Pielęgniarka zdjęła szwy. Zażądano 66 tysięcy.

Zakres odpowiedzialności pielęgniarki.


Pielęgniarka samodzielnie zdjęła szwy

Z uzasadnienia wyroku:

Pacjentka domagała się zasądzenia od pielęgniarki kwoty 66.149 zł tytułem odszkodowania, kwoty 50.000 zł tytułem zadośćuczynienia, renty wyrównawczej w kwocie po 5.000 zł miesięcznie.

Pielęgniarka była wykwalifikowana, miała 35-letnie doświadczenie zawodowe w zakresie pielęgniarstwa, pracowała przez długi czas jako pielęgniarka zabiegowa na oddziale ginekologii. W zakresie obowiązków wykonywała także polecenia lekarza, w tym zabiegi zdejmowania szwów - wielokrotnie zdejmowała szwy na zlecenie lekarza w jego obecności, nie wykonywała natomiast tego zabiegu pod nieobecność lekarza.

Skarżąca pacjentka poddała się zabiegowi usunięcia zmiany skórnej. Zabieg przeprowadzała lekarz, któremu asystowała pielęgniarka. Pacjentka przybyła do ośrodka wraz z matką. W trakcie zbierania wywiadu medycznego pacjentka poinformowała, że zdarzały jej się w przeszłości omdlenia. Lekarz zapytał wówczas, czy pacjentka choruje na padaczkę, jednak zarówno pacjentka, jak i jej matka zaprzeczyły. Zabieg usunięcia zmiany skórnej odbywał się w znieczuleniu miejscowym i zakończył się założeniem kilku szwów.

Podczas wizyty kontrolnej lekarz prowadzący poinformowała pacjentkę, że wyjeżdża na kilkudniowy urlop oraz zapytała ją, czy chce poczekać do jej powrotu, czy też wyraża zgodę na zdjęcie szwów we wcześniejszym terminie przez pielęgniarkę. Pacjentka zdecydowała się na wcześniejszą wizytę i wykonanie zabiegu bez udziału lekarza.

W wyznaczonym dniu pacjentka zgłosiła się do poradni w celu usunięcia szwów. Do przychodni przyjechała samodzielnie samochodem. Pacjentka poinformowała pielęgniarkę, że w związku z wcześniejszą wizytą u stomatologa czuje się zdenerwowana. Pielęgniarka zaproponowała wówczas przełożenie wizyty i zdjęcie szwów w innym dniu. Pacjentka zdecydowanie wyraziła jednak wolę wykonania zabiegu tego dnia. Wówczas pielęgniarka skierowała pacjentkę do gabinetu zabiegowego. Po wejściu do gabinetu zabiegowego pacjentka bez trudności zajęła pozycję leżącą na stole zabiegowym (kozetce). W gabinecie, w którym została przyjęta, znajdowała się kozetka zabiegowa, która jest o ok. 20-30 cm wyższa od normalnej kozetki i ma wysokość ok. 80 cm. Jest ona wykorzystywana do przeprowadzania zabiegów zdjęcia szwów również przez lekarzy. Po zajęciu przez powódkę właściwej pozycji, pielęgniarka przystąpiła do wykonania zabiegu. W jego trakcie odwróciła się i podeszła do znajdującego się dwa kroki dalej stolika zabiegowego, aby sięgnąć po gazik. W tym momencie u powódki wystąpiły drgawki, pacjentka przygryzła język, straciła przytomność i spadła ze stołu zabiegowego na podłogę. Wystąpił u niej bezdech, szczękościsk, napięcie mięśni oraz zasinienie twarzy.

Pielęgniarka natychmiast przystąpiła do udzielania pierwszej pomocy. Pacjentka po upadku z kozetki miała głowę przechyloną w lewą stronę, w związku z czym pielęgniarka przytrzymała ręką głowę w tej pozycji, nie dopuszczając w ten sposób do zapadnięcia języka. Próbowała też rozchylić szczęki, jednak było to niemożliwe, dopiero po chwili udało jej się wsunąć między nie szpatułkę. Rozpoczęła też masaż serca. Po kilkukrotnym uciśnięciu mostka powódka zaczęła ruszać powiekami i w tym momencie mięśnie twarzy zaczęły się rozluźniać, zaczęło schodzić zasinienie z twarzy a powódka odzyskała przytomność, jednak nie wiedziała gdzie się znajduje i co się wydarzyło. Przy pomocy drugiej pielęgniarki, oraz jednego z pacjentów pielęgniarka ułożyła pacjentkę na kozetce. Pacjentka bezwiednie oddała mocz. W związku z objawami, które wystąpiły i które są typowe przy epilepsji, pielęgniarka po raz kolejny zapytała pacjentkę, czy nie choruje na tę chorobę, jednak otrzymała odpowiedź przeczącą.

Bezpośrednio po zdarzeniu pacjentka została przewieziona i przyjęta do  szpitala. Rozpoznano u niej złamanie nasady łuku kręgu C2 po stronie prawej i łuku w linii pośrodkowej po stronie lewej oraz złamanie łuku przy wyrostku kolczystym po stronie lewej kręgu C3 i C4, bez przemieszczenia odłamów w obręb kanału kręgowego. Została wypisana ze szpitala po 6 dniach w stanie ogólnym dobrym z zaleceniem unieruchomienia w zewnętrznym kołnierzu szyjnym sztywnym połówkowym na 3 miesiące. Następnie pacjentka w ramach kontynuacji leczenia przebywała 5 dni na Oddziale Neurochirurgicznym, gdzie rozpoznano u niej stan po urazie kręgosłupa szyjnego ze złamaniem Cl, C2 i C3. Powódka została wypisana w stanie ogólnym dobrym z zaleceniem dalszej opieki lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, jak również wskazaniem okresowej kontroli w poradni neurologicznej i neurochirurgicznej oraz noszenia kołnierza stabilizującego złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym przez 3-4 miesiące z ponownym badaniem rezonansem magnetycznym kręgosłupa w odcinku C po tym okresie.
Pacjentka przebywała także na Oddziale Pobytu Dziennego Kliniki Fizjoterapii, Reumatologii, gdzie została poddana kompleksowemu leczeniu usprawniającemu oraz wypisana z zaleceniem kontynuacji ćwiczeń rehabilitacyjnych wyuczonych na oddziale i dalszej opieki lekarskiej. Następnie pacjentka została zaliczona do lekkiego stopnia niepełnosprawności.

Co się działo dalej w sprawie?

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie narażenia (podczas czynności zdjęcia szwów), na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu tj. o przestępstwo z art. 160 § 2 k.k. - wobec stwierdzenia, że czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego.

Pacjentka na to postanowienie złożyła zażalenie.

Sąd Rejonowy utrzymał w mocy postanowienie prokuratury, argumentując, że pacjentka nie doznała istotnych orzeczniczo, trwałych skutków w postaci cierpień psychicznych. Nie występują zaburzenia sfery orientacyjno - poznawczej, ani ostre zaburzenia psychiczne, pacjentka nie korzystała z terapii psychiatrycznej, ani psychologicznej. Występują u niej zaburzenia emocjonalne o charakterze zaburzeń adaptacyjnych jako reakcji na sytuacje stresową, związaną z zaistniałym wypadkiem i jego konsekwencjami. Powódka przejawia naturalne w takiej sytuacji lęki antycypacyjne, tj. co do swojej przyszłości. Wspomniane zaburzenia sfery emocjonalnej mają mierne nasilenie, nie wymagają nawet okresowego leczenia specjalistycznego psychiatryczno-psychologicznego. Mają one charakter nerwicowy, z podłożem czynnościowym, sytuacyjnym, i są wzmacniane cechami osobowościowymi. Jednakże z uwagi na sprawność intelektualną w górnych granicach normy i brak organicznego podłoża zaburzeń nerwicowych, które stanowią psychologiczne przesłanki określania potencjalnych możliwości umysłowych i tzw. zasobów radzenia sobie ze stresem, stwierdzone zaburzenia nie przybrały postaci patologicznej, tzn. nie spowodowały trwałych, przewlekłych zaburzeń funkcjonowania osobniczego i społecznego.

Pacjentka przed Sądem Rejonowym wywodziła, że zabieg został wykonany przez osobę niekompetentną, gdyż powinien go przeprowadzić lekarz, a nie pielęgniarka, do której zakresu obowiązków nie należało zdejmowanie szwów. Ponadto twierdziła, że zabieg został przeprowadzony niezgodnie ze standardami medycznymi a pielęgniarka nie przygotowała odpowiednich akcesoriów do jego wykonania.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego, który  zaznaczył, że reakcja organizmu powódki i w rezultacie upadek z kozetki ortopedycznej nie był normalnym następstwem wykonania zabiegu zdjęcia szwów. Wskazał, że doświadczenie życiowe wskazuje, że pacjenci znajdujący się w pozycji leżącej na kozetce ortopedycznej podczas poddawania ich zabiegom chirurgicznym zazwyczaj, z reguły nie doznają skurczu mięśni i zesztywnienia, w wyniku którego upadaliby na podłogę. O ile w świetle wiedzy powszechnej prawdopodobnym jest, by z uwagi na osobniczą, szczególnie wysoką wrażliwość danego pacjenta, obserwacja przez niego zdjęcia szwów spowodowała omdlenie, o tyle wydaje się nieprawdopodobne, a co najmniej nadzwyczajne i zupełnie niespodziewane, by w rezultacie obserwacji zabiegu zdjęcia szwów nastąpiło zesztywnienie i skurcz mięśni (połączone równocześnie z bezdechem, szczękościskiem i zasinieniem twarzy), które wywołałyby upadek na podłogę.
Ewentualne ustalenie istnienia związku przyczynowego między obserwacją przez powódkę zabiegu (czy też widokiem krwi) a skurczem mięśni i zesztywnieniem, powodującym w rezultacie upadek z kozetki zabiegowej, wymagałoby dowodu z opinii biegłego z zakresu medycyny, który posiłkując się wiedzą specjalną wskazałby po pierwsze, na samą możliwość zaistnienia takiej zależności oraz po drugie, po analizie dokumentacji medycznej i badaniu powódki stwierdziłby, że u powódki taka nadzwyczajna wrażliwość rzeczywiście występuje i skutkuje takimi objawami. Sąd podkreślił, że ciężar udowodnienia istnienia związku przyczynowego między zachowaniem wykonawcy czynności a szkodą spoczywa na poszkodowanym, czyli w niniejszej sprawie - na pacjentce.  Warto zacytować słowa pacjentki, które wypowiedziała podczas zeznania: „uważam, że pielęgniarka ponosi odpowiedzialność za mój upadek jako że odpowiada za swoją placówkę. Wiem, że zdarzają się omdlenia ale placówki inaczej do tego podchodzą. Pozwana ponosi odpowiedzialność za zdarzenie bo miało miejsce na jej terenie. Inne placówki płacą odszkodowania. Nie chodzi mi o błąd w sztuce tylko od odpowiedzialność za zdarzenie zaistniałe na terenie placówki”. Sąd Okręgowy pozew pacjentki odrzucił podkreślając, że zdjęcie szwów jest zabiegiem rutynowym, prostym i powszechnie przeprowadzanym. Nie obowiązuje wymóg jego przeprowadzenia przez lekarza. Natomiast pielęgniarką to osoba z wieloletnim doświadczeniem zawodowym, wcześniej wielokrotnie wykonywała zabiegi zdjęcia szwów, choć w obecności lekarza. Miała zatem kompetencje pozwalające poprawnie wykonać ten zabieg. Samo zdjęcie szwów dobyło się w gabinecie wyposażonym w niezbędny sprzęt a stan pomieszczenia, jak i wyposażenie został pozytywnie odebrany przez Sanepid. Pacjentka nie udowodniła, by pielęgniarka przy wykonywaniu zabiegu zdjęcia szwów wykazała nienależytą staranność, niedbalstwo, postąpiła niezgodnie z procedurami medycznymi. Personel przychodni niezwłocznie udzielił  pomocy, przywrócił funkcje życiowe oraz wezwali transport sanitarny. W tym stanie rzeczy, pielęgniarce jako bezpośredniemu wykonawcy czynności nie można przypisać winy.

Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego, który w całości podzielił stanowisko Sądu Rejonowego i Okręgowego oddalając apelację.

Warto tak na marginesie podkreślić, że od dnia przedmiotowego zdarzenia do dnia, w którym apelacja została oddalona upłynęło ponad 5 lat. Wyrok zapadł w 2013 roku.

Współczuję wypadku pacjentce, ale pielęgniarka zapewne przeżyła gehennę.

Z uzasadnienia wyroku wybrał

Mariusz Mielcarek