Takie studia pomostowe zdecydowanie odradzam!

 

 

Jakość kształcenia żenująca, mnóstwo godzin zmarnowanych. Zamiast najnowszej wiedzy „UZUPEŁNIAJĄCEJ” zafundowano nam całościową powtórkę materiału ze szkoły medycznej (bez prawdziwych zajęć praktycznych) typu „powtórzenie mechanizmu porodu fizjologicznego i patologii na fantomie, budowę miednicy kostnej, płodu. Zajmowaliśmy się redagowaniem czasopisma, zamiast badań w położnictwie, czyli pełnej najnowszej diagnostyki stosowanej w ginekologii i położnictwie. Zajmowaliśmy się omawianiem regulaminu uczelni, kwestią plagiatów. Uczono nas prezentacji slajdu, pracy licencjackiej itp, i to przez kilkadziesiąt godzin, a na realne badania kilka godzin w galopie, wielu tematów w ogóle nie poruszono. Poza tym wiele tematów potraktowanych było bardzo skrótowo, jak chociażby prawo, rehabilitacja, standardy w opiece położniczej i pielęgniarskiej i wiele innych, istotnych w naszej pracy problemów.
Na koniec były testy „kobyły”, czyli powrót do szkoły średniej. Poza tym wiedza w niektórych zagadnieniach, jakiej od nas wymagano, to szczegółowa wiedza dla lekarzy, a nie dla nas. Dlatego pozwalam sobie stwierdzić,że czas spędzony na studiach pomostowych uważam za czas stracony!  Jeśli uczelnia nie ma pomysłu na zagospodarowanie godzin dla studiów pomostowych i atrakcyjność przekazania wiedzy, to niech nie podejmuje się ich prowadzenia. Odnoszę wrażenie, że próbowano pokazać nam, że i tak jesteśmy głupie - bez względu na to, czy mamy studia, czy nie. Przykre jest, że pieniądze, o które zabiegałyśmy jako środowisko na podniesienie wykształcenia do poziomu europejskiego, są zmarnowane. Jako doświadczona grupa zawodowa czujemy się rozczarowane takim traktowaniem. Straciłyśmy motywację do dalszego dokształcania.

Dane teleadresowe autorki informacji do wiadomości redakcji Portalu i Gazety Pielęgniarki i Położnej.