Kilka refleksji o nowej ustawie o wynagrodzeniach - Wiele pielęgniarek nie będzie w stanie pogodzić się z faktem, że będą otrzymywać wynagrodzenie zasadnicze mniejsze o niemal 30-40% od innych pielęgniarek...

Nowa siatka płac pielęgniarek i położnych


Od dłuższego czasu jestem czytelnikiem Pana portalu dla pielęgniarek i położnych, Z uwagą śledzę sprawy i problemy dotyczące tej grupy zawodowej. Z uwagi na fakt, iż moja żona od ponad 25 lat jest pielęgniarką, a także dlatego, że od dawna angażuję się w udzielanie pomocy dla wielu pielęgniarek w kwestiach prawa pracy, łamania praw pracowniczych, dyskryminacji, mobbingu itp. chciałbym odnieść się do kwestii związanych z nową ustawą o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.
 

Przede wszystkim przerażającą dla mnie kwestią jest brak świadomości środowiska pielęgniarek na temat treści ww. ustawy oraz planów wprowadzenia jej w życie. Mając kontakt z wieloma pielęgniarkami z różnych szpitali i przychodni mogę śmiało stwierdzić, iż pielęgniarki odnoszą błędne wrażenie, jakoby tzw. dodatek ministra Zembali miał być dalej wypłacany, a obok niego odbędzie się „wyrównanie” płac zgodnie z podanym w nowej ustawie współczynnikiem pracy. Niestety, nawet związki zawodowe w szpitalach nie podają informacji w tej sprawie. Być może jest to związane z faktem, że – jak usłyszałem od jednej z przewodniczących związku na przełomie kwietnia i maja 2017 roku: „jeszcze nie wiadomo, jaki będzie kształt ustawy – to po co mam denerwować dziewczyny?”. Jednak odnoszę wrażenie, iż niewiedza środowiska pielęgniarek i położnych, których dotyczy ustawa, jest tylko i wyłącznie na rękę ministerstwu zdrowia oraz posłom i senatorom zaangażowanym w jej obecny kształt. Niestety, dotyczy to także przedstawicieli pielęgniarek i położnych (czyli np. Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych), którzy według mnie mają swój interes w takim, a nie innym, niesprawiedliwym podziale tej grupy zawodowej oraz w takich wartościach współczynnika pracy.

Proszę zwrócić uwagę, iż tylko niewielka część pielęgniarek i położnych, które posiadają tytuł magistra, ma jednocześnie specjalizację. Podobnie jest z pielęgniarkami po liceum medycznym oraz posiadającymi tytuł licencjata pielęgniarstwa, chociaż tutaj jest już zdecydowanie więcej osób ze specjalizacją. Jednocześnie wśród kadry dydaktycznej prowadzącej zajęcia teoretyczne i praktyczne w ramach specjalizacji są pielęgniarki, dla których jest to dodatkowe zajęcie z dodatkowym wynagrodzeniem. Wiele z tych osób to pielęgniarki oddziałowe, pielęgniarki działające w związkach zawodowych lub izbach pielęgniarskich. Fakt, iż omawiana ustawa kładzie tak duży nacisk na specjalizację, bierze się z interesu wymienionych podmiotów i osób, dla których kwestią zasadniczą jest skompletowanie uczestników takich specjalizacji. Z opinii dwóch pielęgniarek, prowadzących (oprócz pracy w szpitalu) zajęcia w ramach specjalizacji, wynika, iż zainteresowanie specjalizacją wśród pielęgniarek, obecnie kończących wydziały pielęgniarstwa na uczelniach wyższych, jest bardzo małe. Dla wielu ośrodków, które prowadzą specjalizacje, zwiększenie liczby uczestników jest bardzo dobrym dodatkowym zarobkiem, otrzymywanym przez osoby prowadzące szkolenia, w tym wspomniane pielęgniarki oddziałowe, które już od pewnego czasu prowadzą pewnego rodzaju „nagonkę” na pielęgniarki bez specjalizacji, rozgłaszając, że będą mniej zarabiać , że na niektóre oddziały nie będą przyjmowane pielęgniarki bez określonej specjalizacji itd. Oczywiście jest to nieprawda, lecz nie można wykluczyć, że izby pielęgniarskie będą dążyły do tego, by specjalizacja była warunkiem zatrudnienia w określonych oddziałach szpitali. Biuletyny i gazety wydawane przez izby pielęgniarskie pełne są ogłoszeń o różnego rodzaju kursach i specjalizacjach, przy czym od pewnego czasu pojawia się informacja o terminie ich rozpoczęcia: „z chwilą napływu zgłoszeń”.
A na te zgłoszenia po wejściu w życie ustawy o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia liczą ww. osoby i podmioty, dla których będzie to kwestia utrzymania się na rynku oraz zarobku dla tej kadry pielęgniarskiej, która w dużej części stanowi kadrę dydaktyczną specjalizacji.

Jednocześnie jeszcze mało kto zdaje sobie sprawę, iż przypisanie tak nierównych współczynników pracy do trzech grup, do których przydziela się pielęgniarki, będzie kolejnym czynnikiem skłócającym środowisko pielęgniarek i położnych, które do tej pory nie było i nadal nie jest środowiskiem solidarnym i mówiącym jednym głosem. Już teraz na Pana portalu pojawiają się komentarze, które świadczą o tym, że wiele pielęgniarek nie będzie w stanie pogodzić się z faktem, iż - mimo wykonywania tej samej pracy i posiadania identycznego zakresu obowiązków - będą otrzymywać wynagrodzenie zasadnicze mniejsze o niemal 30-40% od wynagrodzenia niektórych innych koleżanek czy kolegów. Można przyjąć, iż w pewnym momencie dojdzie do sytuacji, że wynagrodzenie zasadnicze brutto dla jednej pielęgniarki będzie wynosiło 4095 zł (grupa 7), dla innej – 2847 zł (grupa 8), a dla jeszcze innej – 2496 zł (grupa 9). Zatem różnica między pielęgniarką, która ma najniższe wynagrodzenie, a tą, która ma najwyższe, będzie wynosić aż 1599 zł brutto (czyli obecny odpowiednik 3/4 etatu). Czy taki podział ma być czymś dobrym dla całego środowiska? Powiem otwarcie: NIE, bo doprowadzi do jeszcze większych podziałów i z pewnością nie zachęci absolwentów wydziałów pielęgniarstwa do pracy w zawodzie, gdyż pokaże im, że tytuł magistra się nie liczy, natomiast ważna jest specjalizacja (tutaj odsyłam do moich wniosków z 2 akapitów powyżej). 

Innym skutkiem ustawy może być fakt, że dla dyrektorów wielu szpitali pokusą stanie się zatrudnianie pielęgniarek bez specjalizacji, bo będą tańsze, a zatem mniej obciążą finansowo budżet szpitala. Rozmawiając z jednym z uczestników spotkania z dyrektorem pewnego szpitala klinicznego podczas sporu zbiorowego, dowiedziałem się, iż dyrektor powiedział, że pielęgniarka ma wykonać określone zadania i czynności, a jego nie interesuje, czy będzie miała tytuł magistra, czy będzie po liceum - jemu jest to obojętne. Ciąg dalszy - KLIKNIJ