Pielęgniarski vlog (2) - Prędzej wybudują dwie wieże w Warszawie...

Pielęgniarski vlog - Niespójne z rzeczywistością


Drugi odcinek pielęgniarskiego vloga
"Niespójne z rzeczywistością"

Prędzej wybudują dwie wieże w Warszawie...

 

Zobacz także pierwszy odcinek pielęgniarskiego vloga


Interpelacja do ministra zdrowia w sprawie wdrożenia minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Międzychodzie oraz w innych szpitalach powiatowych

Szanowny Panie Ministrze,

z początkiem 2019 roku weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych. Według niego minimalny wskaźnik zatrudnienia w oddziałach o profilu zachowawczym powinien wynosić 0,6 etatu na łóżko, a w oddziałach o profilu zabiegowym 0,7. W pediatrii normy zatrudnienia pielęgniarek będą jeszcze wyższe (0,8 dla oddziałów zachowawczych i 0,9 dla zabiegowych). Po przeliczeniu minimalnych norm według wytycznych z rozporządzenia względem łóżek zgłoszonych przez Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Międzychodzie do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, aby spełnić wymagania zawarte w ww. rozporządzeniu MZ, bez redukcji łóżek na dzień 01.01.2019 r. brakuje 25,38 etatów pielęgniarskich oraz 14,28 etatów położniczych. Ażeby zachować obecny stan zatrudnienia, należy zredukować 61 łóżek w szpitalu, z różnym podziałem w oddziałach. Dyrektorzy szpitali zwracają uwagę, że ze spełnieniem nowych wymagań mogą być problemy ze względu na braki personelu, a sytuacja ta może doprowadzić do redukcji łóżek, a nawet zamknięcia oddziałów z powodu deficytu personelu pielęgniarskiego i niespełniania nowych norm.

W związku z powyższym uprzejmie proszę Pana Ministra o odpowiedź na pytania:

1. Czy i jakie będą skutki niedostosowania się do norm zatrudnienia pielęgniarek w przypadku braku pielęgniarek?

2. Czy będzie rozważane wliczenie do norm pielęgniarskich ratowników pracujących w oddziałach?

3. Czy będzie przewidziane finansowanie na opiekunki medyczne lub jakiekolwiek ujęcie w normach?

4. Czy w związku z wejściem norm będzie zwiększone finansowanie na ewentualne zwiększenie zatrudnienia?


Z wyrazami szacunku
Zbigniew Ajchler
Poseł na Sejm RP

Międzychód, 16.01.2019 r.


"Trzęsą mi się ręce, kręci się w głowie. Czasem boję się, że zemdleję..."
Pielęgniarki piszą o samopoczuciu po nocnych dyżurach.

 

Zobacz komentowany post na Facebooku

  • Coraz gorzej. Nie mogę wejść do busa. Zdarza się, że nie kojarzę, gdzie mam wysiąść. Dzień stracony. Wszystko mnie wnerwia. W oczach kilo piachu. Bolą barki i ramiona, nogi ciężkie... Mam pisać dalej?
     
  • Jak trup. Jak zombi. Ledwo pełznę. Spuchnięte nogi. Bolący kręgosłup. Piekące oczy. Czasem szum w uszach. Padam spać. Nie mogę zasnąć od razu, bo ból nóg dokucza za bardzo. Potem wybudzam się często. Nocne kawy się właśnie odzywają. Wstaję rozbita, wszystko leci z rąk. Nie celuję sobą w otwory drzwiowe i zaliczam framugi. Dzień stracony. Teraz jest i tak lepiej bo pracuję w fajnym miejscu, na małym, kameralnym oddziale, gdzie w wolnej chwili mogę wygodnie odpocząć. W poprzednim miejscu było dramatycznie. Wracając do domu muszę pokonać kładkę nad jezdnią. Wymagało to wtedy nielada motywacji. Czasem zastanawiałam się, czy dam radę, czy może lepiej zostać na przystanku i przekimać jak menel. Teraz często jeżdżę do pracy rowerem. Kiedy wracam po nocy włączam autopilota?? Wybieram bezpieczną trasę. W żadnym wypadku nie ulicą. Nie ten refleks, zero koncentracji. Zastanawiam się, jak dają radę koleżanki dojeżdżające samochodami kilkadziesiąt kilometrów. To powinno być zabronione.
     
  • Fatalnie. Zazwyczaj kładę się na 3 godz., ale wstaję zupełnie rozbita. Boli mnie głowa, jestem zmęczona, rozdrażniona. W nocy nie mogę spać i cieszę się, jak mam 2 dni wolnego, bo dopiero drugiego dnia dochodzę do jakiejkolwiek równowagi, ale to wiedzą tylko te osoby, które pracują na nocce. Dlatego powinna być emerytura po 35 latach pracy i szkodliwe.
     
  • Trzęsą mi się ręce, kręci się w głowie. Czasem boję się, że zemdleję. Brzuch mam ogromny. Wzdęcia dają o sobie znać. Cała plejada bąków próbuje wydostać sie na zewnątrz... W ustach - przysłowiowy trep. Jakbym pół nocy piła. No piłam... wodę. Ale widocznie za mało...
     
  • Ogólnie okropnie... bóle głowy, światłowstręt, przeszkadzają głośne dźwięki, trudności w skupieniu uwagi, trudności z zaśnięciem, a jak pośpię kilka godzin, to czuję się jeszcze gorzej... kac z grypą razem wzięte...
     
  • Dzień po nocnym dyżurze spędzam w domu, nie jestem w stanie czegokolwiek załatwić, nawet zakupów. Śpię krótko i nieefektywnie, wieczorem trudno zasnąć, często wspomagam się środkami nasennymi. Dokucza uczucie zimna, ból głowy i stawów, obniżony nastrój, ogólne rozbicie, więc zazwyczaj pod kocem na kanapie.
     
  • 09.11.18 wracałam po 24 h dyżurze. Wypadłam z drogi. Nie wiem jak to się stało i kiedy, jak sen. Na szczęście nic mi się nie stało, tylko auto do kasacji. Osoby, które były świadkami wypadku nie wierzyły, że wychodzę żywą z zupełnie zmiażdżonego samochodu... taka sytuacja.
     
  • Po kilku nockach trudno się prawidłowo wysłowić, skupić myśli. Do tego dochodzi ból głowy. Po kilku miesiącach z większą ilością nocek czuję, że jestem zdenerwowana, rozdrażniona i zniechęcona do zycia. To nie jest naturalny tryb.
     
  • To zależy, jaki był dyżur. Przeważnie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Cóż, jestem idealistą. Praca jest też moim hobby. Im bardziej zmęczony jestem, im cięższy był dyżur, tym szczęśliwszy się czuję. Może to jakiś rodzaj masochizmu?
     
  • Ja pracuję w systemie 7 nocek, potem 8 dni wolnego. Mam rodzine, więc mam po wyspaniu wiele obowiązków innych. Pracuję od 20.30 do 6.15. Spać kładę się o 7.10, po tym, jak wysyłam synka do szkoły. Wstaję, jak mam szczescie o 13.00 albo wcześniej. Myję się, potem kawa. Potrzebuję godzinki na dojście do siebie, a następnie funkcjonuję. I tak 7 nocy, a kiedy schodzę z 7 nocki muszę położyć się o 21.00 i jak mam szczęście, to usnę jak nie, to leżę i liczę baranki. Jak długo pociągnę... nie wiem. Zdrowie pogorszyło się. Oczy, układ kostny, jestem rozdrażniona, mam zaburzony rytm biologiczny. W urlopie wstaję bez zegarka o 6.00 i nie mogę np. usnąć. No cóż, nocki raz ciężkie, raz lżejsze, ale trzeba do przodu. Pozdrawiam koleżanki na dyżurze.
     
  • Dziś wyjątkowo fatalnie. Dzisiaj, kiedy operowaliśmy, trwała również operacja prezydenta Gdańska. Kumulacja emocji, skupienia i wszystkiego, co możliwe. Nie wiem, czy zmęczenie byłoby równie silne, gdyby nie masakra w Trójmieście. Trudno ocenić, ale okropne samopoczucie...
     
  • Fatalnie. Praktycznie zawsze występuje ból głowy, niemożność skoncentrowania się na czymkolwiek (zresztą podczas dyżuru nocnego koncentracja jest na bardzo niskim poziomie...), brak sił. Pierwszy dzień po nocce jest wyjęty z życiorysu. Jako skutek "długofalowy" - zaburzenia snu, spowodowane pracą zmianową. Nocek staram się brać jak najmniej. Nie warto tracić zdrowia.
     
  • W ubiegłym roku moja żona, położna wracając po nocnym dyżurze w dżdżysty poranek została ukarana przez "sumiennego" policjanta, który czatował na osoby przechodzące przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Miejsce wybrał sobie przy szpitalu na drodze o bardzo małym ruchu, dojazdowej do parkingu gdzie małżonka zostawiła przed dyżurem swoje auto. Po dyżurze nie miała siły "boksować się" z funkcjonariuszem, który robił sobie statystykę. Ja nie przyjąłbym mandatu, ale małżonka nie miała na to siły.
     
  • Jak wracam do domu, to mam wrażenie, że nie ja prowadzę samochód, tylko mam włączony autopilot. Już 30 lat na nocki pracuję i coraz gorzej je znoszę. A dzień po nocce, to jak koleżanki opisywały... Pozdrawiam wszystkich pracujących na dyżurze nocnym.
     
  • Różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Zależy też od dyżuru. Ale generalnie do niczego tego dnia się nie nadaję. Człowiek jest rozbity, nie można się pozbierać, wegetacja. A z roku na rok coraz gorzej.

Zobacz komentowany post na Facebooku

Dołącz do nas na fanpage'u Ogólnopolskiego Portalu Pielęgniarek i Położnych i także bądź info!


Personel pielęgniarski - Sąd: nieprawdziwym okazał się zarzut „wprowadzenia napiętej atmosfery wśród personelu” pielęgniarskiego wobec oddziałowej.

W uzasadnieniu (fragment) Sądu Okręgowego czytamy:

Część trzecia: Pielęgniarka: za moją decyzją stoi "zła atmosfera na oddziale, w której czuje się zaszczuta i pozbawiona autorytetu".

(...)

Tak więc w zakresie zarzutu „podważania i negowania decyzji i poleceń” - z oświadczenia pracodawcy nie wiadomo było o jakie decyzje w ogóle chodzi i sam pozwany wyjaśniał to dopiero w odpowiedzi na pozew, wskazując znowu ogólnie, że powódki „ignorowały polecenia oddziałowej B. G. (1)”. Jednak jak wykazało postępowanie dowodowe powódki, mimo, że nie zgadzały się z niektórymi decyzjami oddziałowej i ordynatora- tymi dotyczącymi rotacji to jednak je wykonywały. Poddały się powódki nowym obowiązkom wynikającym z konieczności pracy na różnych odcinkach oddziału i wykonywały wszystkie polecenia przełożonych. Charakterystyczne jest przy tym, że w samej odpowiedzi na pozew w zasadzie nie wskazuje się istoty konfliktu, który rozgorzał na tle rotacji personelu, powoływano jedynie jakieś zdarzenie związane z zatrudnieniem nowych położnych, o którym świadkowie w tym postępowaniu w ogóle nie zeznawali. Pozwany do kwestii sporu o rotacje w ogóle nie nawiązywał a jak wynika z zeznań świadków w szczególności także śwd. G. i śwd. T. to rotacje personelu jako jedyne działania nowego kierownictwa oddziału spotkały się z ostrą krytyką personelu. Sąd I instancji podkreślił, że nie było sytuacji aby powódki zignorowały- nie wykonały jakiegoś polecenia przełożonej i w takim zakresie zarzuty pozwanego Sąd Rejonowy uznał za nieprawdziwe.

Zdaniem Sadu I instancji nieprawdziwym okazał się zarzut „wprowadzenia napiętej atmosfery wśród personelu” w takim znaczeniu jak wskazywał to pozwany w odpowiedzi na pozew. Pozwany wyjaśnił ten zarzut odnosząc się do faktów, które w ogóle nie były przytaczane w postepowaniu dowodowym jak „wprowadzenie zmian w przeprowadzanych rozmowach dyscyplinujących i wydawanie poleceń za zamkniętymi drzwiami”. Takim praktykom miały się sprzeciwiać powódki ale przecież żaden ze świadków o nich nawet nie wspomina. Dowodem na wprowadzenie napiętej atmosfery na oddziale miała być kwestia wpływania przez powódki na ordynatora, który na skutek ich podszeptów miał zmieniać decyzje oddziałowej. Pozwany tego nie wykazał a sam zarzut opierał się o insynuacje istnienia intymnych związków pomiędzy poprzednim ordynatorem- dr K. a powódką K.. Wykazano w postępowaniu, że ordynator- dr K. dążył do zmiany oddziałowej ale na jej stanowisku widział zupełnie inną osobę niż K. K.. Zainteresowani zaprzeczyli także istnieniu jakichkolwiek związków pozazawodowych a fakt, że ten lekarz cieszył się dużą sympatią całego personelu wynika z treści pisma wszystkich położnych z listopada 2015 roku.

W zakresie tego zarzutu pozwany przytaczał zarzut zmanipulowania jednej z położonych, która miała w końcu przez powódki złożyć wypowiedzenie. Faktycznie zaś świadek P. A. zwolniła się z uwagi na postawę oddziałowej- śwd. G., nie mogąc znieść jej nagabywania i zmuszania do prywatnych zwierzeń. Nieprawdziwy okazał się kolejny w tym kontekście zarzut namawiania położonych przez powódki aby położne udawały się na zwolnienia lekarskie w celu destabilizacji pracy oddziału. Zdarzenie takie nie miało miejsca- położne temu zgodnie zaprzeczyły a sama śwd. G. zeznała, że wie o nim jedynie ze słyszenia. Rzeczywiście obie powódki były w jednym czasie niezdolne do pracy a W. S. niezdolna była do pracy na skutek wypadku jakiemu uległa.

Mając na uwadze powyższe Sąd Rejonowy wskazał, że o ile atmosfera pracy na oddziale ginekologiczno-położniczym była rzeczywiście zła oraz, że pomiędzy powódkami a oddziałową istniał pewien konflikt to na pewno nie wynikał on z opisywanych w odpowiedzi na pozew zdarzeń. Wszystkie położne a nie tylko powódki przyjęły sam fakt nominacji śwd. G. na stanowisko zajmowane dotychczas przez ich umierającą koleżankę za nieodpowiednie. Jasne jest, że taka postawa nie zasługuje na uznanie. To nie pracownik a pracodawca odpowiada za organizacje miejsca pracy, nie mniej jednak tę nieufność i dystans położnych do nowej oddziałowej nie wprowadziły powódki- to nie one jak się sugeruje w wypowiedzeniu były wichrzycielkami na oddziale. Następnie dochodzi kwestia rotacji, wobec których położne znowu zgodnie wysuwały konkretne zastrzeżenia. Sama oddziałowa i ówczesny ordynator je odrzucały, położne pisały w tej sprawie pisma do władz szpitala. Pomiędzy nimi a oddziałową powstaje dodatkowe źródło nieufności ale cała ta sprawa kończy się w 2015 roku i personel oddziału wykonuje wszystkie swoje obowiązki. Dalsza współpraca cechuje się wzajemną nieufnością, ostentacyjnym dystansem ale w zakresie profesjonalnych obowiązków przebiega bez zakłóceń.

Ciag dalszy (część piąta) nastąpi dziś o 18.00 - 27 stycznia 2019 roku

Wybrał: Mariusz Mielcarek


Zabrakło 11 pielęgniarek. Szpital zlikwidował 72 łóżka.
Reforma czy rozkład systemu ochrony zdrowia?

Na nic zdały się zamieszczane przez Pabianickie Centrum Medyczne ogłoszenia o wolnych etatach dla pielęgniarek. Ich niewystarczająca liczba sprawiła, że w szpitalu zlikwidowano, bagatela, 72 łóżka! Cięcia zostały przeprowadzone w siedmiu oddziałach, nie wyłączając nawet tych, gdzie leczone są dzieci.

Nie doszłoby do tego, gdyby placówka nie miała problemów kadrowych. Rezultaty, niestety, widać – spółka złożyła w tej sprawie stosowny wniosek do oddziału zdrowia publicznego Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi i uzyskała jego akceptację.

Wyraźnie mniejsza liczba łóżek to efekt wejścia w życie nowego rozporządzenia, dotyczącego norm zatrudnienia pielęgniarek i położonych, które określa, ile musi ich być przy takiej, a nie innej liczbie pacjentów (w przypadku większości oddziałów to 0,6 pielęgniarskiego etatu na jednego chorego).

– Chcąc utrzymać wszystkie łóżka, jakie dotychczas mieliśmy, trzeba by zatrudnić 11 dodatkowych pielęgniarek, a na rynku pracy po prostu ich nie ma. Nie tylko nasz szpital boryka się z tym problemem, w podobnej sytuacji znajdują się placówki w całym kraju – podkreśla Adam Marczak, kierownik działu marketingu i administracji w PCM.

Nie wszystkie oddziały straciły łóżka – do cięć nie doszło np. na urologii oraz na intensywnej terapii. Na drugim biegunie stoją chirurgia i interna – tam były najostrzejsze.

Ile łóżek zlikwidowano w poszczególnych oddziałach?

– chirurgia ogólna i naczyniowa – 17 (były 42, jest 25)
– wewnętrzny I – 10 (było 40, jest 30)
– wewnętrzny II – 10 (było 40, jest 30)
– ginekologia i położnictwo – 9 (było 40, jest 31)
– neurologia – 5 (było 20, jest 15)
– chirurgia urazowo – ortopedyczna – 11 (było 36, jest 25)
– neonatologia z patologią noworodka – 4 (było 20, jest 16)
– dziecięcy – 6 (było 30, jest 24)

Według zapewnień Adama Marczaka, mniejsze oddziały nie oznaczają dla PCM strat finansowych, gdyż kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia były podpisywane na świadczenia medyczne, a nie na liczbę łóżek.

Jakie konsekwencje poniosą pacjenci?

– Żadnych. Wykorzystanie łóżek w naszym szpitalu nie było na maksymalnym poziomie, dlatego nie ma zagrożenia, że pacjent nie zostanie przyjęty z powodu braku miejsca i że będzie musiał czekać na hospitalizację tygodniami. Nasze usługi medyczne, zarówno jeśli chodzi o ich ilość, jak i jakość, pozostają na niezmienionym poziomie – zapewnia Adam Marczak.

Patrycja Socha/epainfo.pl

źródło: epainfo.pl

Czytaj: Ostre cięcia w szpitalu. Brakuje pielęgniarek. Czy zabraknie też łóżek dla pacjentów?


Komentarze użytkowników

#1  2019.02.01 10:41:10 ~pielfacet

Bardzo dobrze, że Pan uświadamia nam kto "będzie mógł" skorzystać z tych urlopów szkoleniowych! Czyli w praktyce, to najczęściej skorzystać będą mogły pielęgniarki pracujące w uczelniach wyższych, bo to ta grupa prowadzi badania naukowe, jeździ na konferencje najczęściej, bo jest to wpisane w pracę naukowo-badawczą. Pielęgniarki pracujące tzw."przy łóżku chorego" nadal będą mogły w wolnym swoim czasie i najczęściej za własne pieniądze robić kursy, specjalizację. Czyli.niewiele się zmienia dla nas na dobre. Może by w ogóle zmienić zasadność specjalizacji i robić je w formie tzw. rezydentury, jak lekarze. Albo . nie róbmy specjalizacji żadnych, bo skoro to ma polegać najczęściej na wydawaniu pieniędzy zarobionych BARDZO CIĘŻKĄ pracą i we własnym wolnym czasie, to może lepiej wydać te pieniądze na: teatr, kino z dziećmi, czy wakacje. Ostatecznie ceną za ukończoną specjalizację jest 100 czasem 200zł miesięcznie więcej. Lekarz ze specjalizacją na pewno by nie przyjął czegoś takiego. Nasza grupa zawodowa niestety "rzuci się na te ochłapy", po to by zdać sobie sprawę, że nie jemy czekolady, tylko wyrób czeko.podobny.

#2  2019.02.02 00:55:39 ~kasia

Wybuduję dom bo kocha cię.

#3  2019.02.02 10:46:09 ~do#1

Z jakiego lub jakich obszarów wiedzy są wskazane przez Ciebie prace badawcze pielęgniarek pracujących na uczelniach, jeżeli nie należą do grupy tzw. "przy łóżku chorego"?

Dodaj komentarz