Pielęgniarka: w oczach dyrekcji, oddziałowych, wojewodów, jestem jak mięso armatnie.

Pielęgniarki piszą jak jest.

W najnowszym wydaniu - maj 2020 - Ogólnopolskiej Gazety Pielęgniarek i Położnych publikujemy, nadesłane do redakcji portalu przez czytelników informacje, opisujące sytuacje dotyczące warunków pracy. Pielęgniarki i położne opisują w jakich uwarunkowaniach organizacyjnych wykonują praktykę zawodową w dobie pandemii.


Ogólnopolska Gazeta Pielęgniarek i Położnych - wydanie maj 2020 

- Poniżej przedstawiamy wiadomości pielęgniarek, opisujące sytuacje w szpitalach w czasie pandemii... Komentarze zostały wysłane do Redakcji Portalu - dane autora do naszej wiadomości.

Więcej wiadomości zostało zamieszonych w najnowszym numerze Gazety Pielęgniarek i Położnych. Zamów prenumeratę i czytaj...

⇒ Szanowna Redakcjo portalu pielęgniarek i położnych!
Opiszę swój przypadek potraktowania przez sanepid. Bliska mi osoba miała kontakt z lekarzem, u którego potwierdzono zakażenie koronawirusem. Kontakt wprawdzie był z zachowaniem odległości, ale mimo wszystko. Minął tydzień od kontaktu, gdy okazało się, że lekarz ma pozytywny test.
 
Sprawa zgłoszona do sanepidu (oczywiście na własną rękę). Pani zebrała wywiad, dane współlokatorów i stwierdziła, że kwarantanna 14 dni od dnia zgłoszenia. Paranoja jakaś, jak kontakt był 7 dni wcześniej. Obydwoje pracujemy w 2 różnych szpitalach w różnych miastach.
Sanepid:  testu nie będzie, bo nikt z nas nie ma objawów. To jest podejście? Zamknąć ludzi w domu i niech umierają lub uzdrawiają się. Przecież nie ma zakażonych, bo im się testów nie robi. Przez ten tydzień normalnie pracowałem na 2 różnych oddziałach z pacjentami z chorobami układu krążenia i niewydolnością oddechową. Nieświadomie mogłem narazić setki osób.
 
W drugiej dobie od zgłoszenia kolejno telefony z sanepidu, bo ciągle coś ustalają. W trzeciej dobie dalej telefony i ustalenia. Sprawa zgłoszona do drugiego sanepidu. Zupełnie inne podejście, ale... przełom. Kwarantanna do dnia ujemnego wyniku testu.
Oto sposób na leczenie - kwarantanna. Jest Pan na liscie - proszę czekać na wymaz. Może za 2, może za 4 dni, a może wcale? Skoro nie ma objawów...
Na szczęście dzięki odpowiedzialności innych ludzi test został nam wykonany na trzeci dzień od zgłoszenia. Niestety trzeba było "ruszyć" kilka podmiotów.
Czytając wypowiedzi koleżanek, widzę, że podejście takie jest prawie we wszystkich stacjach sanitarno- epidemiologicznych. To, co pokazuje nam TVP i jak wszystko jest wspaniałe, to wygląda mi na tonący statek. Żeby tylko nie zasiać paniki.
Proszę o upublicznienie tej wypowiedzi z zachowaniem moich danych do wiadomości Redakcji, gdyż być może byłbym potraktowany jak inne koleżanki za swoje publikacje.
Jednocześnie pozdrawiam całe środowisko, które zmaga się z tym chaosem i ludźmi, którzy kłamią na potęgę.
Z poważaniem Pielęgniarz

⇒ Jestem położną z podmiotu leczniczego, jednocześnie przewodniczącą związków zawodowych. W dniu dzisiejszym zostałam poinformowana przez panią dyrektor ds. pielęgniarstwa, iż wpłynęło pismo od konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego, na wniosek wojewody, o wytypowanie pielęgniarek i położnych, które będą podlegały skierowaniu do pracy przy zwalczaniu epidemii w miarę rozwoju sytuacji.
 
Padło na mnie. Było to działanie z premedytacją, żeby zamknąć buzię przewodniczącej - mają takie prawo. Pracuję w jednym szpitalu na umowę o pracę, w drugim mam podpisany kontrakt i zaczynają się schody. Zadzwoniłam do pani konsultant, która nie potrafiła odpowiedzieć, czy wynagrodzenie otrzymam z dwóch miejsc pracy, gdzie będę mieszkać, jak będzie wyglądał kontakt z rodziną.
 
Dyrekcji też nie interesuje odpowiedź na powyższe pytania, dzwonię do izb pielęgniarek i położnych, tam otrzymuję odpowiedź, że to nie jest uregulowane, że do dnia dzisiejszego sztaby kryzysowe wojewody unikają odpowiedzi, bo ustawa jest z 2008 roku, a wtedy mało kto z naszego personelu pracował na umowy cywilnoprawne. Dalej dzwonię do przewodniczącej OZZPiP, pani Ptok, i szlak mnie trafia... także tu nie uzyskałam odpowiedzi na powyższe pytania.
 
I tak właśnie rozwiązałam problem - w oczach dyrekcji, oddziałowych, wojewodów, sztabów kryzysowych jestem jak mięso armatnie, jak nic nie znaczący przedmiot, który można przesuwać w dowolny sposób. Zostałam bez odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a są one dla mnie bardzo istotne. Od strony etycznej: jak moi przełożeni mogą kierować dwie osoby z rodziny do walki z epidemią?

⇒ Pracuję na Oddziale Hematologii. Dostaję 1 maseczkę (zwykłą) na cały dyżur wydawaną przez oddziałową podczas rannego raportu. Na oddziale są pacjenci z obniżoną odpornością. Przyjęcia odbywają się normalnie, żaden lekarz nie dopytuje się pacjentów o kontakty z rodzinami za granicą. Koleżanki pracują w kilku zakładach pracy, więc tylko kwestia czasu, jak wirus kogoś dopadnie. Przełożeni wzruszają ramionami, mówią, że jak się coś zdarzy, to testów nie będzie, bo nie ma.
Tak wygląda zabezpieczenie w szpitalu wojewódzkim.
 
Wybrał: Mariusz Mielcarek


Zobacz także:

Jaka jest liczba zarażonych pielęgniarek, lekarzy, ratowników i innych pracowników.

Ubezpieczenie pielęgniarek. Ciąg dalszy skandalu.

Pielęgniarki: szpitale nie wiedzą jak obliczyć rekompensaty.


Przeczytaj najnowszy numer Ogólnopolskiej Gazety Pielęgniarek i Położnych