Subiektywne spojrzenie na porozumienie. Panie w czepkach, dlaczego nie zostałyście na śniadaniu?

Tzw. podwyżki dla pielęgniarek i położnych.

 

 

 

Tak na gorąco, nad ranem, po nocy w której podpisywano porozumienie było widać i czuć, że to szopka.

Kiedy jeszcze poinformowano, że szczegóły porozumienia zostaną podane w poniedziałek czyli za 6 dni, to szopka zamieniła się w groteskę.

Dlaczego? 

Bo nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia, żeby porozumienie negocjowane od miesięcy podpisywać o 2.30 w nocy. 

Mało tego, poprzednia wersja porozumienia, którą przygotowało ministerstwo zdrowia, została opublikowana i podana do publicznej wiadomości. Natomiast związek pip miał możliwość w ciągu kilku tygodni odnieść się do propozycji ministerstwa. I ją odrzucił!

Zatem w czyim interesie było podpisywanie o 2.30 w nocy (po 11 godzinach dyskusji) porozumienia o wynagrodzeniach pielęgniarek i położnych? Pań w czepkach czy Zembali? 

Pielęgniarko! Położno! Czy jakbyś w swoim domu kogoś z rodziny gościła, pozwoliłabyś aby wyszedł do domu o 2.30? No chyba na śniadanie, byś zaprosiła?

Nie ma przecież mowy o żadnym pistolecie strajkowym pań w czepkach. Choć dzień wcześniej władze związku pip zapraszały na konferencję prasową, na której miały poinformować, że "Od łóżek nie odejdziemy. Pokażemy, jak strajkuje się w Polsce".  

W zamian tego podpisano porozumienie o 2.30 w nocy. Jak mówią teraz uczestnicy, tych zapewne "twardych" negocjacji: "Atmosfera była bardzo dobra. Pełna zrozumienia. Z szacunkiem jedni do drugich". 

Jak w rodzinie. 

No tak, minister zdrowia, często mówi o rodzinie. 

Waszej rodzinie. Dziwnej rodzinie.

Pielęgniarko! Położno! Czy jakbyś w swoim domu kogoś z rodziny gościła, pozwoliłabyś aby wyszedł do domu o 2.30? No chyba na śniadanie, byś zaprosiła?

Mariusz Mielcarek