„Po co te studia i dyplom?”
W dyskusjach pielęgniarek od lat powraca pytanie, czy system kształcenia nie wymaga zbyt wielu dodatkowych dokumentów potwierdzających możliwość wykonywania określonych czynności.
W jednej z dyskusji dotyczących specjalizacji pielęgniarki pytały:
„Zastanawiam się: po co te studia i dyplom? Bo i tak, idąc do pracy, trzeba mieć 100 papierków, że możesz to czy tamto wykonywać.”
Inna pielęgniarka zwracała uwagę, że specjalizacja powinna wiązać się z konkretnymi kompetencjami, a te z kolei powinny mieć przełożenie na wynagrodzenie.
Pracodawcy mają to gdzieś, że my podnosimy swoje kwalifikacje.
Padło również stwierdzenie:
„Specjalizacja ma za zadanie poszerzenie dotychczasowej wiedzy. Tylko co za tym idzie oprócz własnej satysfakcji, bo nie zawsze apanaże nadążają za kwalifikacjami.”
„Pielęgniarki kończą studia magisterskie z pielęgniarstwa, kończą specjalizacje i znowu, żeby wykonać coś prostego, to muszą robić kurs. Żeby zdjąć szwy, one muszą kurs zrobić. Jest to często podwójne, niepotrzebne inwestowanie środków.”
Komentarze te pokazują frustrację części środowiska, która zwraca uwagę na sytuację, w której ukończenie studiów czy specjalizacji nie zawsze kończy ścieżkę zdobywania formalnych uprawnień do wykonywania konkretnych czynności. Pielęgniarki pytają więc, czy kolejne kursy rzeczywiście są konieczne z punktu widzenia kompetencji zawodowych, czy też system wymaga od nich wielokrotnego potwierdzania wiedzy i umiejętności.
źródło: facebook.com/PortalPielegniarekiPoloznych











