Godzinne szkolenie pielęgniarki z obsługi respiratora. Zakończone wydaniem "certyfikatu".

Pielęgniarstwo anestezjologiczne.


W jednym z ostatnich wywiadów dla Radia Zet Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych po raz kolejny poruszyła temat godzinnych szkoleń respiratorowych. Ze standardów anestezjologicznych wynika, iż taki instruktaż powinien trwać 3 tygodnie, a obecnie pielęgniarki mają nauczyć się obsługi urządzenia dzięki krótkiemu kursowi i filmom umieszczonym na stronie resortu zdrowia. Co na ten temat sądzi Przewodnicząca Związku?

3 tygodnie w 60 minut

Przewodnicząca przytacza pierwszy przypadek, gdy pielęgniarka została zobowiązana do podpisania certyfikatu potwierdzającego odbycie szkolenia, trwającego JEDNĄ GODZINĘ. Krystyna Ptok oczywiście odradza takie rozwiązanie, naruszające wszelkie standardy. Normalnie, taka praktyka powinna zająć przynajmniej 3 tygodnie, w niektórych przypadkach nawet 3 miesiące. Zatem odpowiedzmy sobie na pytanie: czy osoba, której zapoznanie ze sprzętem trwa 60 minut może mówić, że jest dobrze przygotowana? Proponowane w dobie Covid-19 rozwiązania zaskakują medyków, którzy nie mają wpływu na rozporządzenia władzy. Muszą „jedynie” stosować się do nich…

Kolejny brak przygotowania do walki z wirusem

Przewodnicząca Krystyna Ptok zarzuca władzy, iż czas, w którym należało wyszkolić personel do takich czynności, a więc lipiec, sierpień i wrzesień, nie został w ogóle wykorzystany. Pojawiały się ostrzeżenia o nadchodzącej drugiej fali zakażeń jesienią, pokrywającej się z sezonem grypy. Mimo to, szpitale nie zostały odpowiednio wyposażone, pracownicy nie otrzymywali żadnych informacji o przewidywanych działaniach. Personel chciałby przez ostatnie miesiące móc przygotować się na tak trudną sytuację, co pozwoliłoby czuć się pewniej i sprawniej pomagać chorym. Dodatkowo, istnieje wiele rodzajów respiratorów, a każdy wymaga innej obsługi. Związek proponuje zatem konkretne rozwiązania: „powinniśmy utrzymywać szpitale jednoimienne  z oddziałami zakaźnymi, a wokół województw budować dodatkowe szpitale covidowe. Pozwolić funkcjonować szpitalom ogólnym, wyciągając z nich pacjentów zakażonych i kierując ich do jednoimiennych. Wtedy byłaby sytuacja, że stopniowo powiększamy liczbę szpitali.”

W nowych szpitalach nie będzie miał kto pracować

W rozmowie zostaje poruszona sprawa tworzenia nowych łóżek covidowych, okazuje się jednak, że takie zmiany nie wpłyną np. na braki kadrowe, a jedynie na reorganizację szpitali. Tworzenie kolejnych placówek nie ma sensu w sytuacji, w której niedługo nie będzie miał kto w tych miejscach pracować.

Pojawia się problem z zasypywaniem szpitali przez zakażonych pacjentów, w wyniku likwidacji szpitali jednoimiennych. Personel zaczął trafiać na kwarantannę, przez co placówki zmuszane były przenosić pracowników między oddziałami, co powodowało dziesiątkowanie kadr.

Studenci do pracy!

Kolejnym tematem stają się studenci, którzy mają być angażowani do pracy z Covid-19. Jeżeli do otwieranych szpitali polowych zostaną powołani pracownicy placówek, zabraknie ich wtedy przy dotychczas leczonych pacjentach. W obecnych czasach jednak wydaje się, że ludzie sami zaczęli radzić sobie z leczeniem, wolą wziąć leki i samodzielnie zadbać o swoje zdrowie niż wybrać się do lekarza. Przez mniejszą ilość zgłoszeń do specjalistów, odnotowuje się znacznie mniej przypadków zawałów czy udarów.

Pielęgniarki w kiepskim stanie

A co ze stanem pielęgniarek? Jak wpływa na tą grupę walka z koronawirusem? Przewodnicząca przyznaje, że jest to sytuacja trudna, prowadząca do wykończenia psychicznego i fizycznego. Pandemia wymagała od medyków nowej wiedzy, umiejętności, ludzie musieli sami przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Np. zakładanie czy ściąganie kombinezonu było personelowi pokazywane przy pomocy filmików. O ile tą umiejętność jesteśmy w stanie przyswoić przez internet czy samodzielne próby, o tyle obsługa respiratora jest sprawą wymagającą więcej czasu, niż jedna godzina.

Czego boją się pielęgniarki?

Pielęgniarki najbardziej boją się własnego zakażenia, ciężkiego przebiegu choroby, powikłań, śmierci, zarażenia bliskich i braku odpowiedniej ilości osób posiadających kompetencje do udzielenia pomocy. Oczywiście w centrum zmartwień pracowników znajdują się również pacjenci, którym przez trudną sytuację często nie da się pomóc.

Odrobina człowieczeństwa w czasie pandemii

Sytuacja na SOR-ach czy izbach przyjęć jest napięta, liczy się czas, którego bardzo często braknie. Niemniej jednak pielęgniarki zauważają wdzięczność ze strony pacjentów zakażonych, dla których niejednokrotnie są one jedynym towarzystwem w czasie odizolowania. Chociaż przez kombinezony, wspieranie pacjentów jest bardzo utrudnione. Dodatkowo tempo pracy uniemożliwia poświęcenie pacjentom tyle czasu ile potrzebują, a kontakty z nimi stają się mocno „automatyczne”…

80 osób do obsługi 500 chorych

Następnie ze strony prowadzącego padło pytanie o słowa doktora Zaczyńskiego, który dowodzi szpitalem polowym na Stadionie Narodowym. Miejsce zostaje obstawione przez 80 pielęgniarek na 500 pacjentów, co daje współczynnik zaledwie 0,16 pielęgniarki na jednego pacjenta. Biorąc pod uwagę, że w obecnej trudnej sytuacji wynosi on 0,6 pielęgniarki na łóżko, sytuacja na Stadionie może być dramatyczna, a taka ilość personelu wystarczy jedynie na pilnowanie czynności życiowych chorych. Dodatkowo 80 zatrudnionych tam osób należy jeszcze podzielić na cztery zmiany. Daje to bardzo krótki czas na zajęcie się każdym z pacjentów. Nawet dla pacjentów o lekkim przebiegu choroby, jest to bardzo niebezpieczna sytuacja.

Czy ochrona zdrowia jest jeszcze wydolna?

Pojawia się pytanie o wydolność ochrony zdrowia. Coraz częściej mamy do czynienia z nieścisłościami w rejestrach dotyczących ilości wolnych łóżek. Stadion Narodowy ma być ratunkiem dla niewydolnego systemu. Medycy pracują często ponad dwa razy więcej godzin w miesiącu (!) niż na standardowym etacie. Zdecydowanie polska ochrona zdrowia nie była przygotowana na taką sytuację i w tym momencie przechodzi ogromną próbę. Środowisko ma więc żal do rządów, które utrzymywały, iż ilość pielęgniarek jest zbyt duża. Wcześniejsze zapewnienia o wystarczającym zaopatrzeniu szpitali wydają się nierealne. Największym problemem jednak nadal jest ogromne zapotrzebowanie na kadrę pracowniczą. Przez ciągłe przepychanki polityczne personel jest pozostawiony bez pomocy i musi sam radzić sobie podczas walki z wirusem.

Wiktoria Wrembel, pielegniarki.info.pl