Minister zdrowia powtarza niczym fałszywa mantra, że pielęgniarki będą "miały możliwość, żeby móc wypisywać recepty, a nie musieć wypisywać recepty, a to jest zasadnicza różnica". Przeczytaj komentarz redakcji Portalu.

Rząd dzieli pielęgniarki na lepsze i gorsze!

.

W dniu 11 lipca odbyło się plenarne posiedzenie sejmu. Poniżej cytuję fragment wypowiedź ministra zdrowia podczas debaty między innymi nad ustawą o "receptach pielęgniarek i położnych".

.

Minister zdrowia:

(...) "Umożliwienie wypisywania pielęgniarkom recept nie jest niczym nadzwyczajnym. Ogromna część środowiska pielęgniarskiego dzisiaj ma wykształcenie wyższe, są to świetnie przygotowani merytorycznie do wykonywania tego zawodu ludzie i nie widzę żadnego powodu, żeby w pewnym zakresie pielęgniarki nie mogły wypisywać recepty według listy określonej rozporządzeniem. Podkreślam z tego miejsca rzecz kluczową: to nie jest tak – z tego miejsca kłaniam się paniom pielęgniarkom, które widzę na galerii – że resort wymyślił rozwiązanie, które zmusza pielęgniarki do wypisywania recept. Przygotowaliśmy przepisy, które pozwalają tym pielęgniarkom, które będą czuły się na siłach, będą tego chciały, będą oczekiwały takiej możliwości, na wypisywanie recept. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Dlatego też dajemy długi okres przejściowy, a mianowicie 1 stycznia 2016 r., żeby wszystkie te pielęgniarki i położne, które chcą wypisywać recepty, a czują jeszcze potrzebę doszkolenia... Takie kursy będziemy organizowali dla tych wszystkich, którzy będą tego oczekiwali. Będą oni mieli możliwość, żeby móc wypisywać recepty, a nie musieć wypisywać recepty, a to jest zasadnicza różnica."

Ze stenogramu posiedzenia plenarnego posiedzenia sejmu wybrał:

Mariusz Mielcarek

.

KOMENTARZ REDAKCJI PORTALU PIELĘGNIAREK I POŁOŻNYCH

Panie ministrze, zastanawiający jest fakt, że nie odnosi się pan do merytorycznych argumentów w zakresie poprawy rozwiązań, których autorem jest pański resort. Wielu posłów podnosi argumenty o braku dopracowania rozwiązań zawartych w "ustawie o receptach pielęgniarek". Padają wręcz argumenty o "niechlujstwie legislacyjnym i autorytarnych zapędach ministra zdrowia".

Dzieli pan pielęgniarki na lepsze i gorsze. Te po LM i SM i na te z licencjatem i studiami magisterskimi. Taki podział w kontekście wypisywania recepty przez pielęgniarkę na lek, który uprzednio przypisał lekarz nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia. W przebiegu konsultacji społecznych sam pan przyznał, że "przewiduje się w przyszłości zmiany w tym zakresie". Dlaczego wobec tego tych zmian nie można przeprowadzić teraz?

Ignoruje pan argumenty merytoryczne w przedmiotowej sprawie zgłaszane przez samorząd pielęgniarki, lekarski, aptekarzy i diagnostów laboratoryjnych. W przebiegu konsultacji społecznych argumentami resortu zdrowia na zgłaszane uwagi były wielokrotnie powtarzane sformułowania, cytuję: "uwagi są  w sprzeczności z generalnymi założeniami zmian zaproponowanych w projekcie ustawy"; "uwaga nie uwzgledniona, obecna regulacja nie przewiduje skutków finansowych"; "uwaga nieuwzględniona, ponieważ w przyszłości przewiduje się zmiany w tym zakresie". I to według pana ma być poziom dyskusji? O ważnych sprawach zawodu pielęgniarki i położnej?

Natomiast jedynym argumentem, który pan powtarza przy każdej sposobności to opinia, że pański resort "ustawą o receptach pielęgniarek i położnych" nie zmusza pielęgniarek do wypisywania recept, bowiem jest to rozwiązanie dla tych pielęgniarek, które chcą mieć taką kompetencje. Czy pan siebie słyszy? Tłumaczy pan propozycję w zakresie niechlujnych rozwiązań faktem, że będą to rozwiązania nieobowiązkowe?

Pańską argumentacja jest irracjonalna. Przecież nie ma także przepisów prawnych na poziomie ustawy zmuszających pielęgniarki i położne do wykonywania iniekcji. Czy w związku z tym, pielęgniarka lub położna ma prawo powiedzieć: ja iniekcji od dziś nie wykonuję!

Zdecydowanie da się zauważyć, że "taszczenie fortepianu ciąży panu coraz bardziej ...".

Zobacz komentarze na facebooku

Mariusz Mielcarek

.

Zobacz także:

Minister zdrowia to .... wporzo gościu!

.

Komentarze użytkowników

#1  2014.07.13 10:47:15 ~magda

Dlaczego uważa Pan, że minister dzieli na lepsze i gorsze? To kwestia inwestowania w siebie. Dlaczego pielegniarka, która 20 lat nie miała podręcznika w ręku, nie ponsiosła swoich kwalifikacji, ma mieć takie same przywileje, jak pielęgniarka, która poświęciła czas i pieniadze i doksztalcala się? Analogiczna sytuacja jest wsrod lekarzy - po co mają robić specjalizacje i jeździc na kursy i konferencje?

#2  2014.07.13 11:00:42 Redakcja Portalu

Witam Panią, dziękuję za pytanie. Dziś popołudniu opublikujemy w tej sprawie artykuł na Portalu pt. "Dlaczego minister zdrowia dzieli pielęgniarki i położne na gorsze i lepsze". Pozdrawiam Mariusz Mielcarek

#3  2014.07.13 11:14:08 ~An J

W pełni popieram koleżankę Magdę

#4  2014.07.13 11:54:30 ~kiki

Ja również w pełni popieram aby taki podział zaistniał

#5  2014.07.13 15:08:14 ~mo

A ja nie. Chociaż nie zamierzam ich wypisywać, ale pielęgniarki, bez względu na poziom wykształcenia po ukończeniu kursu powinny mieć taką możliwość jeśli będą chciały oczywiście.

#6  2014.07.13 20:22:36 ~pacjent

Jak pielęgniarka to pielęgniarka! dla mnie pacjenta nie wazne jaka! tylko żeby była pielęgniarka a nie sprzątaczka lub sprzedawca! a to czy po LM SM LICENCJACIE MGR nie ma dla mnie znaczenia i dla większości chorych też czy na plakietce ma napisane po jakiej szkole? nie! więc o co tyle szumu?

#7  2014.07.13 20:38:58 ~do pacj

A lekarz to też lekarz? np z zębem di ginekologa:)

#8  2014.07.14 13:13:37 ~pela

Jakie jesteście żałosne.wydaje się wam że jest to forma" promocji"zawodu,docenienia.tymczasem dla MZ jest to tylko gra na zwłokę poprzez odwrócenie uwagi od rzeczywistych nie rozwiązanych problemów związanych choćby z normami zatrudnienia.I mamy odgórnie przykład jak skutecznie zarządzać poprzez konflikt.

#9  2014.07.14 21:07:50 ~zuza

Uważam, że komentarze, w których koleżanki zachwycają się dołożeniem obowiązku pochodzą głównie od nowych pielęgniarek, w większości niestety sfrustrowanych, które chcą sobie chociaż trochę podnieść samoocenę, dowartościować się, dlatego tak podniecają się tymi receptami. Koleżanki, dajmy spokój tym niedoświadczonym, niech popracują trochę za lekarzy, a same z czasem dojdą do zmiany zdania, kilka osób poniesie bolesne konsekwencje swego czynu, pomyłki i zapał osłabnie. Skoro nie chcą skorzystać z rad doświadczonych koleżanek, to muszą boleśnie się przekonać same i taka nauka jest najlepsza. Przecież każda piel. z doświadczeniem zawodowym wie czym to "pachnie" i nie podejmie się tej czynności dobrowolnie, bo to żadna nobilitacja.

#10  2016.07.20 12:18:14 ~Graża

Jestem diagnostą laboratoryjnym z ponad 30 letnim stażem pracy. Pracuję w przychodni medycyny pracy w laboratorium, wykonując badania okresowe oraz badania na zlecenie lekarza 1 kontaktu ( w ramach kontraktu przychodni z NFZ). Pobieram również krew; mam bezpośredni kontakt z pacjentem i jego materiałem biologicznym. Każdy lekarz pracuje z ,własną" pielęgniarką. Z uwagi na komputeryzację przychodni , panie pielęgniarki nie obsługują bezpośrednio pacjenta POZ( karta z rejestracji trafia do lekarz na biuro-przynosi ją rejestratorka). Lekarz sam drukuje skierowania do pracowni diagnostycznych, recepty itp. Osobno są zatrudnione dwie pielęgniarki środowiskowe i jedna zabiegowa. Wszystkie panie otrzymują podwyżki zgodnie z ustawą (minister Zębala). Żadna nie ma nawet licencjatu ! Grupa techników analityki oraz diagnostów została POMINIĘTA i zarabiamy mniej niż przepracowane w przychodni pielęgniarki. Jest to oburzające i świadczy o braku wiedzy na temat pracy laboratorium przez pielęgniarki i lekarzy. 6 pielęgniarek pracuje jako biuralistki ( nie chcą pracować w szpitalu) i dostają co roku jako pielęgniarki POZ podwyżki - ot i sprawiedliwość! Rozdając podwyżki trzeba uwzględnić wiedzę, kursy, studia i miejsce pracy a nie tylko tytuł zawodowy !

#11  2016.07.20 12:19:46 ~Graża

Jestem diagnostą laboratoryjnym z ponad 30 letnim stażem pracy. Pracuję w przychodni medycyny pracy w laboratorium, wykonując badania okresowe oraz badania na zlecenie lekarza 1 kontaktu ( w ramach kontraktu przychodni z NFZ). Pobieram również krew; mam bezpośredni kontakt z pacjentem i jego materiałem biologicznym. Każdy lekarz pracuje z ,własną" pielęgniarką. Z uwagi na komputeryzację przychodni , panie pielęgniarki nie obsługują bezpośrednio pacjenta POZ( karta z rejestracji trafia do lekarz na biurko-przynosi ją rejestratorka). Lekarz sam drukuje skierowania do pracowni diagnostycznych, recepty itp. Osobno są zatrudnione dwie pielęgniarki środowiskowe i jedna zabiegowa. Wszystkie panie otrzymują podwyżki zgodnie z ustawą (minister Zębala). Żadna nie ma nawet licencjatu ! Grupa techników analityki oraz diagnostów została POMINIĘTA i zarabiamy mniej niż przepracowane w przychodni pielęgniarki. Jest to oburzające i świadczy o braku wiedzy na temat pracy laboratorium przez pielęgniarki i lekarzy. 6 pielęgniarek pracuje jako biuralistki ( nie chcą pracować w szpitalu) i dostają co roku jako pielęgniarki POZ podwyżki - ot i sprawiedliwość! Rozdając podwyżki trzeba uwzględnić wiedzę, kursy, studia i miejsce pracy a nie tylko tytuł zawodowy !

Dodaj komentarz