„Trzeba wreszcie nazwać rzeczy po imieniu. Dziś część środowiska pielęgniarskiego sama podkopuje naszą pozycję”.
Cytujemy w całości jeden z komentarzy zamieszczonych na facebook.com/PortalPielegniarekiPoloznych, fanpage’a Ogólnopolskiego Portalu Pielęgniarek i Położnych, zrzeszającego prawie 100 tys. użytkowników.
Jestem osobiście za zasadą: jedna praca, jeden etat. Tylko wtedy jako środowisko będziemy traktowane poważnie i tylko wtedy ktoś zacznie się z nami realnie liczyć. Dopóki same pokazujemy, że można z nas wycisnąć wszystko, dopóty system będzie z tego korzystał bez skrupułów.
Dziś część środowiska sama podkopuje naszą pozycję. Zamiast konsekwentnie budować prestiż zawodu poprzez rozwój i stawianie granic, wciąż widzimy ten sam mechanizm: praca po około 400 godzin w miesiącu, życie w permanentnym zmęczeniu, funkcjonowanie na granicy wydolności.
To nie jest powód do dumy. To jest sygnał alarmowy.
Niektóre osoby praktycznie nie bywają w domu. Dzieci są wychowywane przez telefon, relacje rodzinne wiszą na włosku, zdrowie fizyczne i psychiczne jest systematycznie drenowane. I trzeba to powiedzieć wprost: to nie jest wyłącznie prywatna sprawa tych osób. Skutki rozlewają się szeroko na całe środowisko.
Po pierwsze, w przestrzeni publicznej krążą potem absurdalne kwoty naszych rzekomych zarobków, zsumowane z kilku etatów. Najbardziej uderza to w pielęgniarki pracujące uczciwie na jednym etacie. To one słyszą, że „przecież tyle zarabiacie”. To one tracą wiarygodność w oczach opinii publicznej.
Po drugie, chroniczne przemęczenie odbija się na jakości pracy. Zmęczony człowiek popełnia więcej błędów, wolniej reaguje, ma mniejszą cierpliwość i gorszą koncentrację. To jest twarda fizjologia, nie opinia. W efekcie cierpią pacjenci, a współpracownicy muszą na co dzień funkcjonować z osobami skrajnie przeciążonymi, rozdrażnionymi i sfrustrowanymi.
Po trzecie, dopóki same udowadniamy, że system „da się spiąć” większym wysiłkiem kadry, nie wywalczymy niczego trwałego. Ani godnych wynagrodzeń, ani realnych urlopów na podratowanie zdrowia, ani sensownego dofinansowania kształcenia, ani rozwiązań emerytalnych adekwatnych do obciążenia zawodu. Każdy kolejny miesiąc pracy ponad ludzkie siły jest dla decydentów wygodnym dowodem, że obecny model „działa”.
Trzeba wreszcie nazwać rzeczy po imieniu.
Jeżeli wysoko wykwalifikowany personel medyczny funkcjonuje jak niewyczerpywalna siła robocza, to trudno oczekiwać, że będzie traktowany jak elita systemu ochrony zdrowia.
Profesjonalizm to nie tylko wiedza i umiejętności. To także umiejętność stawiania granic i dbania o własną wydolność, bo od niej zależy bezpieczeństwo pacjenta.
Jeżeli naprawdę chcemy szacunku, godnych warunków i realnej siły negocjacyjnej, musimy zacząć działać konsekwentnie jako środowisko.
Jedna praca, jeden etat, rozwój kompetencji i wspólne trzymanie standardów. Inaczej dalej będziemy ponosić konsekwencje systemu, który same każdego dnia, często w dobrej wierze, nieświadomie wzmacniamy.
źródło: facebook.com/PortalPielegniarekiPoloznych











