Pielęgniarka: Same zasypujemy dziury kadrowe własnym zdrowiem, własnym czasem i własnym życiem.
W artykule pt. Pielęgniarki – likwidacja 2 grupy z siatki płac wisi w powietrzu opublikowaliśmy fragmenty wypowiedzi pani prezes dotyczące sporów sądowych pielęgniarek. W komentarzu pod artykułem jedna z pielęgniarek poruszyła kwestię ilości godzin, jakie przepracowują często pielęgniarki w Polsce. Poniżej przytaczamy jej wypowiedź.
Nie potrzeba raportów ani statystyk, żeby wiedzieć, jak wygląda rzeczywistość w polskim pielęgniarstwie. Każda z nas widzi to codziennie w pracy. Pielęgniarki pracują po 300, 360 godzin miesięcznie. Są też takie przypadki, gdzie liczba godzin przekracza 400 w miesiącu. Przy etacie wynoszącym około 160 godzin oznacza to jedno. Ten zawód coraz częściej wykonują ludzie funkcjonujący na granicy fizycznej i psychicznej wydolności.
Organizm człowieka nie jest do tego stworzony. Nie da się pracować po kilkaset godzin miesięcznie i zachować pełnej koncentracji, odporności psychicznej i cierpliwości. Permanentne zmęczenie, brak snu, rozdrażnienie i spadek refleksu to nie jest kwestia charakteru. To jest zwykła biologia. A jednak w systemie ochrony zdrowia przyjęto coś zupełnie absurdalnego. Uznano za normalne, że pielęgniarka może pracować bez końca. Dyżur po dyżurze. Oddział po oddziale. Szpital po szpitalu.
Tyle że w tym zawodzie odpowiada się za zdrowie i życie pacjentów. Człowiek pracujący po kilkaset godzin miesięcznie wcześniej czy później popełni błąd. Nie dlatego, że jest złym specjalistą. Dlatego, że jest skrajnie przemęczony.
Wieloetatowość niszczy przede wszystkim same pielęgniarki. Niszczy zdrowie, relacje rodzinne i życie prywatne. Trudno mówić o normalnym funkcjonowaniu, kiedy życie sprowadza się do krótkiego snu pomiędzy kolejnymi dyżurami. Ale wieloetatowość niszczy też coś jeszcze.
Niszczy atmosferę w zespołach. Osoby żyjące w permanentnym zmęczeniu są rozdrażnione, częściej wchodzą w konflikty, mają mniej cierpliwości do pacjentów i współpracowników. To nie jest złośliwość. To jest zwykłe wyczerpanie organizmu.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji. Wieloetatowość zniszczyła wizerunek finansowy naszego zawodu. W przestrzeni publicznej krążą informacje o zarobkach pielęgniarek, które dla wielu osób wydają się wysokie. Tyle że bardzo często są to pieniądze zarobione na dwóch albo trzech etatach.
Społeczeństwo widzi końcową kwotę. Nie widzi liczby godzin, które trzeba przepracować, żeby ją osiągnąć. W ten sposób sami budujemy fałszywy obraz naszego zawodu. Środowisko pielęgniarskie jest dziś bardzo podzielone. Część osób inwestuje w rozwój zawodowy, zdobywa specjalizacje i nowe kompetencje. Inni wybierają drogę nieustannego zwiększania liczby dyżurów i pracy w kilku miejscach jednocześnie.
Ale trzeba powiedzieć to wprost. To nie jest rozwój zawodu. To jest systemowe wyniszczanie samych siebie. Największy problem polega jednak na czymś jeszcze. Wieloetatowość odbiera nam jakąkolwiek siłę negocjacyjną. Gdyby pielęgniarki pracowały wyłącznie na jednym etacie, niedobór kadr w ochronie zdrowia stałby się natychmiast dramatycznie widoczny. System musiałby wreszcie zacząć traktować ten zawód poważnie.
Tymczasem same zasypujemy dziury kadrowe własnym zdrowiem, własnym czasem i własnym życiem. System działa, bo pielęgniarki pracują ponad ludzkie możliwości. A potem dziwimy się, że od lat nie jesteśmy w stanie wywalczyć wcześniejszej emerytury, urlopów zdrowotnych czy realnego odciążenia zawodu. To największy paradoks tej sytuacji. Z jednej strony mówimy o przeciążeniu i wypaleniu zawodowym. Z drugiej strony każdego dnia udowadniamy, że jesteśmy gotowe pracować ponad granice ludzkiej wytrzymałości.
Prawda jest brutalna. System ochrony zdrowia stoi dziś na plecach przemęczonych pielęgniarek. I dopóki same pielęgniarki będą godzić się na pracę po 300 czy 400 godzin miesięcznie, dopóty nikt nie będzie miał powodu, żeby ten system naprawdę zmienić.
źródło: facebook.com/PortalPielegniarekiPoloznych











