Z redakcyjnej poczty: Piszę tylko po to, żeby koleżanki i koledzy zechcieli spojrzeć z trochę innej perspektywy na nasze płace. My zawsze skupiamy się na "groszach". Licytujemy się o drobnostki. Przy takich propozycjach nigdy nie wyjdziemy z finansowego i mentalnego dołka zawodowego. 41 KOMENTARZY.

Wynagrodzenia pielęgniarek i położnych.

Mój komentarz nie za bardzo nadaje się na forum, bo jak zwykle jest za długi. Dlatego pozwoliłam sobie napisać do Pana w takiej formie. Może moje propozycje nie są górnych lotów ale wydaje mi się, że i tak wyglądają lepiej niż te odgórne. Piszę tylko po to, żeby koleżanki i koledzy zechcieli spojrzeć z trochę innej perspektywy na nasze płace. My zawsze skupiamy się na "groszach". Licytujemy się o drobnostki. Przy takich propozycjach nigdy nie wyjdziemy z finansowego i mentalnego dołka zawodowego. Nikt i nic nie zmusi koleżanek i kolegów do podnoszenia kwalifikacji, poszerzenia horyzontów, a tym zmiany prestiżu naszego zawodu, jeśli nie będzie za to konkretnych, namacalnych efektów. Przecież nie żyjemy w końcu XIX wieku ale na początku XXI. Czyż nie mamy prawa korzystać z dobrodziejstw tego świata tylko dlatego, że pełnimy zawód, który nie jest należycie doceniany, że jesteśmy PIELĘGNIARKAMI? Mam nadzieję, że znajdzie Pan czas i zechce przeanalizować mój załącznik. Nie liczę, że otrzymam 100% poparcie Pana dla moich przemyśleń. Ale może te moje wymysły razem z Pana analizą zmienią punkt odniesienia i sposób spojrzenia koleżanek i kolegów na realia naszego zawodu. Pozdrawiam ;)


 

Znowu dostaniemy po tyłkach. Czy są ustalone zasady, z której strony widełek mam się znaleźć??? Dlaczego takie rozbieżności??? Czy nasze zarobki mają nadal zależeć od "radosnej twórczości" i "dobrego serca" dyrekcji??? Poniżej kolejny raz przedstawiam propozycję. Może nie jest do końca dopracowana i idealna, ekonomistą to ja nie jestem, ale wydaje mi się, że może trochę bardziej sprawiedliwa i nie tak upokarzająca. Czym żołądek (przepraszam wszystkie koleżanki za określenie) krowy A różni się od żołądka krowy B, że jedna sobie skubie soczystą trawką, a druga musi zaspokoić głód sianem? Czym różni się pielęgniarka B w "Pcimiu" od pielęgniarki A w stolicy? Jeśli mają skończone takie same szkoły i kursy, i pełnią podobne obowiązki. Ciągle i na każdym kroku dyskryminacja. Nie tylko w różnych grupach zawodowych (oczywiście w kręgu służby zdrowia) ale i w jednej grupie zawodowej. Wcale nie wychodzę z założenia, że wszystkim należy się po równo. Ale ustalmy stawkę wyjściową (poniżej, której już nie ma możliwości zejścia) a później w górę, w zależności od wykształcenia i kwalifikacji. Czy to naprawdę takie trudne do pojęcia dla decydentów. Naprawdę pełna załamka. Nie zdziwmy się jak za kilka, -naście lat chorymi (czyli nami też) będą się opiekować mniej niebezpieczni skazańcy (np. alimenciarze, drobni złodzieje, oszuści wszelkiej maści, itp., byle nie "kibole"), z drobnymi wyrokami skazującymi, w ramach resocjalizacji. Ludzie, kim my jesteśmy, że tak jesteśmy traktowane. Przecież nie jesteśmy tu z łapanki. Nie wyłapali nas przecież w dżungli, żeby "usługiwać panom". Jesteśmy wykształconymi osobami. Pełnimy przecież bardzo ciężki i odpowiedzialny zawód. Ja nie uważam, że "podcieranie tyłków" jest upokarzające. Kto by je "podcierał" czy wykonywał te wszystkie inne czynności, których "zwykły" (czytaj - nie pielęgniarka) zjadacz chleba brzydzi się wykonywać? Kto wycierałby np. zarzygane buźki wrzeszczącym i ubliżającym pijanym pacjentom? Kto zmieniłby pacjentowi "obsranego" pampersika (czyżby ludzie na wysokich stołkach nie wydalali???)? A kto ulżyłby pacjentowi w bólu podając lek np. dożylnie czy kroplówkę - lekarz? Jak (oczywiście bez uogólnień) oni nie wiedzą nawet czasami jak się otwiera wenflony, nie mówiąc już o zakładaniu. A zmiany opatrunków? Ile czasu poświęca lekarz pacjentowi na wizycie czy na dyżurze? Ile razy tłumaczyłyśmy pacjentom z polskiego na "nasz" niezrozumiały bełkot lekarzy? Czy ja się mam wstydzić, że jestem pielęgniarką, bo jakaś nawiedzona żona czy córeczka pacjenta z tipsami jak szpony sępa, z powodu których ciężko jest jej podać pacjentowi szklankę wody, czy zapiąć guzik w koszuli piżamy, chcąca zamaskować swoją nieudolność czy lenistwo zacznie mi ubliżać, że jestem od "podcierania dup"? Te stawki to jest upokorzenie, poniżenie i szarganie naszej godności jako człowieka i pielęgniarki. Dlaczego ciągle "walczymy" o 50 czy 100 zł podwyżki za studia czy specjalizację. Szanujmy się, zacznijmy WALCZYĆ o godziwe zarobki i godziwą egzystencję za naszą "charakterystyczną" pracę. Czy naprawdę nasze dyskusje będą toczyły się w zamkniętym kręgu tego forum. Ja przyznaję, że nie mam żadnych "wtyków" w kręgach politycznych i decydenckich ale przecież nie żyję na bezludnej wyspie. Może któraś z koleżanek ma jakieś dojścia żeby móc przedstawić nasz (odmienny od przedstawionego przez władze) punkt widzenia. Wiem, że wymyślona przeze mnie i przedstawiona poniżej propozycja może też się nie spodobać ale wydaje mi się, że wygląda dużo lepiej niż ta powyższa. A tak już na koniec, czytając różne fora nie udało mi się znaleźć jakieś alternatywnej propozycji. Może przedstawcie koleżanki swój punkt widzenia i swoje propozycje, z wiarą, że zajrzy tu ktoś, kto będzie chciał i miał możliwości przeanalizowania naszych propozycji i będzie mógł je zamienić na konkrety. Według mnie, jeśli za wyjściową podstawę przyjmiemy średnią krajową (która jest zmienna i dzięki temu nasze zarobki byłyby bezpieczne) i najniższe wykształcenie pielęgniarskie, a resztę dopracujmy do tego, to naprawdę nasz zawód odbiłby się od dna.

Oto moja, jak na razie niezmienna (i chyba jedyna jak na razie) propozycja.

PODSTAWA - STAWKI:

1) pielęgniarka bez matury - stawka = średnia krajowa;

2) pielęgniarka z maturą - stawka = 125% średniej krajowej;

3) pielęgniarka licencjatka - stawka = 150% średniej krajowej;

4) pielęgniarka z wykształceniem wyższym magisterskim innym niż pielęgniarskie (ale przydatnym w służbie zdrowia, a nie np. po architekturze czy teologii) - stawka = 175% średniej krajowej;

5) pielęgniarka z wykształceniem wyższym, magister pielęgniarstwa - stawka = 2 średnie krajowe.

DODATKI - KWALIFIKACJE:

1) Za ukończenie kursu dokształcającego (3-5 dni) - dodatek do stawki w wysokości 1%;

2) za ukończenie kursu specjalistycznego (2 tyg. do 1 msc.) - dodatek do stawki w wysokości 3%;

3) za ukończenie kursu kwalifikacyjnego (3-6 msc.) - dodatek do stawki w wysokości 5%;

4) za ukończenie specjalizacji (2 lata) - dodatek do stawki w wysokości 10%;

5) za ukończenie studiów podyplomowych (tzw. przydatnych w pielęgniarstwie) - dodatek do stawki w wysokości 15%.

Oczywiście dobrze byłoby aby te dodatki były przyznawane za każdy ukończony kurs, a nie jednorazowo. Tzn., jeśli ktoś ukończy 2 specjalizacje, to 2 razy dostanie dodatek. W końcu 2 razy został podjęty wysiłek nauki (dojazdy, nieprzespane noce, stresy, egzaminy, itp.), 2 razy zaliczyło się EGZAMIN PAŃSTWOWY i jest się w końcu specjalistą w dwóch dziedzinach (niezależnie czy siedzi się na wyższym stołku czy nie - w końcu jakby na to nie patrzeć, horyzonty są szersze i na pewno wykorzystane także w kontaktach z pacjentami). To samo dotyczy też innych kursów. Np. specjalistyczny z EKG i z resuscytacji. Także powinno być dodane 2 razy po 3% do stawki. Byłaby to chyba odpowiednia motywacja do podnoszenia kwalifikacji przez pielęgniarki. No i może wtedy zaczną zapełniać się nasze szeregi. Oczywiście kwestia wysługi też powinna być brana pod uwagę. Jeśli nie w całości, to przynajmniej wszystkie lata przepracowane w służbie zdrowia (a nie tylko w danym zakładzie). Mam nadzieję, że nie podniesie się teraz ogólny krzyk, że nie należą się dodatki za wykształcenie jak nie pełni się odpowiedniej funkcji. Jak tak usłyszałam. Koleżanki stoją na stanowisku, że nie należy mi się dodatek za to, że skończyłam specjalizację z epidemiologi, bo nie jestem epidemiologiczną. Ale ja uważam, że właśnie za pełnienie funkcji powinien być dodatek funkcyjny, a za wykształcenie i włożony w to wysiłek powinno też być uznanie.

Przeanalizujcie koleżanki moje przemyślenia, dodajcie swoje, jak się to wymiesza, to może wyjść całkiem niezły koktajl. A potem to już tylko rewolucja. Nie zaczynajmy jak zwykle od krzyków, śpiewów i biwaków pod sejmem, tylko od ustalenia czego naprawdę chcemy. Sam krzyk PODWYŻKI nic nie da. Trzeba wiedzieć na ile się wyceniamy i przedstawić to w sposób inteligentny. To tak jak z mężczyznami - chcesz zrobić remont, kupić meble, wyjechać na wczasy czy przewalczyć cokolwiek innego, to musisz tak poprowadzić dyskusję, aby zaplanowana przez ciebie propozycja, wyszła z ust mężczyzny i wtedy będzie czuł się dowartościowany i dumny ze swojej inteligencji. To samo dotyczy propozycji płac w naszym zawodzie. Podajmy nasze propozycje w taki sposób, aby rząd był z siebie dumny, że udało mu się wcisnąć nam „jego„ punkt widzenia. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Pozdrawiam.

Dane autorki korespondencji do wiadomości redakcji Portalu i Gazety Pielęgniarek i Położnych 

 

Zobacz także:

Artykuły z Gazety Pielęgniarek i Położnych


Gazeta Pielęgniarki i Położnej Nr 3 - Propozycja Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych w zakresie hierarchii stanowisk pracy
pielęgniarek i położnych
.

 

Więcej  w informacji na stronie szóstej i siódmej tego numeru Gazety - zobacz komentarze czytelnków