W sejmie minister Ewa Kopacz forsuje ustawę, która uchyla wobec dyrektorów obowiązek przeznaczania na płace nie mniej niż 40% kwoty o jaką wzrastają kontrakty z NFZ. Wiceminister zdrowia na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia: "w wielu przypadkach ten przepis nie jest dobry dla pracowników".(?!) Pielęgniarki: "są lekarze, którzy w czasie jednego dyżuru zarabiają więcej niż przez cały miesiąc pracownik". Rozwarstwienie płac w szpitalach sięga kilkudziesięciu tys. zł.

Wynagrodzenia pielęgniarek i położnych.

Przewodniczący poseł Bolesław Piecha (PiS):
(...) Rozpoczynamy pierwsze czytanie projektu ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Upoważniony przez premiera Donalda Tuska do prezentowania tego projektu przed Komisjami został minister zdrowia. W związku z tym proszę pana ministra o uzasadnienie projektu.

Podsekretarz stanu w MZ Marek Haber:
Dziękuję bardzo. Panie przewodniczący, szanowni państwo, przedkładany projekt nowelizacji ustawy o zakładach opieki zdrowotnej dotyczy trzech spraw.  (...) Po trzecie, uchylenia artykułów zobowiązujących kierownika samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej do przeznaczania na fundusz płac nie mniej niż 40% kwoty o jaką wzrastają zobowiązania, czyli umowa zakładu z Narodowym Funduszem Zdrowia. 

(...) Wreszcie trzeci obszar, o którym mówimy w kontekście proponowanych zmian, dotyczący uchylenia przepisów, które zobowiązują kierownika samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej do przeznaczania na fundusz płac nie mniej niż 40% kwoty, o którą wzrosła wartość umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Z prowadzonych analiz wynika, że udział kosztów pracy w ogólnych kosztach zakładów opieki zdrowotnej sięga obecnie około 70% i jest znaczenie wyższy niż udział kosztów pracy przewidziany w ustawie, tak zwanej wedlowskiej, która przewidywała określony procent kosztów pracy w ogólnych kosztach ponoszonych przez zakłady opieki zdrowotnej. Z tych analiz wynika, że nie ma konieczności utrzymywania takiego obowiązku, ponieważ w praktyce jest on realizowany w większym stopniu niż przewiduje to przepis ustawowy, a więc przepis, który obecnie nie do końca przystaje do ogólnego ustroju funkcjonowania zakładów opieki zdrowotnej. Tak więc przepis, który w praktyce jest realizowany przez zakłady opieki zdrowotnej – w naszym przekonaniu – może być uchylony. Równocześnie przepis ten, wyjątkowo, kiedy mamy do czynienia z bardzo trudną sytuacją finansową zakładu opieki zdrowotnej, narzuca na jego kierownika bezwzględną konieczność zastosowania się do takiego podziału środków finansowych, które wynikają ze wzrostu wysokości umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. W wielu wypadkach nie jest dobre dla zakładów opieki zdrowotnej, a w konsekwencji dla jego pracowników.

Projektowane zmiany zawierają także przepis przejściowy, który mówi o tym, że jeśli dojdzie do wzrostu kwoty zobowiązania Narodowego Funduszu Zdrowia w stosunku do poprzedniej umowy, przed dniem wejścia w życie ustawy, to te kwoty powinny być przeznaczone na wynagrodzenia, mimo wejścia ustawy w życie.

Przewodniczący poseł Bolesław Piecha (PiS):
Dziękuję panu ministrowi za przedstawienie projektu nowelizacji ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. W związku z procedurą pierwszego czytania zapraszam do dyskusji, którą otwieram. Proszę panie i panów posłów o zabieranie głosu.

Poseł Czesław Hoc (PiS):

(...) Pierwsza, kuriozalna zmiana o bulwersującym wydźwięku, powoduje likwidację przepisu gwarantującego pracownikom ochrony zdrowia kroczący wzrost wynagrodzeń. Jak pamiętamy, w art. 59 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, każdy dyrektor zakładu pracy jest zobligowany do tego, aby w razie zwiększenia kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia przekazać minimum 40% tego wzrostu na wynagrodzenia pracownicze. Oczywiście logika tego przepisu była dość prosta, bo wiadomo, że jeśli kontrakt z Narodowym Fundusze Zdrowia zawarty jest na większe środki, to wiąże się z tym większa liczba usług medycznych, poszerzenie oferty dla pacjentów, wyższe standardy, a także wzrost nakładów pracy pracowników, którzy za to powinni obligatoryjnie uzyskać co najmniej 40% większe wynagrodzenia.

Przypomnę genezę tego przepisu. Pamiętają państwo słynne „białe miasteczko”, a także obecność w nim ówczesnej przewodniczącej Komisji Zdrowia pani Ewy Kopacz, która niejako wzmacniała tę atmosferę obiecując, że będą przyjazne przepisy, które sama zaproponuje. Rząd Prawa i Sprawiedliwości wprowadził ten przepis. Był to trudny, ale słuszny kompromis, który funkcjonował. Teraz rząd pani minister Kopacz chce ten przepis zlikwidować – likwidujecie jedyny przepis gwarantujący pracownikom służby zdrowia kroczący wzrost wynagrodzeń. A uzasadnienie do tego, przedstawione na str. 3, jest kuriozalne. Jest ono następujące: „…poziom wzrostu wynagrodzeń w chwili obecnej znacznie przekracza wzrost, o którym mowa w art. 59a ustawy o zakładach opieki zdrowotnej…”. Tak więc państwo, nie tylko z pewną dezynwolturą, ale i buńczuczną odwagą mówią, że wzrost wynagrodzenia pracowników służby jest taki, że ten przepis nie ma praktycznego znaczenia, ponieważ już dawno ma swoje odzwierciedlenie w wynagrodzeniach. Będę więc prosić pana ministra o rzetelną argumentację – racjonalną, nie polityczną. (...)

Poseł Tomasz Latos (PiS):
Dziękuję bardzo. Panie przewodniczący, Wysokie Komisje, nie powtarzając argumentów, które wymienili moi poprzednicy, należy stwierdzić szczerze, po pierwsze, że ten projekt został przygotowany i złożony po to, aby zabrać porozumienia wynegocjowane z pracownikami i wykreślić art. 59a. Po to tę ustawę stworzono. Chcą państwo wycofać się ze swoich deklaracji. Ciekaw jestem, jakie będą reakcje osób, które wówczas postulowały potrzebę wprowadzenia tego przepisu, zarówno ze strony związkowej, jak i z obecnej strony rządowej, bo to państwo, wówczas jako opozycja, bardzo głośno o tym mówiliście.

Poseł Aleksander Sopliński (PSL):
Mam pytanie do pana ministra. To badanie, które określa wzrost kosztów pracy poniesionych przez zakłady opieki zdrowotnej, przeprowadzono na podstawie badania ankietowego w roku 2005. Jak się to kształtowało w latach 2006, 2007, 2008 i 2009? Jak, przypuszczalnie będą kształtowały się wynagrodzenia w roku 2010, skoro wiemy, że środki Narodowego Funduszu Zdrowia przekazywane na lecznictwo są takiej samej wysokości, jak w dniu 30 czerwca 2009 r.? Dziękuję.

Poseł Beata Małecka-Libera (PO):
Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny fakt. Proszę pamiętać, że ta ustawa reguluje wynagrodzenia tylko pracowników, a więc tych, którzy mają umowy o pracę, a w wielu szpitalach pracownicy są zatrudniani na zasadzie umowy cywilnoprawnej. Często, mimo tego, że są oni wykonawcami kontraktu i dzięki ich pracy następuje zwyżka kontraktu, dyrektor nie ma żadnej możliwości prawnej podniesienia im wynagrodzeń. To jest pierwsza poważna wątpliwość. Natomiast druga jest taka, że często zwyżka kontraktu nie wynika ze zwiększenia ilościowego kontraktu, tylko z tego, że jakaś procedura lub świadczenie zostało niedoszacowane. Mimo to, że to świadczenie zostaje nieznacznie podwyższone, czasami dalej jest niedoszacowane, to jeszcze z tej puli należy wypłacić środki pracownikowi. Uważam, że jest najwyższy czas, abyśmy zaczęli pracować nad szeroką nowelizacją. Bardzo dobrze się stało, że tego tematu dotykamy. Dziękuję.

Przewodniczący poseł Bolesław Piecha (PiS):

Kolejna sprawa dotyczy słynnego art. 59a. Ta ustawa działa 2,5 roku. Jest ona wynikiem protestów społecznych, do których doszło w lecie 2007 r. i została wynegocjowana – pamiętam jak dzisiaj – w naszym centrum dialogu przy Limanowskiego. Wtedy obrady były bardzo burzliwe, trwały długo, a ustalenie tego progu było trudne. (...)

Po drugie, skoro ten przepis jest tak niedobry, to chciałbym uzyskać pewną informację – mówiąc to będę się opierać na tym, co przedstawia minister zdrowia. Otóż w latach w 2008-2009 nastąpił gwałtowny wzrost środków w systemie – mówi się o 14-15 mld zł. Z tego wynika, że 40% tej nadwyżki – bo ustawa już działała – powinno być przeznaczone na płace. Według moich szacunków, po 30-procentownej podwyżce „wedlowskiej”, płace powinny były wzrosnąć o kolejne 30%, bo tak wynika z obliczeń. Czy w grupie pielęgniarek i położnych do takiego wzrostu płac doszło? Jeśli tak, to sądzę, że powinno się to wykazać.

Poza tym, w tej ustawie jest dział Va, który mówi o sankcjach wobec tego, kto nie realizuje ustawy. Czy na któregoś dyrektora były nałożone sankcje z tego tytułu? Czy my cokolwiek wiemy o tym, jak działał art. 59a, jakie przyniósł skutki i jakie są konsekwencje przypadków – a z pewnością takie były – że tego nie realizowano? W związku z tym oczekiwałbym od Ministerstwa Zdrowia, żeby najpierw przedstawiło nam, co się stało, czy to coś psuje, czy nie? Nie możemy mówić o tym w konwencji hipotetycznej. Gdyby te płace rosły tak gwałtownie – mówi się, że 15 mld zł przeznaczono głownie na płace – to sądzę, że nie byłoby powodu do tych strajków i napięć, do których notorycznie dochodzi w ochronie zdrowia. One wciąż tlą się w różnych rejonach polskich, o czym grupa pielęgniarek i położnych doskonale wie.

To oczywiście była pewna proteza, być może niedoskonała, dotycząca 40-procentowego kroczącego wzrostu wynagrodzenia, zależnie od wzrostu kontraktu, ale powstaje pytanie, jak to zostało realizowane. Czy to zrealizowano? Kto był beneficjentem tych podwyżek? Czy były przypadki nieprzestrzegania tego prawa? Kto został ukarany? Jakie były kwoty tych kar? Kogo odwołano? Czy mamy o tym jakąkolwiek informację, czy wszystko to oceniamy tylko na zasadzie wróżenia z fusów kawy? Takiej informacji oczekiwałbym. (...)

Poseł Elżbieta Streker-Dembińska (Lewica):
Mam jeszcze prośbę o wyjaśnienie następującej sprawy. Ostatnio bardzo często słyszeliśmy, że płacenie za nadwykonania nie ma żadnych podstaw prawnych, że można płacić wyłącznie za procedury radujące życie i zdrowie. W związku z tym rozumiem, że jednak ta ustawa odnosi się do takiej sytuacji, w której mamy do czynienia z płaceniem za procedury ponadlimitowe podejmowane w drodze umowy czy aneksu do kontraktu – 40% wzrostu wartości kontraktu miałoby zasilić środki na wynagrodzenia.

Moje pytanie jest jednak innego gatunku. Ponieważ szpitale nie otrzymują pieniędzy za nadwykonania, to często wstępują na drogę sądową i sądy orzekają, że nadwykonania powinny być zapłacone – jest wyrok sądu. Czy z tych środków, które przyznał sąd, również 40% przechodzi na wynagrodzenia? Proszę o wyjaśnienie, ponieważ sytuacja jest taka, że szpital, który otrzyma pieniądze w wyniku porozumienia z Narodowym Funduszem Zdrowia, przeznacza je w 40-procentach na wynagrodzenia. Czy szpital, który wywalczy je w sądzie, również ma obowiązek przeznaczenia ich w 40 % na wynagrodzenia? Czy są inne regulacje w tym zakresie?

Wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł:

Proszę państwa, projekt ustawy, który państwo dzisiaj omawiają, Naczelna Izba Lekarska otrzymała do zaopiniowania 9 lutego 2009 r., czyli ponad rok temu. Zastanawiam się, co spowodowało, że ten projekt tak długo czekał na to, żeby państwo się nim zajęli. Prawdopodobnie były wątpliwości odnośnie do tego, czy w ogóle ma on jakiś sens. Należałoby zadać pytanie, co się wydarzyło, że ten projekt się „naprawił” albo pojawił się rzeczywisty sens tego, aby się nim zajmować. Nie chciałbym jednak rozwodzić się na temat dwóch pozostałych rozwiązań, które są tu zaproponowane, tylko skupię się na zmianie nr 6, uchylającej art. 59a i 59b ustawy.

Proszę państwa, jeśli mówi się, że w Polsce za wysoki odsetek środków, którymi dysponują zakłady opieki zdrowotnej, przeznaczany jest na pałce, to wynika to po prostu z tego, że pieniędzy w zakładach opieki zdrowotnej w ogóle jest za mało. Dyrektor, aby zachować minimum przyzwoitości wobec pracowników, znaczną część środków pozostających w jego dyspozycji musi wydać na płace. Nawiązując jednak do słów, które już tutaj padły, chciałbym przypomnieć i podkreślić, że środki wydawane na pracowników, to nie są środki wydawane na boku, obok głównej działalności zakładu opieki zdrowotnej, tylko środki, które trzeba wydać po to, aby można było udzielić świadczeń. Praca ludzka jest niezbędnym elementem wytworzenia świadczenia, który kosztuje. W Polsce i tak kosztuje on znacznie mniej, niż gdzie indziej.

Oczywiście ta regulacja w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej była namiastką. To nie jest rozwiązanie rynkowe ani ekonomiczne. Odnośnie do tego nikt nigdy nie miał wątpliwości. Jednak przepis tego artykułu, który gwarantował, że jeśli kontrakt będzie wrastać, to 40% z tego wzrostu ma być przeznaczone na wynagrodzenia, był efektem umowy społecznej, do której doszło po fali protestów i elementem kompromisu zawartego pomiędzy przedstawicielami różnych organizacji społecznych, zawodowych i pracowniczych a rządem. Wydaje się, że jeśli rząd chce się z tego wycofać, to należy wrócić do stołu i rozmawiać na temat zmiany tego kompromisu, który został zawarty. Każde inne zachowanie byłoby po prostu nieprzyzwoite. Nieprzyzwoite byłoby również zaproponowanie stronie pracowniczej, aby zrezygnowała z tego uprawnienia niedostając nic w zamian, a tu nic w zamian się nie proponuje. Dochodzi tu do podwójnej nieprzyzwoitości. Po pierwsze, nie próbuje się rozmawiać na ten temat, a po drugie, nie bierze się pod uwagę opinii środowiska. Sądzę, że wszyscy, którzy otrzymali do zaopiniowania ten projekt ustawy, zaopiniowali go podobnie jak Naczelna Rada Lekarska, a konkretnie prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, czyli negatywnie, bo jeśli ktoś chce się wycofać z oferowania pewnych uprawnień, które dotychczas były udziałem pracowników, to musi dać coś w zamian. Ta ustawa nie proponuje żadnego innego rozwiązania, zakładając, że to się rozwiąże samo. Skoro jednak nie zrobiło się samo w 2007 r., to dlaczego miałoby się samo zrobić teraz?

W związku z tym, na marginesie tego projektu chciałbym wrócić do propozycji wielokrotnie składanej przez Naczelną Radę Lekarską, czyli rozwiązania, które byłoby bardziej naturalne, normalne – ustawy, albo fragmentu ustawy, o zakładach opieki zdrowotnej gwarantującej minimalnej wynagrodzenia w poszczególnych grupach pracowników ZOZ, zwłaszcza fachowych. Przypomnę na zakończenie, że tego typu regulacje istnieją w odniesieniu do prokuratorów, sędziów i jeszcze kilku innych grup pracowników wynagradzanych ze środków publicznych. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podobna regulacja pojawiła się w stosunku do zakładów opieki zdrowotnej, których praca w ogromnej mierze opłacana jest ze środków publicznych.

Przewodnicząca OZZPP Dorota Gardias:
Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych wyraża sprzeciw, tym bardziej – jak to zostało wcześniej powiedziane – że uchyla się art. 59a. Najpierw sytuacja była taka, że ¾ dyrektorów nie mogło zrozumieć, co ustawodawca miał na myśli, jak był tego idea. W związku z tym wystąpiliśmy do Głównego Inspektora Pracy, pana ministra Zająca, o dokonanie interpretacji, która została rozesłana do wszystkich zakładów. Niektórzy dyrektorzy i menadżerowie interpretowali to w ten sposób – jeśli będą pieniądze, to damy, a jeśli nam zabraknie, to nie damy. Jak już zaczęło to jakoś działać, to znowu nastąpiła sytuacja, w której nie wiedzieli o co chodzi, odnośnie do nadwykonań. Istotne były dwie sprawy – nie mniej niż 40% z różnych kontraktów dla grup zawodowych, które pracują w szpitalu, a w przypadku nadwykonań nie mniej niż 40%, ponieważ to wypracowali ludzie. Nadwykonania robili ludzie. Zanim do tego dotarli, minęło wiele miesięcy, aż w końcu, w którymś z tych lat – bardzo różnie – zaczęto wprowadzać te pieniądze. Mówiono części z nas, że są to pieniądze ze wskaźnika, jednak nie chciano ich dawać pracownikom. Kiedy już zaczęło to działać, rząd likwiduje ten artykułu nie dając nic w zamian.

Otóż informuję państwa, że Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych dwa lata starała się o rozmowy – dyskutował z ministerstwem zdrowia, przedstawiał różne propozycje, aby dać coś w zamian art. 59a. Wreszcie napisaliśmy projekt ustawy, który dzisiaj jest w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nad którym pracujemy z ministrem Bonim, dotyczący wprowadzenia pielęgniarki do systemu i wydzielenie kosztów pracy z kosztów procedury. To nie jest trudne, ale nikt nie zajmuje się tym jak należy, bo ministerstwo wykreśla ten artykuł, zamiast poczekać na nowy projekt. W związku z tym Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych jest przeciwny temu i obawia się, że spotka się to z określonym odbiorem grupy zawodowej pielęgniarek i położnych. Przy realizacji art. 59a nie doszło jeszcze nawet do wyrównania średniego wynagrodzenia pielęgniarki i położnej ze średnim wynagrodzeniem krajowym, bo zawsze więcej będą dostawać kliniki, potem szpitale wojewódzkie podlegające urzędom marszałkowskim, a dopiero potem szpitale powiatowe, w których są procedury niskospecjalistyczne. W związku z tym podziały się utrzymają. Dzisiaj się to zabiera. Apelujemy o rozwagę do posłów wszystkich opcji politycznych, aby nie zabrano tego przepisu tej grupie zawodowej, bo już nic nie zostało ani grupie zawodowej pielęgniarek, ani innym pracownikom. Dziękuję bardzo.

 

Przewodnicząca rady SOZ NSZZ „Solidarność” Maria Ochman:

Chciałbym zadać kilka pytań panu ministrowi. Kiedy w zespole trójstronnym przy ministrze zdrowia omawiane były propozycje zmian tego przepisu? Kiedy państwo podjęli decyzję o zmianie tego przepisu? Czy tryb konsultacji był zachowany, zgodnie z ustawą o związkach zawodowych?

Do jakich grup zawodowych odnoszą się te dane, które pan minister przedstawił, że wynagrodzenia stanowią w tej chwili 70%, a jak pani minister mówi, w niektórych przypadkach nawet 90%? Czy mogą państwo to przedstawić?

Chciałabym też zapytać, czy dyrektywa czasu pracy nie narzuciła dyrektorom rozwiązań systemowych? Czy rozporządzenia Ministra Zdrowia i zarządzenia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia nie narzucają dyrektorom rozwiązań systemowych, które powodują zwiększenie kosztów? Czy pracowników dotyczy tylko to rozwiązanie, które mówi o sposobie wyliczenia kosztów pracy w świadczeniu i wskazuje, w jaki sposób to rozwiązanie ma nastąpić? Ono odsyła do negocjacji, ono mówi, że jeżeli nie będzie porozumienia, to rozwiązanie podejmuje dyrektor. Czy to – państwa zdaniem – narusza zasady dialogu społecznego?

Jeszcze jedno pytanie – chociaż w wypowiedzi pana prezesa Radziwiłła zostało zawarte wszystko. Chciałabym powołać się na jedno z ostatnich posiedzeń Komisji Zdrowia, podczas którego rozmawialiśmy o braku środków finansowych na świadczenia. Pan minister zechciał powiedzieć, że 70% wysokości kontraktu stanowią płace. Na jednym z ostatnich posiedzeń Komisji rozmawialiśmy o problemach dyrektorów szpitali, którym kontrakty nie wzrosły i w związku z tym nie chcieli podpisywać porozumień. Jeden z tych dyrektorów powiedział w tej sali, jakim dramatem dla jego szpitala było podniesienie płacy minimalnej, ponieważ w związku z tym musi on podnieść pracownikom wynagrodzenie. W takim razie pytam, o jakiej wysokości w kontrakcie mówimy? O jakich pracownikach?

Życzyłabym sobie doczekać, pani przewodnicząca, żeby pani z taką troską mówiła również o tych pracownikach, jak pani mówiła o pracownikach kontraktowych, których wynagrodzenia czasem powodują to, że szpitale ledwo wiążą koniec z końcem. Życzyłabym sobie, żeby się temu dokładnie przyjrzeć, bo w szpitalach mamy do czynienia z dużym rozwarstwienie wynagrodzeń – są kominy płacowe po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przepraszam, panie prezesi, ale myślę, że warto, aby państwo o tym wiedzieli, że są lekarze, którzy w czasie jednego dyżuru zarabiają więcej niż przez cały miesiąc pracownik, który współpracuje przy wykonaniu tego świadczenia. To narzędzie, które było – przepraszam za to określenie – to był rodzaj jałmużny, możliwości wyrównania dysproporcji wynagradzania tych pracowników, bez których nie sposób tego świadczenia wykonać. Mówiąc to mam na myśli wszystkich, bo szpital to zespół naczyń połączonych. Bardzo proszę państwa posłów o to, aby zechcieli państwo jeszcze raz rozważyć zasadność usunięcia tego przepisu, zanim – jak rozumiem – w dialogu trójstronnym – co deklarował pan minister Szulc – wrócimy o sprawy wynagrodzeń – bo dysproporcje rzeczywiście są olbrzymie – i będziemy mogli wypracować rozwiązanie alternatywne. Myślę, że stać nas na to. Będzie to dotrzymaniem obietnic, które składali państwo środowisku, zarówno ci, którzy rządzili w roku 2007, jak i ci, którzy w 2007 r. obiecywali, że w ciągu 3 dni stworzą systemowe rozwiązanie.

Przypominam to państwu i apeluję, aby zechcieli państwo powrócić do swoich deklaracji z okresu wyborów w 2007 r. Dziękuję.

Przewodnicząca Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej oraz Rady Branży Ogólnopolskiego Porozumienia Związków  Zawodowych „Usługi Publiczne”, Urszula Michalska:
Pracują państwo nad wykreśleniem art. 59a, w momencie, kiedy kilka miesięcy wcześniej, w listopadzie 2009 r., Sejm uchylił postanowienia ustawy o negocjacyjnym charakterze systemu kształtowania przyrostu przeciętnych wynagrodzeń u przedsiębiorców. Tej ustawy już nie ma. Był to jeden z elementów zmuszenia lub zachęcenia pracodawców do tego, aby w zakładach pracy usiedli ze związkami zawodowymi do negocjacji na temat wynagrodzeń. To narzędzie zostało zlikwidowane. Wobec tego bezzasadne jest w przedłożonym druku wykreślenie art. 59b, bo jego już nie ma. Przestał on funkcjonować w momencie uchylenia ustawy o negocjacyjnym systemie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego robią to państwo akurat teraz. Nie wiem, czy państwu zależy na tym, żeby podgrzać atmosferę, która i tak nie jest najlepsza w zakładach opieki zdrowotnej, bo z płaceniem za świadczenia ponadlimitowe jest bardzo różnie.

Zdajemy sobie sprawę z ułomności tej ustawy i art. 59a, ale czy to znaczy, że mamy świadomie z niego zrezygnować? Jeśli wiemy, że niektórzy kierowcy jeżdżą po spożyciu alkoholu, to mamy wszystkim zabrać prawa jazdy? Zdaniem OPZZ i Federacji, jest to podgrzewanie atmosfery i prowokowanie pracowników do tego, żeby po raz kolejny pokazali, być może z większą siłą, że bez nich – przede wszystkim bez fachowego personelu – zakłady opieki zdrowotnej nie będą funkcjonować.

Przewodnicząca OZZPP Dorota Gardias:
Panie przewodniczący, szanowni państwo, mam jeszcze jedno pytanie do strony rządowej. Dlaczego właśnie teraz likwiduje się art. 59a, skoro kontrakty podpisywane przez dyrektorów z Narodowym Funduszem Zdrowia są równe lub mniejsze niż w zeszłym roku. W związku z tym nie będzie różnicy i nikt nie będzie musiał wypłacać środków z mocy art. 59a? Chciałabym znać ten powód. Dziękuję.

Sekretarz stanu w MZ Jakub Szulc:

Odnośnie do pytania pana posła Soplińskiego o udział w kosztach pomiędzy rokiem 2005 a rokiem 2009, odpowiem, że dane w uzasadnieniu pochodzą z ankiet, które były przeprowadzane. Później przez dłuższy okres ankiety te nie były wykonywane. Takie badania przeprowadziliśmy pod koniec pierwszego półrocza roku 2009, czyli już po procedowaniu w rządzie i złożeniu przedmiotowego projektu do laski marszałkowskiej. Co w związku z tym trzeba powiedzieć? Wyniki są zaskakujące. Jeżeli w roku 2005 definiowaliśmy poziom kosztów osobowych w zakładach opieki zdrowotnych na około 70%, to w ciągu czterech lat ten poziom się nie zmienił. Oczywiście w zależności od rodzaju zakładu dane są różne, ale ten poziom oscyluje w tych granicach. Co to oznacza? Oznacza to, że w okresie działania przepisów zawartych w art. 59a i 59b na wzrost wynagrodzeń przeznaczono zdecydowanie więcej środków niż 40% wymagane ustawowo. Łatwo to policzyć, bo jeżeli wtedy było 70% i teraz jest 70%, to znaczy, że 70% środków dodatkowych podlegało kontraktowaniu, wypłacie z tytułu zapłaty za nadwykonania czy w wyniku aneksowania umów lub z jakichkolwiek innych tytułów. Tak więc, ten wzrost wynosił około 70%.

Teraz odniosę się do tego, co mówili przedstawiciele strony społecznej. Dlaczego w takiej sytuacji decydujemy się na likwidowanie tego przepisu? Właśnie dlatego, o czym mówiły panie przewodniczące Ochman, Gardias i Michalska. Problem nie leży w tym, z punktu widzenia interesów środowiska pielęgniarek i położnych, czy jest zapis o 40%, tylko w tym, jak ten przepis był zrealizowany przez ostatnie lata. Jeżeli podczas posiedzenia zespołu trójstronnego zwracamy uwagę na to, że problemem w chwili obecnej jest nierównomierny wzrost wynagrodzeń różnych grup zawodowych w systemie ochrony zdrowia, że ten problem nie został rozwiązany w wyniku przepisu art. 59a, kiedy jednocześnie przekazano znacznie więcej środków na wynagrodzenia niżby to wynikało z przepisów ustawowych, to należy sobie zadać pytanie, po co w takim razie zapisy art. 59a. My to zdanie podtrzymujemy, godząc się z tym, że trzeba pracować nad odpowiednim usankcjonowaniem pozycji zawodów pielęgniarki i położnej oraz innych zawodów medycznych w systemie ochrony zdrowia. Bezsensem jest utrzymywanie przepisu, który – jak doskonale panie wiedzą – nie spowodował poprawy sytuacji finansowej pielęgniarek i położnych, a jeśli spowodował, to w mniejszym stopniu niż w przypadku innych grup zawodowych. Dlatego też nasze stanowisko w tej sprawie jest takie, a nie inne.

Przewodniczący poseł Bolesław Piecha (PiS):
Panie pośle, rozumiem, że to było wystąpienie a vocem. Przystępujemy do głosowania.

Kto z pan i panów posłów jest za odrzuceniem projektu ustawy o zmianie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej? Dziękuję bardzo. Kto jest przeciw? Dziękuję bardzo. Kto wstrzymał się od głosu? Dziękuję bardzo.

Stwierdzam, że Komisje, przy 18 głosach za, 21 przeciw i 1 wstrzymującym się, nie zaakceptowały tego wniosku.

W związku z tym proponuję powołanie podkomisji ...(...)

Ze stenogramu zamieszczonego na sejmowej stronie internetowej wybrał

Mariusz Mielcarek

Dla zainteresowanych zagadnieniem 40% polecam również lekturę artykułu z 18 października 2007 roku pt. Dorota Gardias w Sejmie: "Prosimy, aby państwo posłowie w ustawie podwyżkowej znieśli limit 40% wzrostu płac". Skutek: podwyżki w zakładach pracy rozdzielane będą na nowych zasadach! OZZPIP oddał nam niedźwiedzią przysługę!