Zdaniem pielęgniarki: O ile my, polskie pielęgniarki standardami, wiedzą, kwalifikacjami czy umiejętnościami nie odbiegamy od naszych "zagranicznych" koleżanek, zakresem obowiązków i pensjami jesteśmy trzecim światem. "Pracuję w szpitalu we wschodnim Londynie - mówi Kinga - jest to zwykły szpital, niespecjalistyczny..."

Zdaniem pielęgniarki - Monika Drobińska

       


ZDANIEM PIELĘGNIARKI

Angielskie budzenie...
W wielu komentarzach internetowych polskie społeczeństwo mówi o lenistwie polskich pielęgniarek. O tym, że kolacji nie odgrzeją, okna na czas nie otworzą, na dzwonki długo nie przychodzą, karmią zimnym obiadem itd.
Pielęgniarki są pierwszym spotykanym na oddziale szpitalnym pracownikiem ochrony zdrowia i to na nich pacjenci i ich rodziny wyładowują swoją flustrację.
Oliwy do ognia dolewają ludzie, mieszkający poza granicami naszego kraju i tam korzystający ze świadczeń w szpitalach.
Tam pielęgniarka jest zawsze uśmiechnięta, pomocna, wysłucha, miła, śliczna i sympatyczna.
Ci ludzie, jednak zapominają dodać, że w krajach UE są normy zatrudnienia pielęgniarek.
U nas tych norm nie ma.
O ile standardami, wiedzą, kwalifikacjami czy umiejętnościami nie odbiegamy od naszych "zagranicznych" koleżanek, zakresem obowiązków i pensjami jesteśmy trzecim światem.


"Pracuję w szpitalu we wschodnim Londynie - mówi Kinga - jest to zwykły szpital, niespecjalistyczny. Mamy 10 bloków operacyjnych i trzy sale wybudzeniowe. Dwa bloki to tzw. emergency i operacje gastroeneterologiczne, na sali wybudzeniowej na zmianie są 2 pielęgniarki, a po południu trzy. Druga sala wybudzeniowa ma cztery bloki - ortopedię i laryngologię, na zmianie jest pięć pielęgniarek, a trzecia sala wybudzeniowa też ma cztery bloki - głównie chirurgia jednego dnia i urologia - też pięć pielęgniarek. W Anglii są standardy: ile powinno być pielęgniarek i jeśli ich brakuje, to się za wszelką cenę szuka zastępstwa np. prosi się kogoś o zrobienie dodatkowego dyżuru, przenosi sie kogoś z innej wybudzeniówki jeśli nie są zajęci albo przychodzi pielęgniarka z agencji. Jeśli mimo to brakuje personelu, to wszyscy się stresują, bo kryteria nie są spełnione. Generalnie jeśli pacjent jeszcze jest zaintubowany i nie wybudzony to musi być jedna pielęgniarka na pacjenta, jeśli dziecko to dwie pielęgniarki. Jak już pacjent jest wybudzony i czeka na łóżko, to można mieć dwóch pacjentów. Jeśli musisz mieć trzech pacjentów - to jest to już kryzys i zgłasza się to managerowi i szukają kogoś do pomocy. Anestezjolog jest na każdym bloku i jest też anestezjolog, który ma pager i wzywa się go, gdyby żaden z anestezjologów nie mógł w danej chwili przyjść. Pielęgniarki decydują o tym czy pacjent już jest gotowy do przewiezienia na oddział. Mamy porterów, takich gońców, którzy zajmują się pchaniem łóżek, przynoszeniem krwi itp. Jest też na każdym bloku jeden opiekun, ale niewiele robią, tylko sprawdzają pacjenta jak przychodzi na blok z oddziału. Jeśli chodzi o pacjentów kwalifikujacych się na OIOM, to pracuję od czterech miesięcy, słyszałam, że wcześniej takich pacjentów przyjmowano na salę wybudzeń i pielęgniarki protestowaly, bo nie są tutaj szkolone, ale i tak anestezjolog musiał być cały czas obecny przy pacjencie. Obecnie, każdy pacjent kwalifikujący sie na OIOM idzie od razu na intensywną, nie przechodząc przez salę wybudzeń."


Tak pracuje się w... Londynie.
Standardy...
Ludzie...
Pomoc...
Każdy, kto choć trochę zna blok operacyjny, kto na nim pracuje lub był w charakterze pacjenta, wie, jak wiele lat świetlnych dzieli nas od Europy.
I nie przez sprzęt, operatywę, umiejętności - tylko przez brak personelu. Polski personel, polskie pielęgniarki nawet nie marzą o angielskich standardach.
Zakasują po prostu rękawy i są kuchenkową, ekipą sprzątającą, sekretarką, telefonistką, porterem, opiekunem czy fizjoterapeutą.
Na pielęgniarstwo jakiego chcą i jakie POTRAFIĄ nie wystarcza czasu.
Brak norm zatrudnienia jest niebezpieczny dla pacjenta. Budzi frustrację u personelu, przemęczenie, natłok obowiązków, stres - zabiera człowieczeństwo i nakłada maskę w postaci chłodu i niedostępności. Do tego dochodzi praca w kilku miejcach.
Polska pielęgniarka, pracująca tak jak Kinga w Londynie, na jeden etat, bez niedziel, nocek i świąt, nie wynajmnie mieszkania wspólnie z koleżanką i się sama nie utrzyma.


"Pracuję 37.5 godzin w tygodniu, ale robię dodatkowe zmiany, które są lepiej płatne. Odkąd przeniosłam się na blok to mam znacznie niższą pensję, bo nie robię nocek i niewiele weekendów. Londyn jest specyficzny, mieszkania mają kosmiczne ceny, więc żadnej pielęgniarki nie stać na samodzielny wynajem. Ja mieszkam z koleżanką, więc po podzieleniu wydatków na wynajem i rachunki na pół, to płacę tyle samo, co pielęgniarka za samodzielne mieszkanie gdzieś dalej od Londynu. Z tego, co mi zostaje, stać mnie na wszystko co chcę, wycieczki itp., ale też bez szaleństw. Po prostu nie muszę sobie odmawiać, jak mam na coś ochotę w rozsądnej cenie." - opowiada Kinga.


Społeczeństwo się dziwi, krzyczy, używa czasem wulgaryzmów, hejtuje.
Bo polskie społeczeństwo jest egoistą - mnie źle, to dlaczego komuś ma być dobrze, pani na kasie ma ciężko, to dlaczego pielęgniarki mają mieć lżej itd.
Taka skaza.
Tylko warto czasem do swojego mózgu wpuścić nową myśl;
- Te kobiety mają średnio po 50 lat. Pracują dla mnie, dla mojej rodziny. Należy mi się jak najlepsza opieka. Jestem tego wart.
Za kilka lat, nas już nie będzie, moje pokolenie nie będzie pracowało w kilku miejscach, odejdziemy na emerytury. Polak nie będzie miał na kogo narzekać...


W tym zawodzie nie stwarza się możliwości rozwoju, nie ma perspektyw, nie ma wystraczających zarobków... W tym zawodzie są przepukliny kręgosłupa, żylaki, wypadnięcia barków, cieśnie nadgarstków, coraz więcej udarów, bezpłodność, ryzyko zarażenia wirusami jak choćby HIV i HCV, wiele jeszcze innych...
Czy ktoś z Państwa, po przeczytaniu kilku artykułów na temat rzeczywistości polskiego pielęgniarstwa, powie swojemu dziecku, żeby studiował właśnie ten kierunek?
Zapraszamy:
- Minimum trzy lata nauki na UM, potem liczne kursy, specjalizacje, za które w większości trzeba samemu zapłacić.
- Około dwóch tysięcy do ręki pensji (duże miasto, w powiecie to 1700).
- Nocki, święta, niedziele.
- Boże Narodzenie, Wigilia.
- Wielkanoc
- Pierwsze kroki dziecka nagrane komórką przez męża.
- Pierwsze słowo usłyszane przez telefon...
 i wiele jeszcze innych...

Gwarantowana:
- Adrenalina
- Złe sny
- Śmierć
- Stres
- Kupa
- Wymioty
- Plucie
- Wszy i inne robactwo
- Uśmiechnięty, pachnący, kulturalny pacjent...
 i wiele innych...
Tak, racja, ironia i cynizm.
Pielęgniarstwo to nie tylko praca, to przede wszystkim człowieczeństwo.
Jak długo w niewolniku ono umiera???

A mimo wszystko, idę do pracy.
Uśmiecham się, staram się być grzeczna i swoim spokojem stwarzać poczucie bezpieczeństwa...
Po cichu ucząc się obcego języka...
Mój zawód piękny jest wszędzie...

Dziękuję Kindze Cholewie, za podzielenie się ze mną realiami pracy na sali budzeń w Londynie.
Mogę tylko dodać - zazdroszczę warunków.

Monika Drobińska, 29 maja 2017 r.

 

Komentarze użytkowników

#1  2017.05.30 11:20:57 ~mm

Przeczytałam gdzieś komentarz" ten zawód wymiera" niestety to prawda. Smutne jest to że nikogo to nie interesuje.

#2  2017.05.30 11:42:25 ~piel piel

"Pielęgniarstwo to nie tylko praca, to przede wszystkim człowieczeństwo. Jak długo w niewolniku ono umiera? ".nic dodać.

#3  2017.05.30 11:42:29 ~Gość

Cała prawda.

#4  2017.05.30 12:19:09 ~Danusia

Artykół oddaje w pełni realia pracy w polskich szpitalach.Czytałam i nie mogłam uwierzyć,że czytam o pracy w moim szpitalu.Trzeba jeszcze dodać pijanych pacjentów ,delirki,których psychatria nie chce,rodziny straszące nas wszystkimi władzami itp.Najgorsze jest jednak to,że nikt się nie przejmuje tym -że znikamy.Tyle samo pracy zrzuca się na plecy o wiele mniejszej ilości pielęgniarek niż jeszcze rok temu.My "staruszki"w końcu padniemy ,wtedy polecam leczenie w szpitalach u naszych zachodnich sąsiadów.

#5  2017.05.30 12:22:05 ~Monia

No pięknie to napisane,tak chciałybyśmy pracować i pokazać jak świetnymi jesteśmy pielęgniarkami,ale w nawale pracy i obowiązków nie jesteśmy w stanie zająć się pacjentem tak, jak on tego wymaga. To jest bardzo smutne,ponieważ za chwilę idziemy na emeryturę i pozostanie tylko niesmak i głodowa zapłata za tak ciężką pracę. Nikomu nie poradziłabym wybranie tego zawodu,bo z mojego powołania nic nie pozostało.

#6  2017.05.30 15:09:59 ~PIEL

Żadna z tych londyńskich, zagranicznych pielęgniarek nie przepracowałaby w Polskich warunkach w szpitalu więcej niż jeden dyżur bo będąc niewolnikiem w obozie pracy za miskę ryżu, trudno zachować człowieczeństwo nie mówiąc o profesjonaliźmie.

#7  2017.05.30 15:31:37 ~Pielęgniar

Jestem przerażona sytuacją w polskim pielęgniarstwie. Nasze Izby Pielęgniarskie i związki zawodowe nie robią nic, aby polepszyć obecny stan rzeczy. Prawda jest taka, że każdy kto się dorwie do lepszego stołka i wyższej pensji szybko zapomina o tym jak wygląda nasza praca i zarobki. Moja naczelna jest naczelną od 10 lat i nic nie zrobiła, aby nam było lepiej i lżej. Przez wiele lat straszono nas zwolnieniami z pracy, doprowadzono do sytuacji, że zatrudniona jest minimalna liczba personelu. Młodych pielęgniarek jak na lekarstwo, lwia ich część wybywa na zachód. Tam gdzie godnie zarobi. Te, które pozostały w kraju - w większości zwariowały. Pozakładały działalność własną, pracują na trzech etatach i chętnie biorą każdy dodatkowy dyżur. Zaniedbane, spocone, niewyspane i wiecznie wkurzone maszerują z dyżuru na dyżur. Gdzie jest Państwowa Inspekcja Pracy, gdzie jest nasz rząd? Gdzie jest minister zdrowia? Dlaczego nie reagują mimo, że doskonale wiedzą, że te biedne, zagubione kobiety faktycznie pracują na trzy etaty? Reszta normalnych pielęgniarek robi dobrą minę do złej gry, puszcza wcześniej z dyżuru te, które "muszą" lecieć do kolejnej pracy. Dlaczego nikt nie zrobi z tym porządku? Czy nikt nie potrafi ukrócić tego procederu? Czy nikt nie widzi, że te pielęgniarki robią ogromną krzywdę sobie, swoim rodzinom, pacjentom i koleżankom? Nikt mi nie powie, że niewyspana, zmęczona pielęgniarka nie jest zagrożeniem dla pacjentów.

#8  2017.05.30 16:31:57 ~ja

No, inspekcja pracy głucha i ślepa, jak zresztą i ministerstwo! Ale niech się tylko coś wydarzy to zaraz znajdą winowajcę!

#9  2017.05.30 16:39:34 ~liz

Do 7- nic dodać ,nic ująć. Sama bym tego lepiej nie ujęła.

#10  2017.05.30 17:42:22 ~Pacjent

Tylko ja i ja. Sami egoiści! W każdym zawodzie przybywa pracy, a zarobki stoją w miejscu. Nie jesteście niezastąpieni. Niedobrze się robi jak się czyta wasze żale. Zmieńcie pracę jak wam tak źle!

#11  2017.05.30 17:54:07 ~AGA

Pewnie, że nie jesteśmy niezastąpione. Po operacji albo udarze zaopiekuje się tobą pani z Lidla, a o zastrzyk przeciwbólowy proszę poprosić zaprzyjaźnioną kucharkę.

#12  2017.05.30 18:26:42 ~Aqua

Przesada pisać : biedne , zagubione kobiety pracują na trzy etaty . Dodatkową pracą - skoczki zleceniowe - stanowią zagrożenie dla pacjentów , brak perspektyw na uzyskanie normalności w naszym zawodzie .

#13  2017.05.30 20:22:54 ~Echhh

Czasem mam wrażenie, że nigdy nie dojdziemy do swoich praw, godnych zarobków i ładu przez pazerność naszych koleżanek. Chyba powinniśmy zgłaszać do Inspekcji Pracy te najbardziej zapracowane, może wtedy ktoś zrobi z tym porządek!

#14  2017.05.30 20:25:55 ~Do ~Aqua

Doprawdy nie widzisz ironii w tekście 7? One nie są biedne, są głupie. Tak bardzo zatraciły się goniąc za pieniędzmi, że zatraciły poczucie rzeczywistości. Mnie nikt by nie zmusił do pracy na trzech etatach, a to dlatego, że mam inne priorytety. Kasa to nie wszystko. Dla mnie ważna jest rodzina, dom. Chcę też przychodzić do pracy wypoczęta, uśmiechnięta i życzliwa. A nie chodzić jak ładunek wybuchowy, bo nie spałam czy jestem utyrana na maksa. Jaka tragedia musi się wydarzyć, aby te idiotki wreszcie zrozumiały, że nie tędy droga?

#15  2017.05.30 23:02:46 ~Xxx

Do nr 10. Przez takich jak Ty człowieku jesteśmy takie jakie jesteśmy. Życzę Ci byś za parę lat leżał sam chory w domu bo szpitali już nie będzie. Wszystkiego najgorszego zrzedo

#16  2017.05.31 08:25:07 ~Aqua

Do 14 - Masz rację , chyba wczoraj upał dał mi się we znaki :) Trzeba stanowczo piętnować takie postawy . Chociaż czasami mam takie wrażenie , że jak przyjdzie "skoczek" to reszta w duchu oddycha z ulgą , że będzie więcej rąk do " pracy "- JAKKOLWIEK TO NAZWAĆ . Nikt nie zastanawia się nad ryzykiem . To błędne koło !

#17  2017.05.31 08:58:20 ~do14

Myślę,że pacjent pomimo naszego rozgoryczenia nie jest niczemu winien

#18  2017.05.31 09:37:50 ~Do ~Aqua :

Bo kij ma dwa końce. Skoczki skorzystały finansowo, bo biorą trzy wypłaty. Nie patrzą na to, że dzieci są bez matki, a dom bez kobiecej ręki. Mąż też sam jakby był singlem. Normalne koleżanki, te pracujące na jeden etat, też miały z tego małą korzyść. Faktycznie nagle na dyżurze nie zostałyśmy same, bo zawsze znalazła się taka, która zapomniała o tym, że ma dom i rodzinę. Jednak na dłuższą metę sytuacja robi się koszmarna. Pazerne są nasze Izby, nasze związki, nasi przełożeni. Chciwe, mega chciwe są koleżanki pracujące na kilka etatów. Stanowią zagrożenie dla pacjentów. Pewnie czasem każdy z Was zastanawiał się kiedy śpi czy kiedy odpoczywa taka persona, która "dzielnie" pracuje przez cały tydzień, cały miesiąc, cały rok. Obyśmy kiedyś razem z taką pielęgniarką nie musiały ponieść odpowiedzialności karnej, gdy najzwyczajniej w świecie zawali. Inną konsekwencją jest to, że musimy znosić ich wieczne niewyspanie, zmęczenie, naburmuszenie. Czasem mam wrażenie, że ich wredność i agresja sięgnęły zenitu. Większość z nich powinna nie tylko iść po rozum do głowy, ale trochę odpocząć. Choć na kilka dni wyjść ze szpitala, wrócić do domu. Niech dotrze do ich pustych główek, że nie szanują ani siebie, ani swoich rodzin. Ani pacjentów. Ich chorym bogiem jest kasa.

#19  2017.05.31 10:00:26 ~Ania

Ja pracuje w angli I dyzury sa bardzo ciezkie. Czasami mam nawet 14 pacjentow, bardzo czesto 11. Wiec tu normy sa tez lamane. Praca czy w Polsce czy tu rownie ciezka. Tylko lepiej platna.

#20  2017.05.31 10:29:22 ~do Ania

Ale ty Ania bredzisz,Ja mam w Polsce 30-35 pacjentów i pensję głodową

#21  2017.05.31 13:48:15 ~Aqua

Do 18 - prawda .

#22  2017.06.01 21:30:23 ~Ewa

Tak, sytuacja w polskim pielęgniarstwie jest tragiczna. Brak solidarności,rywalizacja,przemeczenie i strach przed utratą pracy. O zarobkach już nie wspomnę. Krok do wypalenia zawodowego, ale mimo to wstajemy i idziemy do pracy, bo to nasz chleb. Z czegoś trzeba żyć,płacić rachunki.

Dodaj komentarz