Dlaczego sąd nie powołał w tej sprawie biegłego pielęgniarki/rza?

Pielęgniarki 2018.


Dlaczego sąd nie powołał w tej sprawie biegłego pielęgniarki/rza? 

Zobacz także: Pielęgniarka polubiła posty krytyczne wobec szpitala, w którym pracowała. Została dyscyplinarnie zwolniona. Co na to sąd?


Wybrane fragmenty z uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego z listopada 2017 roku:

W uzasadnieniu faktycznym pozwu pełnomocnik powódki podał, że w dniu 5 kwietnia 2009 r. Z. T. przyjęta została na Oddział Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...) w T. na planowany na następny dzień zabieg usunięcia żylaków odbytnicy. Została przyjęta do Szpitala w stanie dobrym. Tego samego dnia wykonana została przez pielęgniarkę lewatywa, która doprowadziła do powikłań i wobec podejrzenia zapalenia otrzewnej powódkę przeniesiono na Oddział Intensywnej Terapii Medycznej, gdzie w dniu 6 kwietnia 2009 r. wykonano operację laparotomii połączoną z nacięciem krwiaka około - odbytniczego, oraz założeniem kolonostomii. W dniu 9 kwietnia 2009 r. konieczne było wykonanie drugiej operacji amputacji brzuszno – kroczowej odbytnicy z powodu martwicy odbytu. Po drugiej operacji powódka była w bardzo ciężkim stanie, była nieprzytomna, znajdowała się we wstrząsie septycznym, była zaintubowana i podłączona do respiratora a dodatkowo stwierdzono u niej zapalenie płuc. Ponadto w okresie pobytu w Szpitalu Miejskim rozpoznano u Z. T. złamanie kręgów L -1 i L - 4 oraz niedowład wiotki kończyn dolnych. Wystąpiła także przepuklina brzuszna. W dniu 25 kwietnia 2009 r. powódkę przeniesiono na Oddział Chirurgii. Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń a w dniu 19 czerwca 2009 r. na Oddział Rehabilitacyjny, w związku z niedowładem nóg, który na skutek rehabilitacji w znacznej części ustąpił (poza stopą prawą). W efekcie pobytu w szpitalu powódka, która przybyła do niego w stanie dobrym w celu usunięcia żylaków odbytnicy wyszła z niego po prawie czterech miesiącach, z amputowaną odbytnicą, stomią, workami stomijnymi i zleceniem na pas brzuszny. Musi także poruszać się o kuli.

Z. T. złożyła w związku z powyższym w dniu 23 listopada 2009 r. skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy (...) Okręgowej Izbie Lekarskiej w T.. Po rozpoznaniu skargi przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w P. postanowieniem z 25 maja 2011 r. umorzono postępowanie wyjaśniające, uzasadniając, że pomimo ciągu powikłań i niepożądanych zdarzeń nie dopatrzono się zaniedbań po stronie zespołu lekarskiego. Nie zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające dotyczące oceny prawidłowości postępowania pielęgniarki.

Powódka, za pośrednictwem Fundacji (...) zwróciła się do (...) Szpitala Miejskiego w T. z wnioskiem o uznanie odpowiedzialności Szpitala za błędy w sztuce lekarskiej jakich dopuścił się personel medyczny i wypłatę tytułem zadośćuczynienia kwoty 150.000,-,zł. Żądanie to przekazano do Centrum Operacyjnego Likwidacji Szkód (...) S.A. tj. ubezpieczycielowi obowiązkowej odpowiedzialności cywilnej świadczeniodawcy udzielającego świadczeń medycznych. Decyzją z 5 kwietnia 2012 r. pozwany (...) S.A. stwierdził brak podstaw do przyjęcia odpowiedzialności i wypłaty świadczenia z tytułu szkody osobowej doznanej w wyniku błędu lekarskiego, gdyż powódka nie udowodniła przesłanek odpowiedzialności Szpitala wynikających z art. 415 kc. Zdaniem pozwanego brak jest dowodów świadczących o tym, ze powikłania, jakie wystąpiły mogły być skutkiem nieprawidłowego przeprowadzenia zabiegu lewatywy.

Zdaniem strony powodowej pomiędzy zaniechaniami (działaniami) personelu medycznego a faktem powikłań, które wystąpiły u powódki istnieje oczywisty związek przyczynowo – skutkowy. Po stronie personelu medycznego wskazać można na brak staranności, który skutkował powikłaniami po lewatywie, wywołał stan zagrożenia życia i zdrowia pacjentki, czteromiesięczny pobyt w szpitalu i konieczność długotrwałej rehabilitacji. Na obowiązek należytej staranności wskazuje się zarówno w Ustawie „o zawodach lekarza i lekarza dentysty” (art. 4) oraz Ustawie „o zawodach pielęgniarki i położnej” (art. 18). Pełnomocnik powódki, odnosząc się do związku przyczynowego miedzy postepowaniem lekarzy lub innego personelu medycznego a powstałą szkodą, wskazał, że nie musi być on ustalony w sposób pewny, wystarczy, by zostało stwierdzone prawdopodobieństwo wysokiego stopnia.

W godzinach popołudniowych (na pewno po godzinie 18 00) chorej wykonano „wlew przeczyszczający” tj. lewatywę doodbytniczo standardowym, przygotowanym fabrycznie preparatem (enema). Zabieg wykonywała pielęgniarka K. W.. Odbył się on w ogólnodostępnej łazience dla pacjentów. Po wprowadzeniu preparatu do odbytu pacjentki, pielęgniarka poleciła jej, by starała się utrzymać go przez kilkanaście minut a dopiero w przypadku silnego parcia oddać stolec. W trakcie samego zabiegu powódka czuła się dobrze, nie zgłaszała żadnych dolegliwości, nie odczuwała bólu. Po wykonaniu zabiegu pielęgniarka oddaliła się z łazienki, idąc do innych zajęć. Po kilkunastu minutach powódka poczuła się źle. Usiadła na sedes. Nie wypróżniła się, natomiast poczuła, że wychodzą jej na zewnątrz jelita. Poprosiła osobę, która wówczas weszła do łazienki o zawiadomienie pielęgniarek. Z. T. straciła w tym czasie świadomość Zaalarmowana przez innego pacjenta K. W., wraz z dwiema innymi pielęgniarkami, przeniosła powódkę na łóżko (nie zostało to jednak odnotowane w dokumentacji medycznej). Nie dostrzegła wówczas u niej śladów krwawienia. Nie wykonywano w tym czasie wobec pacjentki żadnych czynności medycznych . Pielęgniarka nie dowiadywała się, czy nastąpiło wypróżnienie (co było warunkiem niezbędnym do przystąpienia do operacji).

Około godziny 21 00 powódka zgłosiła pielęgniarce złe samopoczucie, w tym drętwienie rąk i twarzy. Pielęgniarka przekazała te informacje lekarzowi. W karcie obserwacji odnotowano m. in. pobolewanie i drętwienie dłoni, twarzy, sztywność rąk. W badaniu per rectum stwierdzono obrzęk w okolicy żylaków odbytu i wypływającą treść czystą z wykonanej lewatywy. Pod wpisem widnieje pieczątka i podpis Z-cy Ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyń lek. med. P. H.. Po badaniu podano pacjentce relanium i wapń. W dokumentacji nie odnotowano żadnych badań w celu ustalenia przyczyn obrzęku okolic odbytu.

Pierwsza wątpliwość dotyczy kwestii pozycji w jakiej zaaplikowano jej lewatywę. Pielęgniarka K. W. zeznała, że zabieg dokonywany był w pozycji leżącej (bocznej) na kozetce, gdyż tak się je rutynowo wykonuje. Powódka podała, że było to w pozycji stojącej, z wypiętymi pośladkami, gdyż nie była w stanie samodzielnie wejść na wysoką kozetkę. Wersja powódki wydaje się bardziej prawdopodobna, gdyż dla niej było to nowe, indywidualne doświadczenie a zatem pozostające w pamięci. Pielęgniarka odwoływała się raczej do swojego doświadczenia zawodowego, poza tym mogła się obawiać, że ewentualne odstąpienie od rutynowego wykonywania zabiegu mogłoby zostać poczytane jako jej błąd. Niezależnie od powyższych różnic należy wskazać, że nie miały one żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, gdyż jak stwierdził biegły M. obie pozycje podawania lewatywy są dopuszczalne i prawidłowe i nie ma między nimi istotnej różnicy. Kolejna wątpliwość dotyczy tego fragmentu zeznań powódki w którym podała ona, że zemdlała w kilka – kilkanaście minut po zaaplikowaniu jej lewatywy a świadomość odzyskała dopiero w wiele dni po przeprowadzeniu serii operacji. Co do samego omdlenia w łazience, to należy stwierdzić, że rzeczywiście mogło dojść do omdlenia. Nie bez powodu przecież pacjentka została wyniesiona z niej przez trzy pielęgniarki. Gdyby była w pełni sił, jak przed zabiegiem, na który przecież udała się samodzielnie i w pełni świadoma, to nie byłoby konieczne przenoszenie jej na łóżko, w dodatku przez trzy osoby (wystarczyłaby asysta jednej). Nie wydaje się jednak możliwe, by powódka nie odzyskała świadomości w późniejszym czasie. Z dokumentacji medycznej wynika, że to właśnie Z. T. zgłaszała drętwienie twarzy i rąk. Gdyby nie było takiego zgłoszenia, nie byłoby również wizyty lekarskiej, która wszakże miała miejsce jeszcze tego samego dnia wieczorem. Ani badający ją wówczas lekarz P. H., ani badający następnego dnia przed południem lekarz S. J. nie stwierdzili, by pacjentka była nieprzytomna. Podpisała zresztą w dniu 6 kwietnia 2009 r. zgodę na ingerencję lekarską (aczkolwiek w sposób odbiegający od innych składanych wówczas podpisów) i rozmawiała telefonicznie ze swoja córką. Nie sposób zatem dać wiarę temu, że w tym czasie była nieprzytomna. Nie można jednak tracić z pola widzenia, że właśnie od 6 kwietnia 2009 r. powódka przez wiele dni, z powodu operacji, była nieprzytomna a następnie pozostawała pod silnym działaniem farmakologicznym leków przeciwbólowych i uspokajających, które także wpływają na procesy zapamiętywania. W tej sytuacji nie może dziwić, że powódka nie zapamiętała poszczególnych fragmentów zdarzeń, nawet jeśli wówczas była świadoma tego co się dzieje. Nie wpływa to jednak w żaden sposób na ocenę szczerości jej wypowiedzi.

Istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy miały zeznania świadka K. W., pielęgniarki Oddziału Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...)w T., która dokonała zabiegu lewatywy. Składając zeznania przed sądem świadek niewiele pamiętała z ówczesnego zdarzenia, bądź pamiętała jedynie jego fragmenty. Stwierdziła jedynie, że wykonywała lewatywę „standardowo”. Jak już wyżej wspomniano sąd dał wiarę w tym fragmencie powódce, aczkolwiek nie miało to żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. Świadek z kolei nie potrafiła przypomnieć sobie sytuacji, w której powódka wymagałaby pomocy po udzieleniu jej lewatywy, by była wzywana dzwonkiem, ani by ktoś z personelu pomagał opuścić jej łazienkę. Należy mieć jednak na uwadze, że sytuacja miała miejsce ponad cztery lata przed złożeniem zeznań, zaś dla świadka wykonywanie lewatywy jest czynnością rutynową i codzienną. Można mieć zatem wątpliwości co do możliwości dokładnego jej zapamiętania. Dlatego też za wiarygodną uznał sąd wersję przedstawioną przez tego świadka w trakcie przesłuchania przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w P. (k. 129 - 130 akt RO - 0046/2009 Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej (...) OIL w T.), kiedy to świadek zeznała „pogorszenie wystąpiło ok. 20 – 30 minut po lewatywie” i „na to wezwanie poszłam z dwoma innymi pielęgniarkami. Nie oglądałyśmy pacjentki, tylko przeniosłyśmy ją na salę, na łóżko”. Zeznanie to zostało złożone ok. rok po zdarzeniu, zatem świadek mogła zapamiętać i zrelacjonować je w sposób bardziej dokładny. Podane szczegóły świadczą zresztą o tym. W pozostałym zakresie sąd dał wiarę zeznaniom świadka złożonym przed sądem. Dotyczą one zresztą czynności powtarzalnych, rutynowych (także sposobu pouczenia pacjenta) i znajdują odzwierciedlenie w dokumentacji medycznej.

Niewielkie znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy miały też zeznania świadków G. J., E. D. i D. W.. Były one wówczas pielęgniarkami na Oddziale Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...) w T.. Żadna z nich nie była wówczas obecna w pracy, albo nie pamięta okoliczności pobytu powódki przed pierwszym zabiegiem operacyjnym. Wypowiadały się jedynie co do rutynowego sposobu wykonywania lewatywy. Należy jednak zaznaczyć, że G. J. i E. D. wspomniały (k. 405v.) o sposobie alternatywnym – podaniu płynu doustnie. Także świadek K. W. (k. 129 akt RO - 0046/2009 Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej (...) OIL w T.) wspomniała o tym, że Oddział dysponuje środkami przeczyszczającymi doustnymi – Fortrans). Sad nie znalazł podstaw do kwestionowania wiarygodności wyżej wskazanych świadków, Nie było to również podnoszone przez żadna ze stron.

Podobnie sąd ocenił opinię biegłego P. M.. Dotyczyła ona przede wszystkim sposobu i prawidłowości przeprowadzenia zabiegu lewatywy. Biegły nie dopatrzył się uchybień w tym zakresie w postępowaniu zespołu medycznego (...) Szpitala (...) w T.. Także i ten biegły w opinii pominął fakt przeniesienia chorej na salę z łazienki przez pielęgniarki, aczkolwiek dostrzegł, że pacjentka zgłosiła złe samopoczucie 10 – 15 minut od lewatywy i „przy pomocy personelu pielęgniarskiego znalazła się na sali chorych”. Nie dostrzegł jednak żadnego związku między tą informacją a stwierdzonym nieco później obrzękiem odbytu. W swojej opinii zawarł m. in stwierdzenie „całość działań personelu lekarskiego i pielęgniarskiego (…) była w sposób staranny i co najważniejsze, na bieżąco dokumentowana w ramach prowadzonej dokumentacji medycznej”. Zdaniem sądu nie do końca odpowiada to rzeczywistemu stanowi rzeczy. Nigdzie nie odnotowano bowiem faktu, że pacjentka została przeniesiona z łazienki do sali chorych prze trzy pielęgniarki. Nie chodziło tu zatem o zwykłą pomoc przy przejściu, gdyż do tego potrzebny byłby udział jednej, może dwóch osób. Udział natomiast trzech osób w „znalezieniu się na sali chorych” wskazuje jednak na to, że pacjentka nie była w stanie w ogóle poruszać się o własnych siłach. Sąd nie ma wątpliwości co do zasadności twierdzeń biegłego odnośnie do samego przebiegu zabiegu lewatywy i jego zgodności z procedurami obowiązującymi w Szpitalu. Ma natomiast wątpliwości co do stwierdzenia, że przyjmowanie doustne płynów (jako alternatywa dla lewatywy) jest niewskazane dla osób starszych, gdyż jest bardziej obciążające i wymaga wypicia kilku litrów płynu. Zdaniem biegłego Ź. jest to metoda o wiele mniej obciążająca pacjenta i wymaga wypicia 2 szklanek preparatu, który „przeczyści chorego łagodnie” (k. 523v akt – zapis rejestracji dźwięku z rozprawy w dniu 14 października 2015 r.).

W niniejszej sprawie można także mówić o winie własnej zakładu leczniczego (tzw. organizacyjnej). Szpital odpowiada bowiem m. in. za to, by zatrudniać odpowiednią liczbę personelu w stosunku do przebywających na oddziałach pacjentów, tak, by zapewnić im należytą i staranną opiekę. Należy pamiętać bowiem, że pacjenci znajdują się w zakładzie opieki zdrowotnej gdzie mogą oczekiwać na wzmożoną, np. w stosunku do warunków domowych, opiekę zdrowotną, która zapewni im polepszenie a nie pogorszenie ich stanu zdrowia, z tego tylko powodu, że poszczególne pielęgniarki mają pod opieką zbyt dużą liczbę pacjentów. Powszechnie znane są problemy polskiej służby zdrowia, nie usprawiedliwia to jednak kierownictw poszczególnych szpitali, w których zatrudnia się zbyt małą liczbę pracowników w stosunku do liczby przyjmowanych pacjentów, czy też wadliwie organizuje się ich dyżury.

Także pielęgniarka, która wykonywała lewatywę nie zapytała pacjentki czy miała wcześniej wykonywaną lewatywę, czy nie wykonała jej np. samodzielnie w domu, czy wcześniej coś jadła, ewentualnie kiedy ostatni raz coś jadła i kiedy się ostatnio wypróżniała. Nikt też nie rozważył możliwości zastosowania innego, mniej inwazyjnego sposobu przeczyszczenia jelit, o którym wspomniał biegły Ź. tj. poprzez podanie odpowiedniego płynu do wypicia, mimo, że jak wynika z ustaleń sądu stosowne preparaty znajdowały się na Oddziałe . Po dokonaniu wlewu pielęgniarka pozostawiła pacjentkę samą, bez opieki, w toalecie. Jak zostało to ustalone w toku postępowania nie ma szpitalu praktyki, by pielęgniarka czuwała przy pacjencie po wykonaniu lewatywy (jak stwierdził biegły, nie jest to możliwe w realiach polskich szpitali, gdy pielęgniarka ma pod opieką kilkudziesięciu pacjentów). Nie wzięła jednak pod uwagę pielęgniarka K. W., że ma do czynienia z pacjentką 73 – letnią, która została przyjęta na oddział bez żadnych badań specjalistycznych .Co więcej udzieliła jej niewłaściwej wskazówki, że ma oddać stolec dopiero wówczas, gdy będzie odczuwać silne parcie. Powstrzymywanie wypróżnienia prowadzi bowiem do zwiększenia ciśnienia w odbytnicy , co w tym przypadku zdaniem biegłego najprawdopodobniej spowodowało jej pękniecie.

Należy także zauważyć, że już po opuszczeniu łazienki nie zaopiekowano się powódką we właściwy sposób. Sama powódka twierdziła, że wówczas zemdlała i dalej już nic nie pamięta z tego i następnego dnia. Całkowita utrata świadomości wydaje się wątpliwa, ze względu na fakt, że jeszcze tego samego dnia zgłosiła pielęgniarce dolegliwości a następnego podpisała zgodę na operację i rozmawiała ze swoją córką, ale niewątpliwie zasłabnięcie musiało mieć miejsce. Po pierwsze powódka nie mogła samodzielnie opuścić łazienki. Jej złe samopoczucie zgłosił pielęgniarkom inny pacjent. Na koniec wreszcie, jak przyznała sama K. W., w postępowaniu przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, pacjentka została przeniesiona przez nią i dwie inne pielęgniarki z łazienki do sali chorych. Musiało się zatem w łazience wydarzyć omdlenie , skoro osoba sprawna i na tyle dobrze się czująca, że pielęgniarka nie zawahała się pozostawić jej samej po wykonanym zabiegu, po kilkunastu minutach nie była w stanie o własnych siłach opuścić pomieszczenia. Nikt nie zainteresował się tym nagłym zasłabnięciem pacjentki, ani nie zawiadomił lekarza. Jak zeznała K. W., lewatywa była wykonywana krótko po rozpoczęciu przez nią dyżuru (godz. 18 00). Tymczasem lekarz został zawiadomiony o złym samopoczuciu pacjentki o godzinie 21 00, gdy zaczęła się uskarżać na drętwienie rąk, sztywność rąk i drętwienie twarzy.

Sąd dał wiarę temu, że kolejne operacje, którym była poddana powódka należały do bardzo ciężkich i wymagających wiedzy, umiejętności i doświadczenia zawodowego. Nie ma także sporu co do tego, że należały do operacji ratujących życie. Do sytuacji takiej nie doszłoby jednak , gdyby pacjentka została należycie poinstruowana przez lekarza albo pielęgniarkę przed lewatywą , gdyby znajdowała się pod właściwą opieka medyczną niezwłocznie po zasłabnięciu , gdyby została niezwłocznie zdiagnozowana i udzielono by jej, również bez zwłoki, należytej pomocy lekarskiej. Przecież zakażenie nie powstało automatycznie, tylko z powodu samego pęknięcia odbytnicy.

Jak już wcześniej wspomniano, nie ma konieczności wskazywania w niniejszej sprawie konkretnej osoby, której można by przypisać winę w rozumieniu art. 415 kc. Można by w tym przypadku mówić np. o winie lekarza przyjmującego, który sam nie wykonał, ani nie zlecił wykonania żadnych badań, mimo informacji o krwawiących żylakach. Jak stwierdził biegły Ź., nie skierowałby do szpitala ponad 70 – letniej pacjentki z żylakami odbytu bez badania endoskopowego (ze względu na wiek), chyba że zachodziłaby „nagłość”. Jest to zarzut oczywiście wobec lekarza kierującego, ale w takim samym stopniu odnosi się do lekarza przyjmującego, który nie zainteresował się tym w jakim stanie znajdują się żylaki , z powodu których pacjentka znalazła się w szpitalu a przyjmując pacjentkę nie posiadał żadnych wyników badań. Wysoce prawdopodobne jest , że winę ponosi pielęgniarka K. W., która udzieliła powódce pouczenia( o wstrzymywaniu wypróżnienia i czekaniu na silne parcie), którego wykonanie doprowadziło, najprawdopodobniej , do pęknięcia odbytnicy, pozostawiając przy tym pacjentkę w podeszłym wieku samą w łazience. Jak wynika z zeznań biegłego R. Z. w zbiorniku odbytnicy dochodzi po lewatywie do wzmożonego ciśnienia . U ludzi starszych zwieracz odbytu jest słabszy. Wobec tego oddanie stolca ,po lewatywie , u ludzi starszych jest szybsze. ( k523- 523v transkrypcja) Doświadczona pielęgniarka powinna o tym wiedzieć i nie powinna udzielać 73 letniej pacjentce informacji aby wstrzymywała oddanie stolca. Pielęgniarka ta nie wyciągnęła też żadnych wniosków z faktu, że musiała wraz z koleżankami wynieść pacjentkę z łazienki i zanieść ją na salę chorych. Nie dociekała przyczyn jej stanu, nie odnotowała tego w dokumentacji i prawdopodobnie nie wspomniała o tym dyżurującemu lekarzowi. Nie można jednak wykluczyć również winy tego ostatniego. Nawet jeśli nie wiedział o zdarzeniu w łazience, to powinien zainteresować się przyczynami powstania obrzęku w okolicy odbytu, zwłaszcza po przeprowadzeniu lewatywy (o czym świadczyła wypływająca treść), w kontekście tego, że pacjentka miała być poddana zabiegowi usunięcia żylaków odbytu. Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o ewentualnej winie organizacyjnej samego szpitala. Pielęgniarka K. W. w swoich zeznaniach podała, że pozostawiła powódkę w łazience, gdyż musiała iść wykonywać inne czynności a poza tym nie ma potrzeby pozostawania z pacjentem po tak rutynowym zabiegu, jak lewatywa. Poniekąd przyznał jej rację biegły Ź., twierdząc, że w realiach polskich szpitali, gdy 3 pielęgniarki mają pod opieką 40 – 60 pacjentów, zapewnienie dokładnej opieki każdemu z nich nie jest możliwe. Zapewne stąd mogą brać się niedokładności, błędy, czy też, tak jak np. w niniejszej sprawie, brak właściwej komunikacji między członkami zespołu medycznego. W tym przypadku chodzi o winę organizacyjną szpitala. Nie może bowiem obciążać pacjenta, niezależnie od sytuacji finansowej szpitala, jego poziomu (a w tym przypadku mowa jest jednak o szpitalu specjalistycznym), ilości zatrudnionych w nim osób i ustalonego systemu dyżurów, ryzyko braku właściwej opieki medycznej i pielęgniarskiej. Jeżeli podmiot opieki zdrowotnej podejmuje się wobec określonego pacjenta przeprowadzenia konkretnej operacji, to winien mu zapewnić takie warunki pobytu, leczenia i opieki, by nie narażać jego zdrowia na szwank. Innymi słowy, jeśli pielęgniarski z powodu zbyt małej ich liczby nie są w stanie sprostać wymogom sprawowania należytej opieki nad pacjentami, to jest to wina o charakterze organizacyjnym leżąca po stronie podmiotu wykonującego świadczenia lecznicze. W tym zakresie Sąd Okręgowy nie może zgodzić się z tezą przyjęta we wspomnianej opinii, jakoby brak należytej opieki pielęgniarskiej był w tym przypadku usprawiedliwiony „Wszelkiego rodzaju zaniedbania organizacyjne, techniczne i inne, niewchodzące ściśle w zakres sztuki lekarskiej (np. dotyczące niezapewnienia pacjentowi bezpieczeństwa pobytu w zakładzie leczniczym, zwłoki w udzieleniu zabiegu, pozostawienia ciała obcego w polu operacyjnym, podjęcia się zabiegu, do którego lekarz nie był kwalifikowany, dokonania zabiegu bez zgody pacjenta albo gdy zgoda była wadliwa, niepoinformowania pacjenta o diagnozie, konieczności odpowiednich badań, o ryzyku i skutkach zabiegu, o stosowaniu zapisanych leków czy postępowaniu po zabiegu, odmowy przyjęcia chorego w ciężkim stanie do szpitala), sąd może ocenić samodzielnie, bez potrzeby powoływania biegłych albo nawet wbrew opinii biegłych, które mogą nie być wiarygodne” (Glosa do wyroku SN z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09 [w:] M. Nesterowicz, Prawo medyczne. Komentarze i glosy do orzeczeń sądowych, WK 2017).

Wybrał: Mariusz Mielcarek 

Zobacz także: Pielęgniarka polubiła posty krytyczne wobec szpitala, w którym pracowała. Została dyscyplinarnie zwolniona. Co na to sąd?


Zobacz także aktualności według działów:

Pielęgniarkom źle wypłacają 1100

Pielęgniarki straciły na porozumieniu 1100

Porozumienie pań w czepkach z ministrem 2018

Dodatek wyrównawczy dla pielęgniarek


Komentarze użytkowników

#1  2018.12.05 12:05:14 ~Ja

Tia. Po lewatywie niedowlad nog i zlamanie kregow? Babsko chce wyludzic pieniadze i koniec

#2  2018.12.05 13:53:49 ~Ona

Dziwny biegly skoro twierdzi ze fortrans to 2 szklanki wody. W ulotce enemy jest napisane odczekac 3 do 5 min. Nie uwierze ze ponad 70 letnia kobieta tak zaciskala odbyt ze az pekla z cisnienia odbytnica to jakies dziwne i jeszcze twierdzi ze zakazenienie moglo sie zrobic po peknieciu odbytu co za biegly

#3  2018.12.06 10:20:16 ~Go

Dobre jest też stwierdzenie,że "ktoś" nie rozważył (czy bezosobowo"nie rozważono") innych sposobów oczyszczenia przew.pokarmowego.Po drugie-kobieta w takim wieku może omdleć ze 100 innych powodów (może odwodnienie,moze hipoglikemia,sytuacja stesowa itp), a to,że "ktoś" nie zlecił badań przy przyjęciu do szpitala, to na pewno,jak zwykle wina pielęgniarek dyzurnych i w ogóle- wszystkich na kuli ziemskiej!

#4  2018.12.06 19:38:35 ~Nikt

Jak rozumiem to enema narobiła tyle powikłań.czytając miałam wrażenie że to są żarty.no biedne te pielęgniarki.albo nic nie robią machają nogami a jak już coś zrobią to narozrabiaja.dobrze że mogą robić za chłopców do bicia.masakra

Dodaj komentarz