Ogólnopolska Gazeta Pielęgniarek i Położnych - dodatek do gazety - Orzecznictwo w zakresie wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej - Nie do uwierzenia! Udział biorą: pacjentka i jej krew, lekarz, pielęgniarka. Także mąż pacjentki...

Orzecznictwo w zakresie wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej

 

 

 

Przebieg zdarzenia - pacjentka przed planowanym zabiegiem, dwukrotnie oddała krew w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Było to podyktowane ewentualną koniecznością przeprowadzenia po zabiegu autotransfuzji. Operacja odbyła się bez komplikacji. Po upływie ok. godziny pacjentka została przewieziona do jednoosobowej sali na oddziale. Pacjentkę poinformował lekarz operujący, że zabiegł się udał, a utrata krwi była niewielka i nie ma potrzeby podawania jej krwi, którą uprzednio oddała. Przy pacjentce obecny był jej mąż.

 

Po pewnym czasie do pacjentki przyszedł lekarz anestezjolog i poinformował ją, że zostanie jej przetoczona krew. Na pytanie kobiety stwierdził, że podanie krwi wpłynie na poprawę jej samopoczucia, zaś gdyby tego zaniechano, krew by się zmarnowała. Anestezjolog nie pytał pacjentki o zgodę na autotransfuzję. Podjął decyzję nie znając stanu zdrowia pacjentki bezpośrednio po przeprowadzeniu zabiegu, zanim została dostarczona jej dokumentacja medyczna z bloku operacyjnego. Wszedł w kompetencje lekarza oddziału szpitalnego i przekraczając swoje uprawnienia zatwierdził wynik próby zgodności serologicznej przed przetoczeniem preparatu. Lekarz ten zaniechał również przeprowadzenia próby krzyżowej krwi pacjentki z krwią podawaną oraz sprawdzenia, czy krew pacjentki została faktycznie dostarczona z  Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Nie dokonał także należytej identyfikacji biorcy. Wydając polecenie udziału w autotransfuzji pielęgniarce nie sprawdził, czy posiada ona uprawnienia do wykonywania takich czynności. Anestezjolog po podjęciu decyzji o przetoczeniu krwi opuścił pokój zajmowany przez pacjentkę i nie był obecny ani podczas rozpoczęcia procedury przetaczania krwi, ani też podczas jej trwania. Po jakimś czasie pojawiła się pielęgniarka i mimo, że na dzień zdarzenia nie odbyła wymaganego przeszkolenia z zakresu gospodarki krwią, na polecenie anestezjologa podpięła przyniesioną krew do wenflonu. Dopuściła się tym samym przetoczenia krwi mimo, iż nie miała do tego uprawnień. Dokonała tej czynności bez identyfikacji biorcy, po czym opuściła salę nie nadzorując procesu przetoczenia krwi i pozostawiając pacjentkę bez opieki.

Sąd zauważył, że sprawdzenie grupy krwi oraz danych personalnych osoby, której przetacza się krew są podstawowymi zasadami, które powinny być stosowane przez lekarza i pielęgniarkę, niezależnie od tego, czy byli przeszkoleni i jakie w tym zakresie obowiązywały procedury medyczne. Podejmując się tych czynności, powinni stosować się do obowiązujących przepisów. Według opinii biegłego, zgodnie z obowiązującymi w szpitalu ogólnymi zasadami przetaczania krwi z dnia 14 maja 2008 r. w czasie transfuzji obowiązuje nadzór medyczny i obserwacja chorego - biorcy. Przetoczenie może wykonać uprawniona pielęgniarka, zaś za zabieg odpowiada lekarz. Lekarz musi być zawsze obecny przy pacjencie w czasie rozpoczęcia toczeń krwi i musi być łatwo dostępny w czasie jej toczenia. Przed transfuzją przy łóżku chorego należy sprawdzić grupę krwi i RH, nazwisko i imię chorego, dowód próby krzyżowej.

Pacjentce podano krew pacjentki o tym samym nazwisku lecz innym imieniu. Natomiast krew oddana przez pacjentkę w celu ewentualnej autotransfuzji koniecznej po zabiegu nie została w ogóle pobrana z Centrum Krwiodawstwa. Pacjentka po podaniu krwi obcej grupowo zaczęła się coraz gorzej czuć. Zaczęła się pocić oraz ciężko oddychać, miała trudności z mówieniem oraz problemy z oddychaniem. Miała objawy lękowe. Próbowała zaalarmować męża pisząc mu wiadomość sms. Powyższe objawy były typowymi wczesnymi objawami przetoczenia krwi niezgodnej grupowo. Mąż stojąc nad żoną spostrzegł, że woreczek z przetaczaną krwią był oznaczony innym imieniem niż imię żony. Widząc, że dzieje się coś złego wybiegł z sali i po chwili wrócił z pielęgniarką. Wskazał różnicę co do imienia żony oraz imienia wpisanego na woreczku z krwią. Pielęgniarka stwierdziła, iż błąd co do imienia mógł zostać popełniony przy podpisywaniu i dodała, że wszystko jest w porządku. W trakcie rozmowy z pielęgniarką mężczyzna zauważył, iż na woreczku z krwią była oznaczona grupa krwi. Pielęgniarka odłączyła krew dopiero po tym, jak mąż pacjentki odnalazł w torebce żony kartę identyfikacyjną jej grupy krwi. Od momentu podłączenia krwi do momentu jej odłączenia upłynęło około 10 minut. Pacjentce przetoczono około 5 ml krwi niezgodnej grupowo. Po odłączeniu krwi stan pacjentki zaczął się poprawiać.

Mąż pacjentki zażądał przyjścia anestezjologa. Pielęgniarka wyszła mówiąc, że anestezjolog zaraz przyjdzie. Po upływie około 20 minut mąż pacjentki widząc, że lekarz nie przychodzi, udał się do pielęgniarki i dowiedział się wówczas, że anestezjolog  jest na operacji. Anestezjolog przyszedł na salę po upływie około 50 minut od chwili odłączenia krwi. Pacjentka czuła się już wówczas lepiej. Anestezjolog w pewnym momencie krótko po zdarzeniu w obecności pacjentki i jej męża przyznał, iż „ (...) tak się stało (...) to była rutyna”.

Anestezjolog zarówno na rozprawie, jak i podczas przesłuchania na Policji bezpośrednio po zdarzeniu nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Pielęgniarka na rozprawie nie przyznała się do zarzucanego jej czynu i odmówiła składania wyjaśnień oraz udzielania odpowiedzi na pytania. W toku postępowania przygotowawczego również nie przyznała się do czynu i wskazała, że nie podłączyła do przetoczenia pokrzywdzonej krwi niezgodnej grupowo w sposób umyślny. Wyjaśniła, że krwią na oddziale zajmują się lekarze, a nie pielęgniarki. Podkreśliła, że to lekarze sprawdzają grupę krwi zgodnie z danymi pacjenta, a w tym wypadku nie była ona nawet obecna przy sprawdzeniu próby krzyżowej. Z treści jej relacji wynika, iż lekarz sprawdzał próbę krzyżową bez dokumentacji, gdyż była ona jeszcze na bloku operacyjnym. Zlecenie otrzymała od anestezjologa ustnie oraz na piśmie. Powiedział jej, że krzyżówka jest zgodna. Wyjaśniając przyczynę zdarzenia stwierdziła, że w  szpitalu znajdowała się krew pacjentki o takim samym nazwisku jak
pokrzywdzona - różniły się jedynie imiona. Pielęgniarka przyznała, że po podłączeniu pacjentce krwi, wyszła do innego pacjenta, a personel zaalarmował po 2 - 3 minutach od jej wyjścia mąż pacjentki, który zauważył, że podawana krew nie jest zgodna z grupą krwi jego żony. Wróciła wówczas na salę i zacisnęła krew. Obserwowała funkcje życiowe pokrzywdzonej po podaniu jej niewłaściwej krwi - nie zmieniły się one, ale pacjentka była bardzo zdenerwowana i mówiła, że jej duszno. Pielęgniarka podkreśliła, iż ma obowiązek wykonywania poleceń lekarza. Z treści jej dalszej wypowiedzi wynika, że nie wiedziała jak ma na imię pokrzywdzona. Anestezjolog sprawdził od pacjentki zaświadczenie o oddaniu własnej krwi w obecności jej oraz jej męża. Następnie poszedł po worek z krwią i zadzwoniwszy sprawdził próbę krzyżową - wszystko się zgadzało, lecz dla poprzedniej pacjentki o tym samym nazwisku.

Mając na uwadze tak ustalony i oceniony materiał dowodowy, Sąd doszedł do przekonania, że oskarżeni w chwili czynu mieli możliwość rozpoznania jego karalności. Poczytalność oskarżonych nie budziła żadnych wątpliwości.

Sąd w przebiegu postępowania procesowego uznał, że konieczna jest zmiana opisu czynu zarzuconego oskarżonej pielęgniarce. Istotnym bowiem znamieniem, pominiętym przez Prokuratora w akcie oskarżenia jest pozostawienie pacjentki w trakcie przetaczania krwi bez opieki i oddalenie się z sali, na której ona przebywała. Sąd pominął natomiast w opisie czynu przypisanego oskarżonej brak sprawdzenia przed podaniem pacjentce krwi, czy krew ta została dostarczona z  Centrum Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Należało uznać, że czynność ta nie leżała w zakresie obowiązków pielęgniarki.

Odnosząc się natomiast do czynu zarzuconego oskarżonemu anestezjologowi Sąd uznał, że konieczna jest zmiana opisu czynu przypisanego oskarżonemu poprzez przyjęcie, iż naraził pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez przekroczenie swoich uprawnień i zdecydowanie o dalszym sposobie leczenia oraz polecenie pielęgniarce, nie mającej stosownych uprawnień, przetoczenia krwi pokrzywdzonej i oddalenie się z sali podczas rozpoczęcia i trwania przetoczenia krwi.

Pielęgniarkę skazano wymierzając jej karę 10 (dziesięciu) miesięcy pozbawienia wolności,  warunkowo zawieszając ją na okres 3 (trzech) lat tytułem próby. Sąd orzekł także nawiązkę w kwocie 1000 (jednego tysiąca) złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i zakaz wykonywania zawodu pielęgniarki przez okres 1 (jednego) roku. Anestezjologa skazano wymierzając karę 1 (jednego) roku i 3 (miesięcy) miesięcy pozbawienia wolności, warunkowo zawieszając ją na okres 3 (trzech) lat tytułem próby. Sąd orzekł także nawiązkę w kwocie 5000 (pięciu tysięcy) złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej oraz zakaz wykonywania zawodu lekarza przez okres 1 (jednego) roku.

 

Wybrano z uzasadnienia wyroku

 

(mm)

 

 

Zobacz także:

To jest tylko 400 zł brutto brutto na pielęgniarkę.

 

10 pytań do Pani Przewodniczącej w sprawie podwyżek dla pielęgniarek i położnych

 

Pielęgniarko nie narażaj się

 

Nowe wymagania zawodowe dla pielęgniarek w Wielkiej Brytanii

 

(NIE)porozumienie w zakresie tzw. podwyżek dla pielęgniarek

 

Jak zawierając porozumienie o godzinie 1:50 w nocy zrobiono na szaro pielęgniarki i położne

 

 

Powyższy artykuł pochodzi z Ogólnpolskiej Gazety Pielęgniarek i Położnych. Nakład - 50 tysięcy egzemplarzy.

 

 

 

Komentarze użytkowników

Dodaj komentarz