Materiał TVN o sytuacji w jednym z wrocławskich szpitali.
– [Pielęgniarz – dop. red.] o 22 wszedł na salę. Pacjent się zsikał, tak że mokre było prześcieradło. To był 77-letni pacjent. [Pielęgniarz – dop. red.] wpadł w szał, amok. Zaczął go dusić. Uciskał kolanem klatkę piersiową, żeby się nie ruszał, a obiema rękami zacisnął z dwóch stron tętnicę. I liczył do trzydziestu – opowiada nasza informatorka.
Do szokującego ataku na pacjenta, będącego po udarze, doszło na oddziale neurologii szpitala im. Marciniaka we Wrocławiu. Jeden z dyżurujących pielęgniarzy zaczął zaciskać pacjentowi tętnice szyjne, co było zagrożeniem życia, gdyż mogło to spowodować odcięcie dopływu krwi i tlenu do mózgu.
„Nie wpier… się, ja wiem, co ja robię”
– Koleżanka weszła na tę salę i mówi: „Co ty robisz?”. A on: „Nie wpier… się, ja wiem, co ja robię”. Ona chciała go odciągnąć, ale to też był kawał chłopa, nie mogła odciągnąć go od tego pacjenta. Wyszła na korytarz i zaczęła krzyczeć: „Ratunku! Ratunku, szybko!”. Wszyscy wybiegli na korytarz zobaczyć, co się dzieje. No i ona mówi, że on go dusi. I dopiero jak one wbiegły i wbiegł pielęgniarz, większy od tamtego, on go odciągnął od tego pacjenta, a on mówi: „Ja liczę do trzydziestu, i jeszcze raz do trzydziestu i koniec, ja wiem, co ja robię”. I dopiero, jak one zaczęły do niego krzyczeć, to on jakby się otrząsnął. Zaczął głupio się śmiać, że właściwie nic się nie stało, bo on tak żartował – opowiada nasza informatorka.
Pielęgniarki od razu zadzwoniły do lekarza dyżurnego, chciały natychmiast wezwać policję, bo to jest niedopuszczalne. Ordynator miała akurat dyżur, powiedziała, że żadnej policji nie wzywamy – dodaje nasza rozmówczyni.
źródło: tvn24.pl










