„Zamiast rozwoju kłótnie. Zamiast argumentów emocje. Zamiast myślenia o przyszłości zawodu walka o przeszłość.”
W artykule pt. Pielęgniarka: Punkty edukacyjne wprowadzić wyłącznie dla ludzi którzy nas reprezentują i chcą na nas zarabiać. przestawiliśmy negatywne opinie pielęgniarek o nowym rozporządzeniu w sprawie określenia zasad wykonywania obowiązku dotyczącego aktualizowania wiedzy i umiejętności zawodowych przez pielęgniarki i położne.
Nie wszystkie komentarze były tak jednomyślne. Poniżej pragniemy przytoczyć również wypowiedź jednaj z pielęgniarek, która wyraziła swój sprzeciw wobec powszechnego środowiska pielęgniarskiego.
Każda mądra osoba, zorientowana w temacie, czynna zawodowo doskonale wiedziała, że ustawa o punktach edukacyjnych wchodzi od nowego roku. Była zapowiadana. Była omawiana. Była czytelna dla tych, które naprawdę śledzą zmiany w zawodzie pielęgniarki i myślą perspektywicznie.
To, co wydarzyło się wokół niej, nie było jednak merytoryczną debatą.
Największe zamieszanie zrobiła niewielka, ale bardzo głośna grupa pielegniarek, którym nie chciało się już uczyć, osób, które zatrzymały się na liceum medycznym sprzed 30–40 lat, emerytek, często od dawna poza zawodem albo „dorabiających na oparach”, ludzi kompletnie oderwanych od realiów współczesnego pielęgniarstwa.
Zamiast rozwoju kłótnie. Zamiast argumentów emocje. Zamiast myślenia o przyszłości zawodu walka o przeszłość.
Dyskusje o „wyższości” liceum medycznego nad studiami, opowieści o tym, że „przecież kształcimy się ustawicznie, bo się kłócimy”, próby podważania sensu edukacji akademickiej to wszystko nie miało nic wspólnego z realnym rozwojem zawodowym. Miało natomiast realny wpływ na chaos, który mógł doprowadzić do zamrażania, osłabiania lub zmiany ustawy z 2017 roku.
I teraz pytanie najważniejsze: kto by na tym stracił? Nie te osoby, którym nie chce się już uczyć.
Nie te, które od lat nie są aktywne zawodowo. Nie te, które nie inwestowały w siebie ani czasu, ani pieniędzy.
Stracą pielęgniarki, które się kształciły, które robiły studia, specjalizacje, kursy, które są czynne zawodowo, które myślały ambitnie i długofalowo, które rozumiały, że pielęgniarstwo to dziś zawód wysoko odpowiedzialny, interdyscyplinarny i wymagający realnych kompetencji, a nie tylko „doświadczenia sprzed dekad”. To właśnie im i całemu zawodowi wyrządzono największą krzywdę.
A teraz rzeczywistość wraca drzwiami i oknami. Będziemy musiały kształcić się wszystkie. Bez wyjątków. Bez skrótów. Bez udawania. I jestem przekonana, że kiedy te, które krzyczały najgłośniej, usłyszą: ile kosztują studia, ile kosztuje specjalizacja, ile kosztują kursy, ile trzeba poświęcić czasu prywatnego, rodzinnego, wolnych weekendów, to nagle – w cudowny sposób – zmienią zdanie. Nagle okaże się, że ten trud powinien być nagradzany. Że edukacja to nie fanaberia. Że kompetencje mają wartość. Że rozwój zawodowy nie bierze się z sentymentów, tylko z pracy. Pielęgniarstwo się zmieniło.
I albo będziemy za tą zmianą iść mądrze, solidarnie i odpowiedzialnie albo będziemy ciągle ciągnięte wstecz przez tych, którzy już dawno powinni przestać decydować o przyszłości zawodu, którego realiów nie znają. To nie jest atak. To jest fakt.
I najwyższy czas go wreszcie głośno nazwać.
źródło: facebook.com/PortalPielegniarekiPoloznych









