżmedyk Data: 2009-09-27 15:49:33
Nikt normalny nie lekceważy takich objawów zgłaszanych przez pacjentów jak bóle w kl.p. Pacjent jest przewożony do szpitala w celu wykonania EKG i oceny przez lekarza specjalistę. Niesmak nie ma tu nic do rzeczy!!! A to, że się potem okazuje, że była to zwykła zgaga - to nie jest wina zespołu P. Podobnie z dziećmi. Nikt w pogotowiu nie zlekceważy wezwania do dziecka / poza wyjątkami - nad którymi ja również ubolewam/. Natomiast niesmak może budzić - i często budzi dopiero wywiad, kiedy się okazuje, że dziecko ma gorączkę od wielu dni a rodzice nie idą do lekarza pediatry gdy on jest w przychodni, tylko wołają pogotowie o 23 w nocy i twierdzą, że nie wiedzą czym tą gorączkę można obniżyć,a teraz dopiero boją się o dziecko. I tu się różnimy, bo ja twierdzę, że to nie personel medyczny uprzedmiatawia pacjentów, to pacjenci zachowują się jakby spadli z księżyca! A generalizowanie? Jeśli 80% wezwań na dyżurze to takie "dziwne" wezwania, to gdzie jest większość?
#33 ~teżmedyk Data: 2009-09-27 16:01:19
Oczywiście, można wyjść z założenia, że ludzie nie oglądają reklam w TV i nie wiedzą co jest "na gorączkę" dobre, że mają prawo źle się poczuć i wezwać pogotowie, że pijak to też człowiek, że brak recepty na leki to przypadek itak dalej. Ale kazać mi z uczuciem podchodzić do czlowieka, który krzyczy na mnie, że go nie odwiozę karetką do domu, podczas gdy ja i bez tego nie wysiadam z karetki przez całą noc - to jest robienie ze mnie niewolnika a z innych potrzebujących uprzedmiotowione kukły! Albo proszę polecić mojemu koledze ratownikowi zrozumieć pijaka, który rozwalił mu dzisiaj w nocy głowę w czasie niesienia mu pomocy! Albo proszę z uczuciem potraktować gościa skarżącego się na ból ręki, którą przed chwilą zabił swojego brata! A tak na boku - czy często bywa Pan w dzielnicach, gdzie ok. 20 wieczorem nawet koty chodzą pijane, a "człowiek" nie przejdzie obok karetki bez kopnięcia w karoserię? A może Pan wie jak to jest, gdy trzeba uciekać przed poszczutymi psami?
#34 ~teżmedyk Data: 2009-09-27 16:13:06
Jak wspomniałem wcześniej, pracuję w pogotowiu wiele lat. I powiem szczerze, że częściej zjawiska przez Pana opisywane widziałem u lekarzy, niż obecnie, w zespołach bez lekarzy. A co do stwierdzenia zgonu, to uważam, że śmierć to śmierć. Proszę się zapoznać z procedurami obowiązującymi na wypadek "nagłego zgonu", a przekona się Pan, że wystarczy ich przestrzegać aby nie mieć takich dylematów jakie Pan zgłasza. A poza tym, nam często czas na dyżurze nie pozwala płakać nad jednymi ludźmi ponieważ inni czekają i nic ich to nie obchodzi,że mieliśmy przed chwilą udział we wstrząsającym zdarzeniu. Ofiarom zdarzeń psycholog przysługuje, nam nie. Może to też jest jedna z przyczyn, dla której ciężko jest się nam porozumieć.
#35 ~teżmedyk Data: 2009-09-27 16:29:51
W tym momencie można rzucić hasło: "jak cię ta praca męczy, to ją zmień". Tylko, że ta praca wszystkich męczy. Prędzej lub później - wszystkich. Nie zmęczy kogoś, kto w ogóle nie ma uczuć. Ten, który z pozytywnym uczuciem podejdzie do potrzebującego pomocy człowieka, do innego, który chce go wykorzystać,zranić czy obrazić też będzie miał uczucia, ale już nie pozytywne. Dziwi to kogoś? Myślę,że nie powinno. Jedyne co wtedy boli, to to, że jedno się widzi - drugiego nie. Cóż - " kochać i tracić; pragnąć i żałować; padać boleśnie i znów się podnosić; i krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać - "prowadź"; oto jest życie; nic, a jakże dosyć" / to nie ja, to L. Staff/
#36 ~urwis Data: 2009-10-19 09:57:43
Mam pytanie odnośnie kierownictwa w zespole podstawowym. Czy w waszych jednostkach dostajecie jakiś dodatek z tego tytułu, lub w jakiej formie. Chciałbym napisać pismo do mojej dyrekcji, tylko nie wiem jakiego argumentu użyć. Jeżeli ktoś pisał takie pismo to proszę o pomoc. Podam mój adres/werwin@onet.eu.
#37 ~gość Data: 2009-12-08 15:27:14
w zgranym zespole nie ma znaczenia kto jest kierownikiem, każdy z zespołu wie co robić, działamy wspólnie, różnicę kto podpisuje sie na karcie wyjazdu
#38 milka558 Data: 2010-02-26 22:03:35
Chciałabym dokonać korekty ,otóż szkoleniowe godz 12 lub 24godz na 6 dni lub 9 dni zjazdu