Publikujemy 11 najciekawszych (według redakcji portalu) komentarzy pielęgniarek i położnych zamieszczone w ostatnim czasie pod artykułami na portalu, dotyczące nowej ustawy o wynagrodzeniach oraz ogólnej sytuacji w pielęgniarstwie... Zostaną one wydrukowane w czerwcowym wydaniu branżowego miesięcznika Gazeta Pielęgniarek i Położnych - nakład 30 tysięcy egzemplarzy.

Projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu a wynagrodzenia pielęgniarek i położnych



1. Propozycje takiego podziału już wiele lat temu przedstawiły nasze kochane przedstawicielki z Izb, poparte przez związki zawodowe. To one ponoszą odpowiedzialność za brak w tabeli osób z samą magisterką lub samym liceum medycznym czy szkołą policealną, ale przede wszystkim za brak gratyfikacji z powodu doświadczenia! 
Rozumiem, że nie można porównać pielęgniarki z 30-letnim doświadczeniem na oddziale dermatologii, która skończyła LM, nie dokształcała się i nie robiła kursów, z pielęgniarką po dobrej uczelni, magisterką, specjalizacją, 5-letnim stażem na OIOM-ie i kilkunastoma kursami. 
Rozumiem, że należało zrobić podział według poziomu wykształcenia, ale czemu nasi przedstawiciele nie naciskali, aby w projekcie dodać jeszcze np. 3% do podstawy za każdy rok doświadczenia? Czy to nie byłoby rozsądne i sprawiedliwe?

2. Ciekawe, jak będzie wyglądać praca pielęgniarek na oddziałach. Pielęgniarki wykonują taką samą -  ciężką, odpowiedzialną pracę, a płaca tak bardzo zróżnicowana. Czy Panie “na górze” zastanowiły się, jak bardzo poróżniły pielęgniarki, dzieląc je na trzy kategorie płacowe i czy faktycznie był to zamierzony cel? Jeżeli tak, to większość z nas wyjedzie.

3. Dorzucę swój kamyczek. W zawodzie pracuję 27 lat, skończyłam LM. W latach 90. nie było takiej konieczności, aby kończyć studia wyższe, by wykonywać zawód pielęgniarki, jednak - chcąc zapewnić sobie większe możliwości - skończyłam studia magisterskie na kierunku pokrewnym, skończyłam studia podyplomowe z zarządzania w służbie zdrowia. Stratą czasu było dla mnie kończyć studia pomostowe, skoro dają takie same uprawnienia, jak skończone przeze mnie liceum medyczne. Bardziej sensowne było uzyskanie tytułu specjalistki. A teraz już zgłupiałam, czy poziom mojego wykształcenia i staż pracy spełniają wymagania, jakie narzucono w Polsce pielęgniarkom, czy może okaże się, że jestem pielęgniarką z minimalnym wykształceniem?

4. I to jest dowód na to, aby nie wychylać się z kursami, specjalizacją czy magistrem (tym bardziej, że jeszcze nie wiemy, co z podwyżkami). Nie zawsze jest to nam potrzebne, a inni się bogacą naszym kosztem. Nie urządzajmy same sobie wyścigu szczurów. Gdy chodziłam na kurs pielęgniarki POZ, były tam panie, które równocześnie, w tym samym czasie, robiły jeszcze licencjat i specjalizację. Oczywiście też pracowały. Powiedzcie, czy to jest normalne? One jak na wyścigach robiły taki kurs, jaki "wpadł im w rękę”. Nieważne, czy potrzebny, czy nie. Kolekcjonerki papierów. Znam takie, co mają po 3 specjalizacje. Mam wrażenie, że żyję w jakimś matrixie. Kiedykolwiek spotykam pewną znajomą, ona zawsze mnie wypytuje, na jaki kurs teraz chodzę. A te, które są bliżej Izb, to potrafią “obskoczyć” po dwa kursy w roku. To już jakaś choroba. Potem będzie płacz i zgrzytanie zębów, że ona taka uczona, a pieniędzy nie widać. A jak już tak się uczycie, to przynajmniej dajcie spokój z tą licytacją, kto jest lepszy. Na osobę z taką liczbą studiów, specjalizacji, kursów ja patrzę po prostu z politowaniem. Jest takie powiedzenie - kto jest od wszystkiego, jest od niczego. I to w zupełności oddają proponowane podwyżki. Licencjat w ogóle nie jest brany pod uwagę, sama magisterka - tak samo. A swego czasu wszystkim jakby rozum odjęło - takie było parcie. “Nachapali się” licencjatów, a teraz wymyślają dla was specjalizacje. A wy wszystko łykacie jak młode pelikany. Zacznijmy myśleć. Przecież nawet bez tego papierka potrafimy się uczyć - są książki, internet, doświadczenie na oddziale. Nikt nie żyje w oderwaniu od rzeczywistości. To nie jest tak, że koleżanka bez licencjatu czy specjalizacji nie potrafi czegoś zrobić na oddziale lub nie zdaje sobie sprawy, co się dzieje, gdy pracuje na nim przez kilkanaście lat. Opamiętajcie się!

5. Z proponowanych podwyżek pana Radziwiłła dla magistrów ze specjalizacją także bym się nie cieszyła. Wystarczy, że pracodawca przesunie pielęgniarkę (magistra ze specjalizacją np. chirurgiczną), pracującą dotychczas na oddziale chirurgicznym - na oddział internistyczny i ona nagle traci uprawnienia do grupy 7, a wskakuje do grupy 9, ponieważ jej specjalizacja nie jest wymagana na zajmowanym stanowisku pracy. Takim sposobem niewiele pielęgniarek dostanie faktycznie podwyżkę, bo pracodawcy bezkarnie będą korzystać z tej furtki, jaką daje im ustawodawca. Drogie Panie z NRPiP oraz OZZPiP, prosimy w końcu o interwencję. Nie można przyklaskiwać takiej ustawie, gdzie pielęgniarka - jako jedyna grupa zawodowa z wyższym wykształceniem (magisterka, licencjat) - jest wpisana w zaszeregowanie średniego personelu medycznego. My, polskie pielęgniarki, prosimy Was, nasze przedstawicielki, na które oddałyśmy głosy, o interwencję w naszym imieniu, o nagłośnienie sprzeciwu naszego środowiska przeciwko procedowanej ustawie o wynagrodzeniach.

6. Cała prawda o kursach - po 30 latach pracy musiałyśmy zrobić kurs specjalistyczny z tego, co robimy jako pielęgniarki na co dzień i z czego wiadomości mamy w małym palcu. Kurs prowadziły panie, które nie miały nic wspólnego z naszym oddziałem ani z naszą pracą, wiadomości odczytały z kartek, pokazały slajdy. Zero nowinek, z którymi same zapoznajemy się we własnym zakresie, bo nas to interesuje. Dostałyśmy papierek, przekazałyśmy dyrekcji, panie zgarnęły pieniążki. I co? Wszyscy się cieszą. Pielęgniarki się wyszkoliły. Śmiechu warte. Dyrekcja może się pochwalić, że ma tyle wyszkolonych pielęgniarek. Zwracam się do naszych pań z izb: czy tak ma wyglądać pielęgniarstwo, komu to służy? Kto na tym korzysta? Bo my za to nie dostałyśmy podwyżek.

7. Na oddziale, na którym pracuję, kilka pielęgniarek zostało skierowanych przez dyrekcję na specjalizację, natomiast kilka innych samodzielnie rozpoczęło tę samą specjalizację. Po jej ukończeniu pielęgniarki, które same skończyły szkolenie, nie otrzymały podwyżki. Dyrekcja stwierdziła, że na tym oddziale nie potrzeba więcej specjalistek. Reasumując: dziewczyny straciły czas i pieniądze. Wszystko zgodne z prawem pracy. Ukończenie magisterskich studiów pielęgniarskich nie wiąże się z żadną podwyżką, nawet nie jest uznawane przez dyrekcję, trudno o jakikolwiek dzień urlopu szkoleniowego. O ile wiem, tak jest we wszystkich szpitalach w moim mieście. Niestety, jestem w tej grupie, która ma i magisterkę, i specjalizację, ale bez gratyfikacji. Zwracam się do tych, którzy piszą o zakompleksionych i niedouczonych.

8. Minister zdrowia, wydając rozporządzenie z dnia 28 lutego w sprawie rodzaju i zakresu świadczeń udzielanych przez pielęgniarkę samodzielnie bez zlecenia lekarskiego, uprawnia magistra pielęgniarstwa do wykonywania wielu czynności. Natomiast przy podziale na grupy zaszeregowuje magistra pielęgniarstwa do najniższej grupy, licząc na to, że za takie same pieniądze będzie brał odpowiedzialność za wykonywanie czynności, przypisanych magistrom. Pytam: kto odpowiada za taki podział? Co na to wyższe uczelnie? Przecież to jest kpina z wydziałów uniwersyteckich! Nie będzie chętnych, aby kończyć studia magisterskie. Magisterki, powinnyście udać się do NIPiP i rzucić ich władzom pod nogi wasze dyplomy, bo te dyplomy zostały publicznie zdeptane!

9. Powinna być hierarchizacja stanowisk pracy w pielęgniarstwie. W zależności od wykształcenia i dodatkowych kwalifikacji - odpowiedni zakres obowiązków. Od wielu lat słyszę, że tak będzie. Ale chyba się nie doczekamy. Tak jest za granicą. Tylko, że tam jest wiele personelu, można dzielić obowiązki. A w Polsce, kiedy są na dyżurze tylko np. dwie pielęgniarki i muszą robić wszystko, nie ma na to szans. Tylko po co ministerstwo i nasze władze obiecują takie rozwiązania - żeby wszystkich denerwować? To i tak nigdy się nie dokonuje. I teraz nie będzie inaczej. Naprawdę nie ma co na to liczyć i wzajemnie się obrażać.

10. Dość długo pracuję w tym zawodzie, ale tyle chamstwa, wylewania pomyj na nasze środowisko nie widziałam, nie słyszałam. Dziwię się bardzo waszej pysze. Jesteście pewne, że pracodawca, chcąc “zejść z kosztów”, będzie pozyskiwał do pracy magisterki? A może raczej te panie, którym zapłaci o połowę mniej za tę samą pracę? Jesteście pewne, że pracodawca dodatkowo będzie zatrudniał specjalistki czy magistrów, żeby zwiększać koszty swojego zakładu pracy? Ja jestem pewna, że prędzej zatrudni takie pielęgniarki, które nie spowodują dużych kosztów osobowych. Zapominacie również o absolwentkach nowych szkół medycznych, te na pewno będą mile widziane. Panie magisterki, czy jesteście pewne, że będziecie miały zatrudnienie? Nie pomyślałyście też o tym, że specjalistki z danego oddziału będą przesuwane na inny oddział, gdzie - zgodnie z ustawą - podstawę do podwyżki daje specjalizacja właściwa dla danego oddziału. A wierzcie mi, że rynek zapełni się kadrami dzięki nowym zasadom szkolnictwa. Ubolewam tylko, że tyle w was nienawiści, a “mgr” przed nazwiskiem nie czyni z was osób kulturalnych, bo - moje panie - z tym trzeba się urodzić!

11. Z oddziału szpitalnego, w którym pracuję, co rusz odchodzą pielęgniarki z pracy. Dojdzie do tego, że będziemy pracować w mocno okrojonym składzie. Jesteśmy zmęczone nadgodzinami. Ja wzięłam (z litości, bo żal mi koleżanek) jedną nockę w nadgodzinach, więcej dyżurów nie wezmę, wolę spędzać czas z rodziną. Poza tym te pieniądze za godziny nadliczbowe to jałmużna w stosunku do tego, ile człowiek się nabiega i nadźwiga; o odpowiedzialności za wykonywane obowiązki i zdrowie pacjentów nie wspomnę. Nie ma żadnych nowych podań o pracę dla pielęgniarki, nie ma kogo wspisać na dyżury, jest krach. Za 3-4 miesiące będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy przyjdzie nam pracować we trzy na 42 pacjentów. Załamka.

Wybrał: Mariusz Mielcarek