Pielęgniarka do redakcji Portalu i Gazety: pieniądze wypracowane ze wzrostu kontraktu z NFZ, w naszym szpitalu (bagatela - 11 MILIONÓW ZŁOTYCH!!!) podzielono według "widzimisie"! Część kwoty premii została min. naliczona w odniesieniu do przychodów kliniki, w jakiej się jest zatrudnionym...(?!). Bezsilność szarego pracownika, który patrzy na cały ten bajzel jest ogromna". A jak w waszych zakładach pracy podzielono tzw. "40%"? Czy je w ogóle wypłacono?

Wynagrodzenia pielęgniarek i położnych.

Witam!
Pracuję w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku jako pielęgniarka.
Od początku roku związki zawodowe  (wszystkie jakie znajdują się na terenie zakładu pracy) toczą wojnę z dyrekcją o zgodne z prawem rozdysponowanie pieniędzy pochodzących ze wzrostu kontraktu... Niestety, ani jednolite stanowisko związków, ani jasne zapisy prawne, nie są w stanie zmusić pani dyrektor do przestrzegania prawa.
Dyrekcja, która w tym roku ma poparcie rektora (co jest zaskakujące, bo w analogicznej sytuacji z roku ubiegłego, rektor opowiedział się za stanowiskiem związków) robi co chce i czuje się zupełnie bezkarna. Pani dyrektor zachowuje się jak rozkapryszona sześciolatka, która uparła się i tupie nogą wierząc, że dzięki temu sprawy potoczą się po jej myśli... Pewnie i temu miało służyć przerwanie zabrania ze związkami i wyjście w akompaniamencie trzaskania drzwi, z sali.
Dyrekcja, pomimo jasnego stanowiska związków, pomimo zaangażowania w sprawę Przedstawiciela Wojewody Pomorskiego i tak nakazała naliczenie i wypłacenie pracownikom pieniążków według własnego "widzimisie"... Część kwoty została min. naliczona w odniesieniu do przychodów kliniki, w jakiej się jest zatrudnionym... Co już spowodowało niepokój społeczny, kłótnie, rozżalenie itp. No bo co jest winna pielęgniarka, salowa, szeregowy lekarz, że klinika w której pracuje nie przynosi dochodów...? Czy cały personel ma teraz zacząć domagać się przeniesienia do klinik, które są dochodowe, by w przyszłości nie zapłacić za cudzą niegospodarność? Bo jak się ma moje oszczędzanie gazików, do wykonywania na oddziale kosztownych procedur medycznych, za które akurat temu oddziałowi NFZ złamanej złotówki nie płaci?
Media, które zaczęły się interesować sprawą, nagłośniły ją, ale jednocześnie często zapominały wyjaśnić, że 40% z kwoty wzrostu kontraktu MUSI szpital wypłacić pracownikom, bo inaczej będzie musiał je zwrócić. Taki drobiazg niedopatrzony, a wystarczył by społeczeństwo zaczęło komentować "zachłannych pracowników", którzy upadający szpital jeszcze chcą ograbić, by sobie polepszyć...

Dla mnie jest to niepojęte! W tym szpitalu była już kontrola NIK-u, PIP-u... I co? I wielkie nic.

Bezsilność szarego pracownika, który patrzy na cały ten bajzel jest ogromna.

Ode mnie wymaga się uczciwości, odpowiedzialności i rzetelności. Za marne  grosze! (obecnie jesteśmy najgorzej wynagradzane w całym trójmieście).

A tam, w dyrekcji i administarcji . . .

Po prostu ręce opadają ...

Dane autorki listu do wiadomości redakcji Portalu i Gazety Pielęgniarki i Położnej

Zobacz także:

20 września 2009 roku - Czy według ustawy podwyżkowej z 2006 pracodawca jest zobowiązany podwyższyć wynagrodzenie podstawowe w 2009 roku i latach następnych?

9 kwietnia 2010 roku - W sejmie minister Ewa Kopacz forsuje ustawę, która uchyla wobec dyrektorów obowiązek przeznaczania na płace nie mniej niż 40% kwoty o jaką wzrastają kontrakty z NFZ. Wiceminister zdrowia na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia: "w wielu przypadkach ten przepis nie jest dobry dla pracowników".(?!) Pielęgniarki: "są lekarze, którzy w czasie jednego dyżuru zarabiają więcej niż przez cały miesiąc pracownik". Rozwarstwienie płac w szpitalach sięga kilkudziesięciu tys. zł.

Dla zainteresowanych zagadnieniem 40% polecam również lekturę artykułu z 18 października 2007 roku pt. Dorota Gardias w Sejmie: "Prosimy, aby państwo posłowie w ustawie podwyżkowej znieśli limit 40% wzrostu płac". Skutek: podwyżki w zakładach pracy rozdzielane będą na nowych zasadach! OZZPIP oddał nam niedźwiedzią przysługę!