Pielęgniarka o pracy z koleżankami pracującymi na dwóch etatach.
Jedna z pielęgniarek napisała na naszym profilu na Facebooku poniższy komentarz.
Wiecie co, powiem Wam wszystkim pracującym na kilka etatów bez opamiętania, w jakimś amoku dla mamony. Kosztem waszego zdrowia, życia i rodziny. Ja też tak pracowałam jak wariat. Brakowało czasu na wszystko, na spokojny sen, na prawidłową dietę, na powolny spacer, na zobaczenie pięknych wschodów i zachodów słońca. Na beztroskie i bezstresowe życie. Pracowałam i żyłam jak zaprogramowany automat za psi grosz. Wiecznie było mało. Mówiłam sobie, a jeszcze trochę. I wiecie co się stało? Mój organizm zaciągnął hamulec, powiedział dość, koniec. Na dyżurze straciłam przytomność, pojawiły się prężenia całego ciała i nic nie pamiętam. Kiedy odzyskałam po kilku godzinach przytomność powiedziałam do koleżanki na Sorze (tam pracowałam 18 lat) jak mi dobrze było, bo w końcu nic mnie nie bolało i czułam taki błogostan. I po tych wszystkich przejściach powiem Wam kochane moje pielęgniarki przestańcie toczyć walkę między sobą, bo to jest tak poniżające dla naszej grupy zawodowej. Dbajcie o siebie, a nie o swoje portfele. Zdrowie jest najważniejsze, radość z życia i spełnienia marzeń. Bo utrata zdrowa to jest tylko jeden krok do własnej trumny. To jest taka malutka chwilka, że nawet nie będziecie wiedziały że już to jest koniec.
pielęgniarka
Komentarz wywołał dyskusję wśród pielęgniarek. Poniżej kilka komentarzy.
- Jeżeli nie zadbasz sama o siebie to nikt o Ciebie nie zadba, a na koniec nikt ci nie podziękuję za twoja pracę, która do łatwych nie należy. Nikt nigdy nie nauczy się patrzeć na nas przychylnym okiem. Nadal będziemy tyrać na pojedynczych dyżurach bo tylko przez chwilę jeśli coś złego się wydarzy jest na ten temat debata, że tak być nie może i nie powinno. Później cisza. Nasz zawód jest niszczący dla naszego zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego. Nikt nam tego nie odda. Nauczyciele mają urlop zdrowotny, my nie. To jest zastanawiające. Po 30 latach pracy mamy zniszczone kręgosłupy, oczy, cukrzycę i wiele innych chorób, ale żadna z nich nie jest uwzględniona jako choroba zawodowa. Reasumując dbajmy sami o siebie koleżanki i koledzy.
- Niech każdy robi, jak chce. Przeniosłam się z SOR do poradni. Pracy też dużo, ale śpię w nocy, mam wolne świata. Zdrowie najważniejsze.Ale, jak kto woli.
- Zaczynałam pracę przy pensji poniżej średniej krajowej. Dorabiałam w innych zawodach. Zawsze najpierw od siebie wymagałam, a potem od innych. Wiem co to choroba zawodowa, kręgosłup, zaburzenia snu. Przykro mi, że w swoim środowisku wylewamy na siebie pomyje. Pracowałam zawsze na etacie i aby godnie żyć podejmowałam wiele wyzwań zawodowych. Jestem na emeryturze i pracuję teraz na umowę zlecenie z konieczności życiowej oraz potrzeby serca i rozumienia potrzeb kadrowych w naszym społeczeństwie. Dziękuję wszystkim koleżankom z którymi mogłam i mogę współpracować drogą dialogu. Tam gdzie nie dało rady, szukałam nowego miejsca pracy. A zaczynanie od początku w różnych placówkach nie jest łatwe, ale możliwe i z pomocą Bożą daje się radę. Można też brać grzechy w pracy innych na siebie ale to wszystko ma krótkie nogi. Wszystkiego dobrego koleżanki.
źródło: pielegniarki.info.pl











