Pielęgniarka: Znikąd nie dostaliśmy pomocy ani wsparcia.

Pielęgniarki piszą jak jest.

W najnowszym wydaniu - kwiecień/maj 2020 - Ogólnopolskiej Gazety Pielęgniarek i Położnych pielegniarki.info.pl opublikowaliśmy, nadesłane do redakcji portalu przez czytelników informacje, opisujące sytuacje na Waszych stanowiskach pracy. Pielęgniarki i położne opisują w jakich warunkach wykonują praktykę zawodową w dobie pandemii. 


Miesięcznik - Ogólnopolska Gazeta Pielęgniarek i Położnych - pielegniarki.info.pl  

- Poniżej przedstawiamy wiadomości pielęgniarek, opisujące sytuacje w szpitalach w czasie pandemii... Komentarze zostały wysłane do Redakcji Portalu - dane autora do naszej wiadomości.

Więcej wiadomości zostało zamieszonych w najnowszym numerze Gazety Pielęgniarek i Położnych. Zamów prenumeratę i czytaj...

⇒W ostatnim czasie napływają bardzo liczne informacje o zakażeniach pielęgniarek oraz nakładaniu na pielęgniarki i położne kwarantanny.

W stosunku do wszystkich obywateli nałożono obostrzenia w zakresie izolacji.
Natomiast w społecznościach, którymi są podmioty lecznicze, w najlepsze dochodzi do "sprzedawania" sobie nawzajem wirusa. Personel pielęgniarski może zostać zdziesiątkowany, zanim nadejdzie falazachorowań.

Jak to jest możliwe, że pielęgniarka z OIOM spotyka w szatni pielęgniarkę z oddziału wewnętrznego i rozmawiają? Jak to jest możliwe, że do szatni w tym samym czasie wchodzi pielęgniarka z oddziału chirurgicznego, która pełniła dyżur na oddziale chirurgii i na kilka godzin została oddelegowana na SOR, gdzie zajmowała się segregacją pacjentów, którzy "z miasta" przybyli szukać pomocy w szpitalu?
W tej samej szatni szafkę ma pracownik gospodarczy, który zajmuje się wywożeniem odpadów medycznych ze wszystkich oddziałów.
Zdecydowanie prosimy się o gigantyczne kłopoty...
Służby epidemiologiczne podmiotów leczniczych powinny zainteresować się problemem!

 
⇒ Dzień dobry, piszę do państwa, aby przedstawić w skrócie, jak w praktyce wygląda "priorytet" do testów dla pielęgniarek i praca sanepidu...

Zacznijmy od tego, że pracuję w przychodni. W czwartek dostałam telefony od szefostwa i sanepidu, że pacjent, u którego 2 dni wcześniej zakładałam wkłucie, jest zarażony koronawirusem. Pani z sanepidu w czasie rozmowy ciągle rozmawiała z kimś innym i kazała tylko czekać i się nie rozłączać, "bo ona coś jeszcze musi...", w międzyczasie poinformowała o teście, który ma być wykonany we wtorek. Na kwarantannie nikt mnie nie sprawdzał, nie było mnie w rejestrze telefonów w aplikacji, nie dostałam pocztą żadnej decyzji ani informacji, że decyzja została przygotowana... Zasiało to trochę niepokoju, w poniedziałek zadzwoniłam do sanepidu. Pani, która odebrała, stwierdziła, że ona nie ma możliwości sprawdzić, czy jestem na liście osób poddanych kwarantannie, ale obiecała, że postara się ustalić i oddzwoni. Nie oddzwoniła, więc we wtorek zadzwoniłam ponownie. Odebrał ktoś inny, kto obiecał to samo - że ustali i oddzwoni. Pani oddzwoniła, poinformowała, że nie ma mnie ani na liście osób poddanych kwarantannie, ani tym bardziej na liście osób, które będą miały wykonany test.
Zatem co teraz? "Najprawdopodobniej test się nie odbędzie, ma pani jakieś objawy? Skąd pani wie, że miała pani kontakt z osobą zarażoną?" Temperatura 37,4, ale pani z sanepidu przez telefon stwierdziła, że to pewnie od stresu, w końcu ona wie najlepiej, mimo że wcześniej na każde pytanie odpowiadała: "nie wiem, to nie ze mną pani rozmawiała". Kiedy pani z sanepidu udało się załapać, że jednak miałam ten kontakt z pacjentem - "ustali i oddzwoni"...
 
Zadzwoniła moja przełożona. Pani doktor w podobnej sytuacji też już dzwoniła, w swojej i mojej sprawie, że testy będziemy mieć jutro. Z sanepidu nie dostałam żadnej informacji w dalszym ciągu. Dzwonię na infolinię, odsyłają do sanepidu... ale skoro powiatowy nie umie pomóc, to może wojewódzka stacja. Po jakimś czasie telefon z powiatowej izby, pani z pretensjami w głosie, że przecież jestem oczywiście na liście, tylko zostałam przesunięta na środę, bo nie mam objawów, a oni o tym nie informują. "Czegoś jeszcze pani nie rozumie?" Nieważne, że ostatnia informacja, jaką dostałam od sanepidu, to taka, że nie ma mnie ani na kwarantannie, ani tym bardziej na testy.

Około dwudziestej jeszcze jeden telefon - pan z sanepidu zadzwonił poinformować, że przygotowana jest dla mnie decyzja o czasie trwania kwarantanny. Czy może potrzebuję jakichś zakupów? Informuję pana, że już od czwartku przecież jestem na kwarantannie i jakoś sobie poradziłam. Pan zdziwiony, bo on zlecenie takie dostał "dopiero dzisiaj". Wielkie dzięki. Mogłabym przechodzić 2 tygodnie bez niczego i wrócić normalnie do pracy, bez względu na konsekwencje. Nie wierzyłam, że od środka to może wyglądać aż tak beznadziejnie. Nie sądziłam, że tak ważne rzeczy leżą praktycznie w rękach osób tak niekompetentnych. Chciało mi się płakać z bezradności. Cyrk na kółkach i - jak widać - małp też nie brakuje. Państwo jest przygotowane na pandemię? Z taką pomocą to raczej zmierzamy ku autodestrukcji...
Chciałam się tym anonimowo z Państwem podzielić, przepraszam za zabranie czasu osobie, która być może to przeczyta, ale jest mi trochę lżej, jak mogłam to z siebie wyrzucić. Pozdrawiam serdecznie całą pielęgniarską społeczność.

 
⇒ Nie mamy już siły. Jesteśmy z drugą pielęgniarką z pacjentami od 29.03.2020 non stop przez 10 dni.

Na nasze wołanie o pomoc nikt nie odpowiedział. Zwracaliśmy się z prośbą do wszystkich urzędów, w tym do wojewody mazowieckiego, do urzędu miasta, do ministerstwazdrowia, do izby pielęgniarek i położnych. Znikąd nie dostaliśmy pomocy ani wsparcia.
Sytuacja jest o tyle trudna, że niektóre rodziny pacjentów, zamiast nas wspierać i pomagać, atakują nas, bo los ich chorych jest dla nich najważniejszy, a to, że nie ma pielęgniarek, to nie ich sprawa. Płacą i wymagają, nie przebierając w słowach, straszą sądami.
Niestety nie mogę być dłużej narażona na "stres przewlekły", gdyż mam nadciśnienie i sama za moment mogę potrzebować pomocy.

Jak wybrnąć z tej sytuacji?
Co zrobić, aby pacjenci zakładu mieli należną opiekę?
Jeśli do jutra rana nikt nam nie pomoże, to będziemy wzywać policję i wojsko, aby ewakuowali chorych do miejsca, gdzie znajdą opiekę.

Zwracam się z apelem do pielęgniarek, aby zechciały nam pomóc, bo tylko wtedy dalej będzie można prowadzić zakład. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni zamknąć zakład. Zgłaszać się mogą osoby na emeryturze, które podadzą leki, zrobią iniekcje, zmienią opatrunek, a przede wszystkim zapewnią bezpieczeństwo zdrowotne naszym chorym.
Czekam na POMOC we wskazanym zakresie.
 
Wybrał: Mariusz Mielcarek


Zobacz także:

Jaka jest liczba zarażonych pielęgniarek, lekarzy, ratowników i innych pracowników.

Ubezpieczenie pielęgniarek. Ciąg dalszy skandalu.

Pielęgniarki: szpitale nie wiedzą jak obliczyć rekompensaty.